#smNXx

Ojciec zostawił nas jak miałem 3 lata, matka nigdy nie potrafiła okazać mi uczuć. Najczęściej wnerwiała się na mnie i brata, i po pracy siedziała w książce albo oglądała TV. Kiedy coś zaczynała z nami robić, kończyło się awanturą, wyzywaniem nas i oskarżaniem o całe zło świata. Nie byłem bity, matka nie piła, nie byłem głodny, ale nie nauczyłem się czym jest miłość.

Jestem dorosły, mam własną rodzinę i już dawno nie mam pretensji do rodziców, ale nie potrafię kochać i sprawić, że ktoś kocha mnie. Całe życie szukam miłości, nieraz myliłem ją z zauroczeniem, ale kiedy mijało, znowu czułem się pusty. Teraz wiem, że jeśli ktoś nie zaznał miłości po urodzeniu, zawsze będzie jej szukał, jest zepsuty. Oczywiście wiem co trzeba robić, aby inni myśleli, że się ich kocha, uśmiechy, miłe słowa, przytulanie, prezenty, wyręczanie itd. ale nic nie czuję, więc wszystko co daję jest puste, jest kłamstwem. A bliscy w końcu rozpoznają kłamstwo i wtedy przestają kochać i zostaje tylko prawda bez miłości i starania, by poukładać życie, polepszyć warunki, gdy i tak wszystko nie ma znaczenia.

#aEaoU

Wiecie, że większość osób nie umie walczyć o swoje, a jak podejmie się próby to zacznie się wycofywać przy najmniejszej krytyce?

Klasa maturalna. W tym czasie większość myśli o nauce do matury, a resztę przedmiotów byle zdać. Dostaliśmy plan lekcji i okazało się, że nasza klasa miała najbardziej niekorzystny plan ze wszystkich maturalnych. Nie jestem roszczeniowy i nie przesadzam. Codziennie lekcje od 9:00 lub później i rzadko koniec przed 15:00. Zresztą jakbyście to zobaczyli to przyznalibyście racje.

To szybka dyskusja w gronie klasowym i podjęliśmy decyzję o napisaniu petycji do dyrektora. Wszystko sprawnie, większość się podpisała. Kilka osób nie chciało twierdząc, że im ten plan odpowiada. Teraz myślę, że po prostu nie chcieli się narażać.

Petycja poszła do dyrektora, no i została pozytywnie rozpatrzona. Wreszcie mieliśmy trochę korzystniejszy plan i bardzo podobny do innych w klasach maturalnych.

Oczywiście nauczycielki wielce niezadowolone, a wychowawczyni zrobiła nam pogadankę jak to się przez nas wstydu najadła w pokoju nauczycielskim i że jesteśmy strasznie roszczeniowi i narobiliśmy wszystkim problemów.

Teraz przechodzimy do meritum. Paniczne pisanie niektórych uczniów, żebyśmy poprosili o zmianę na poprzedni plan trwało z kilka godzin. Ostatecznie siedzieli cicho, ale nie dlatego, że ugrali coś korzystnego tylko doszli do wniosku, że to znowu będzie robienie problemów.

Kurna mać. Dorośli ludzie, ostatnia klasa, a ulegli bardziej niż niejedna fanka "50 twarzy Greya" wobec osób, które i tak nas nie uczyły, i z którymi i tak byśmy nie mieli kontaktu za niecały rok.

#Qn5bc

Kiedyś na lekcji polskiego miałam okropną czkawkę. Była bardzo głośna i uporczywa. Piłam wodę, wstrzymywałam wdech... Nic to nie dało. Nauczycielka (typowo wredna) kazała wyjąć kartki, bo będzie kartkówka.
Zdziwiłam się... Nie wiedziałam o żadnej kartkówce... Zestresowałam się, bo nic nie umiałam. Wszyscy wyciągnęli kartki i czekali, aż nauczycielka powie co mamy napisać. Jednak nie zrobiła tego... Tylko zapytała się mnie, czy nadal mam czkawkę. Wydukałam, że nie wiem.

Chwila ciszy nastała w klasie.
Okazało się, że czkawka się skończyła. A pani na to:
- Dobrze, jak nie masz czkawki, to wystarczająco cię wystraszyłam tą kartkówką.
I kazała schować kartki :)

#tNgzl

Zima, gdzieś koło 11, czekam na autobus na przystanku, widzę na ulicy 3 pasy śniegu:
środkowy - z kół wewnętrznych, który zakrywa cała linie i dwa na środku (te pod jadącym samochodem). Ulica pusta, nagle karetka wyłania się zza zakrętu i szybkim pędem przejeżdża oponami centralnie po pasach, fala brudnego śniegu leci ludziom prosto w twarz. Myślę sobie, że mi to tam wisi, i tak gacie do prania muszą iść. Ludzie się gotują jak woda w czajniku, kiedy nagle ni stąd, ni zowąd wyłania się on! Srebrny 4-kołowy potwór, BMW. I niczym władca przestworza i ulic pędzi dokładnie jak ta karetka, obsypując ludzi na przystankach... Kolejna dawka tego czarnego, mokrego, brudnego śniegu. Niestety ekipa sprzątająca śnieg z chodnika również od niego dostała. Na nieszczęście kierowcy światło nie było zielone, więc monstrum musiało czekać.  Nie myśląc długo, dwóch rycerzy gotowych oddać życie za innych ruszyło z kopyta do potwora. Jeden bez uzbrojenia, z samymi rękami! W głowie +7 do waleczności i ubijania bestii. Drugiemu zaś artyleria ciążyła w dłoni, długa łopata załadowana po brzegi czarnym i brudnym jak śmierć śniegiem.

Podeszli do bestii. Otworzyli drzwi od kierowcy rzucając "zaklęcia" i wrzucili do środka całą łopatę śniegu, następnie zamknęli i jakby nigdy nic udali się zadowoleni dalej walczyć ze śniegiem, podczas gdy reszta ludzi z przystanku dzielnie klaskała swoim bohaterom. Łepek wyszedł z samochodu, niczym nabuzowany pawian, nie rozumiejąc co się ani dlaczego to się stało, chciał od razu oddać swoim sprawcom, jednak kiedy zobaczył przeważającą ilość samców alfa (6) z  MPGKiM, wszedł przestraszony jak dziecko z powrotem do potwora i odjechał ze skulonym ogonem w siną dal :D

#lpbzG

To była udana impreza. Czasy studenckie, dom kuzyna mojego przyjaciela. Miało być ostro! Przyszedłem stosunkowo wcześnie i zanim zdjąłem kurtkę, już wmuszono we mnie dwie kolejki wódki. Później było już z górki. Piwko, joincik, kieliszek jeden, drugi, piąty...
Ośmielony wodą ognistą i innymi środkami pobudzającymi, zacząłem nieco śmielej rzucać spojrzenia w kierunku nieznanej mi dziewczyny, która również na tę imprezę wpadła. Przysiadłem się do niej. Okazała się bardzo miła i no, cóż - chyba pragnęła tego, co ja, czyli niezobowiązującego seksu.
I tak też się stało. Wylądowaliśmy w łóżku, w pokoju na pięterku. Pamiętam tylko, że moja partnerka miała bardzo ładne, różowe stringi...
Obudziłem się rano ze straszliwym bólem głowy. Zanim otworzyłem oczy, pomacałem ręką łóżko. Dziewczyny już nie było. Co mnie zaskoczyło - nie było też pościeli, poduszek i... moich ubrań. Nawet butów nie mogłem zlokalizować. Przez chwilę analizowałem sytuację leżąc nago na materacu. Oprzytomniałem dość szybko i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Oprócz łóżka i starej szafki z jakimiś kryształami nie było tu absolutnie nic. No, prawie nic, bo oto na klamce zauważyłem coś różowego... Stringi tej dziewczyny!
Domyślacie się cóż to musiał być za geniusz zbrodni? Po tym jak zasnąłem, laska wywlokła z pokoju wszystkie rzeczy, którymi mógłbym się zasłonić. Wszystkie! Wliczając w to nawet mały dywanik, który jeszcze wieczór wcześniej leżał na ziemi. Zostawiła mi tylko te cholerne stringi!
Przez moment usiłowałem wymontować drzwiczki z szafki, ale spasowałem. Tak, założyłem te cholerne stringi. Wylazłem zażenowany z pokoju. Wszyscy na szczęście jeszcze spali. Wszyscy, oprócz dziewczyny, z którą spędziłem noc. Siedziała w salonie na dole. Gdy tylko się pojawiłem, zaczęła mnie fotografować komórką, a potem dała mi wykład o tym, że to jest właśnie kara za wykorzystywanie pijanych dziewczyn na imprezach.
I tymże sposobem stałem się bohaterem pewnego znanego forum dla feministek. Dziewczyna opublikowała tam moje fotki w tych cholernych, różowych stringach, chwaląc się swoim "łupem".
Kiedy pośledziłem jej posty szybko zorientowałem się, że nie byłem jej pierwszą ofiarą. Cóż - nie do końca rozumiem logikę takiej "łowczyni". Tak całkiem szczerze mówiąc to seks był naprawdę udany i w sumie to warto było za niego zapłacić chwilą internetowej "sławy".
Ach! A teraz najważniejsze - gdyby nie ten incydent, nigdy nie poznałbym miłości swojego życia. Okazało się, że dziewczyna z imprezy, wywaliła moje ciuchy do osiedlowego kosza na śmieci. Ze spodni wypadły mi dokumenty, które znalazła pewna piękna pani. Uczciwa niewiasta tego samego dnia zapukała do moich drzwi... Wierzcie lub nie - zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Dziś jesteśmy parą. Los potrafi czasem spłatać niezłego figla!

#Kg2UA

Mam takiego kolegę od czasów gimnazjum. Praktycznie jak bracia, ta sama szkoła średnia, studia, przez pewien czas pracowaliśmy razem.
W technikum wpadliśmy na pomysł, że jak skończymy studia, pójdziemy do jakiejś totalnie niepasującej do nas szkoły i ją skończymy.

Kolega odebrał dyplom w czerwcu, ale był na tyle dżentelmenem, że zaczekał aż ja się obronię, czyli do października, żebyśmy razem mogli zacząć.

Od lutego idziemy do szkoły policealnej. On na technika kosmetologii z elementami wellness i spa, ja na technika masażystę z elementami fizjoterapii.

Obiecaliśmy sobie, że skończymy! :D

#TjeQj

Mój staruszek pracował jako górnik w kopalni. Pewnego razu, kiedy tata zbierał się do pracy, mama miała jakieś dziwne przeczucia i nie pozwoliła mu tym razem iść do pracy. Uprosiła go. Tata nie podzielał histerii mamy, ale dla świętego spokoju postanowił poprosić swojego przyjaciela (nazwijmy go Tomek), żeby poszedł za niego. Tomek się zgodził bez wahania, śmiejąc się razem z tatą z przeczuć mamy...

W nocy rodziców obudził telefon, że w kopalni był wybuch metanu, nie ma kontaktu z górnikami, którzy tam pracowali (ojciec należał do ratowników), więc od razu pojechał do kopalni, aby pomóc w akcji ratowniczej. Po kilkugodzinnej akcji udało się wydobyć wszystkich górników, zostali przewiezieni do szpitala z bardziej lub mniej rozległymi ranami i poparzeniami, niestety w gronie rannych znalazł się również Tomek. Miał poparzone ponad 70% ciała, gdy zobaczył "kulę" ognia, zaczął krzyczeć do innych, aby uciekali, w ten sposób ogień poparzył mu również gardło od środka, przez co nie mógł przez długi okres mówić.

Tata prawie każdego dnia odwiedzał Tomka w szpitalu, za każdym razem przepraszał i żałował, że poprosił przyjaciela o zamianę...
Byłem wtedy mały i nie rozumiałem za bardzo co się wydarzyło, słyszałem, że był wypadek i że Tomek jest w szpitalu, widziałem przybitego tatę, słyszałem kłótnie żony Tomka z moimi rodzicami, ale nie wiedziałem o co chodzi.

Przyjaźniłem się z synem Tomka (nazwijmy go Robert). Pewnego dnia podczas zabawy na dworze Robert znalazł zapalniczkę, wiec zaczęliśmy podpalać patyczki po lizakach, które później się topiły i zaczynały kapać. Później znaleźliśmy dużą folię, więc skoro plastikowy patyczek dał nam tyle frajdy, to co dopiero taka folia. Zapaliła się dość szybko, za szybko... Robert puścił palącą się folię, a ta pod wpływem wiatru poleciała wprost na niego, wtapiając się w ubranie. Zaczęło się palić całe ubranie na jego ciele, nie wiedząc co robić, pobiegłem pod blok i zacząłem krzyczeć ile sił, że Robert się pali. Ludzie powychodzili na balkony, zaczęli krzyczeć, wydzwaniać, mój tata widząc co się dzieje, wyskoczył przez balkon z 1 piętra i szybko zaczął gasić ogień. Kiedy już nic się nie paliło, zobaczyłem, że Robert nie ma sobie folii ani ciuchów, wszystko to wtopiło mu się w skórę. Tata zawiózł go do szpitala, gdzie przeszedł kilka operacji, przeszczepy skóry, miał problemy ze wzrostem, mową, chodzeniem, jednak mój Tata uratował mu życie...

Tomek nigdy nie obwiniał mojego taty.
Twierdził, że przez to, że tego dnia nie pojechał do pracy, mógł parę dni później uratować życie jego syna.

Tomek wrócił do pełnej sprawności, dziękował wiele razy mojemu ojcu, ojciec go przepraszał i tak wkoło.

O całej historii dowiedziałem się niedawno od mamy, bo zacząłem drążyć czemu tata odszedł z kopalni parę lat przed emeryturą...

#q2XBI

Specjalnie założyłem konto żeby to napisać. Sprawa wygląda tak, że nie jestem nazbyt mądry i mam przez to niemałe problemy. Nauczyłem się chodzić gdy miałem 2 lata, na rowerze jeździć gdy miałem 12 lat, chociaż koledzy z ulicy gdy mieli po 8-9 lat. Wiązać sznurówki gdy byłem w 2 podstawowej, a inni już w zerówce umieli.


Ogólnie mam problemy z przyswajaniem nowej wiedzy i jej zapamiętaniem. Z tego też powodu każdy pracodawca dziękuję mi po miesiącu lub nawet po paru dniach, bo kto będzie trzymał kogoś kto po miesiącu umie tyle co normalny człowiek po paru dniach? Zawsze się staram i nie spóźniam, ale i tak ląduje na bruku. A najgorszy jest ten wyraz twarzy pracodawcy, który mi dziękuje i jego zmieszanie, bo trudno mu zwolnić kogoś kto się stara i przychodzi, ale nie daje sobie rady. Dla takiego człowieka jest to coś nowego i niezrozumiałego. Niedługo skończą mi się miejsca pracy, w których mógłbym pracować i pewnie wyląduję na ulicy.



Niestety nie mam żadnych papierów na głowę bo mówię i zachowuję się normalnie tylko po prostu jestem tępy. W szkole jechałem na dopach albo ściągach (zawodówka), a dla nauczycieli nie było to nic nowego bo dużo osób ma takie oceny, więc nie widzieli problemu. Jest to też o tyle dziwne, że rodziców i rodzeństwo mam normalne, tylko ja taki jestem. Nie jestem adoptowany ani nic z takich rzeczy bo jestem dość podobny do rodziców. Więc zaczęło nasuwać mi się pytanie - dlaczego tak jest? I myślę, że znalazłem odpowiedź.



Siedzę w Internecie jak każdy i gdzieś czytałem o skutkach picia w ciąży. Podobno nigdy nie płakałem w okresie tym niemowlęcym czy jak go się nazywa. Każde dziecko płacze, a ja tego nie robiłem. Jak matka piła to takie dzieci rodzą się jakby przymrożone lub przytrzymane. I myślę, że dlatego nie płakałem. Zapytałem ojca czy piła, bo przecież jej nie będę pytał - wiadomo, że się nie przyzna. Mówił, że czasem jak była jakaś okazja czy uroczystość rodzinna to coś wypiła, ale nie dużo. No tak, bo co tam może zaszkodzić jakaś lampka wina czy piwo? Otóż kur*a może zaszkodzić. Pewnie przy moim rodzeństwie też piła tylko im się akurat udało, że są normalni.



Napisałem tego posta jako ostrzeżenie dla przyszłych matek. Nie pijcie w ciąży ABSOLUTNIE NIC! Może się wam wydawać, że jakieś piwko nie zrobi różnicy od czasu do czasu, ale jak pokazuje mój przypadek może zrobić różnice i możecie przez to wyrządzić swojemu dziecku straszną krzywdę.

#Aietb

Moja teściowa. Temat rzeka. Nie wiem czy jest złośliwa czy ma coś nie tak z głową.

Nasz syn jest bardzo wymagający, od dwóch lat nie śpi jedynie na rękach i tak co godzinę się budzi, w ciągu dnia też nie daje nam żyć. Jesteśmy z mężem wykończeni.


Organizowaliśmy 1 urodziny synka, zaprosiliśmy tylko teściów (rodzice daleko). Stwierdziłam, że upiekę tort, takiego z masła na parze. Dekoracje jeszcze do północy robiłam. Na obiad kupiliśmy garmaż, już siły brakowało. Rano zadzwoniła teściowa czy czegoś potrzebujemy. Mąż powiedział, że kupiliśmy gotowy obiad. Oburzona teściowa oczywiście, że to niezdrowe i ona przywiezie schabowe. Super, to już ziemniaki obierzemy i jakieś kiszonki się znajdą.



Przywiozła bryłę zamrożonego schabu i zaczęła mi tłumaczyć, jak zrobić kotlety. Jak ja się wkurzyłam. Mój maż łagodząc sytuację powiedział, że sam zrobi. My zjedliśmy tort, wypiliśmy kawę, a on przez godzinę męczył się z obiadem (nie pomogłam bo nie zostawiam synka samego z babcią).



Innym razem też stwierdziła, że przywiezie polędwiczki. Mąż mi wytłumaczył, jak wspaniałe jego mama robi polędwiczki duszone, że mam od niej przepis wziąć i maluchowi posmakują. Przywiozła polędwiczki kurczaka w panierce kupione w Żabce.
Cały czas chce opiekować się małym, ale ma tak głupie pomysły, że boję się go z nią zostawiać.

#Vxmcx

To był normalny dzień w mojej pracy. Siedziałam sobie w biurze i korzystałam z wolnej chwili, aby na szybko wszamać kanapkę z keczupem. Miałam parę chwil luzu, więc pomyślałam, że skoczę do automatu po kawę. Wyszłam więc z mojego pomieszczenia i pognałam do strefy z boksami. Wiecie - takimi stanowiskami komputerowymi. Olbrzymia sala wypełniona kilkudziesięcioma miejscami pracy grafików komputerowych. Tam zawsze jest młyn, krzyk, śmiechy i głośna muzyka. Tam też jest automat z kawą oraz... Leszek.

Leszek to czołowy żartowniś, urwipołeć i dusza towarzystwa. Wspaniały przyjaciel każdego pracownika naszej firmy.
No i weszłam w to źródło chaosu, dzierżąc mój kubeczek od kawy i mając nadzieję, że uda mi się wrócić do biura w miarę bezpiecznie. Tego dnia odziana byłam na biało, więc troszkę obawiałam się, że w zamieszaniu ktoś mi wyleje kawunię na kiecę.
Zbliżam się więc do automatu, a tu nagle czuję, że ktoś mnie chwyta silnym uściskiem od tyłu i mocno trzyma. Leszek. Przysuwa usta do mojego ucha i szepcze: "Masz problem. Zaufaj mi i nie stawiaj oporu. Zaraz z tego wybrniemy..."
Co jest? No, nic. Leszkowi się ufa, Leszkowi się nie odmawia. Wiwat Leszek!
Tymczasem oczy wszystkich siedzących za komputerami nerdów zwróciły się ku mojej osobie będącej w uścisku radosnego Lechosława. Ten rozpromienił się i ciągle trzymając mnie w pozycji jaskiniowo-kopulacyjnej, ryknął:
- Patrzcie! Wymyśliliśmy nowy taniec!
... i zaczął w rytm dudniącej muzyki potrącać mój zadek swoim okazałym podbrzuszem, jednocześnie robiąc malutkie kroczki do przodu. Cała sala w śmiech, a ja czerwona niczym Ferrari Wojewódzkiego, podążam za grą Leszka, w myślach planując zrobienie mu krzywdy, kiedy tylko znajdziemy się poza zasięgiem wzroku reszty.

Lech wepchnął mnie do mojego biura, zamknął drzwi i mówi:
- Słuchaj, Grażyna. Chciałem ci oszczędzić przypału. Okres ci się zaczął. I to chyba taki w ch#j obfity, bo twoje dupsko przypomina flagę Japonii.
Patrzę w lustro. Kurczę, faktycznie - sukienka biała, a zad promieniście czerwony. Ale zaraz. Przecież nie mam okresu. To nie mój czas! Zerkam na moje krzesło, a tam plama. Co jest? Wącham siedzisko. Pachnie octem, pomidorami i bazylią. Keczup!
Nie wiem jakim cudem zamiast w całości wylądować na kanapce, przylepił mi się do zadka, ale był to ostatni raz kiedy jadłam śniadanie w pracy.

Leszek - jesteś moim bohaterem. Gdybyś nie odwalił swojego kopulacyjnego dęsu, to chyba bym się pod ziemię zapadła!
Dodaj anonimowe wyznanie