Chodzę do 8 klasy podstawówki, więc w szkole jestem najstarszym rocznikiem.
Szanuję każdego poglądy i wybory, bo to jego życie, ale zastanawiam się, jak można tak sobie niszczyć dzieciństwo.
Dzisiaj idąc na lekcje minęłam dwie dziewczyny, może z 4-5 klasy, odwalone jakby szły na jakąś dobrą imprezę. Wszystko super, fajnie ładnie wyglądać, ale to były 11-latki z pełnym makijażem i wielkimi kreskami na pół oka, śmiejące się ze mnie, że wyglądam jak małe dziecko. Serio. Żałosne.
Tydzień temu były urodziny mojej babci. Skończyła 99 lat! Zrobiliśmy jej niespodziankę. Mama upiekła tort, kupiliśmy prezenty i wbiliśmy się do starowinki na chatę. Babcia bardzo się ucieszyła. Wręczyliśmy podarunki, a kiedy zasiedliśmy do jedzenia, mój tata wstał, odchrząknął znacząco, uciszył całą zgraję kilkukrotnym uderzeniem łyżeczką o szklankę. Dzyń, dzyń, dzyń. Kiedy już było całkiem cicho, stało się najgorsze, co mogło się przytrafić, mój niezbyt bystry rodziciel zaintonował pieśń dla swej teściowej:
♪ ♫ Stoooo laaat, stoooo laaat, nieeeech żyyyje, żyyyjeeee, naaaaam... ♫ ♪
Patrzyliśmy się wszyscy po sobie, czekając aż ta niezręczna sytuacja wreszcie się skończy. Tylko babcia, jedyna rechotała jak szalona, bujając się na swoim fotelu w te i nazad, próbując złapać oddech podczas niekontrolowanego śmiechu.
Po wszystkim, tatko zdziwiony, że nikt nie pomógł mu wykonywać urodzinowej kompozycji, usiadł, a babcia z trudem panując nad śmiechem rzekła:
- Ta, dzięki. Te dwanaście miesięcy jeszcze jakoś pociągnę...
Jestem facetem, dwadzieścia parę lat i... podniecają mnie męskie brzuszki (mowa oczywiście o brzuszkach piwnych itp.), najlepiej ładnie owłosione, okrąglutkie.
Długo już zastanawiam się nad tym, czy to homoseksualizm, bo przecież z drugiej strony chciałbym mieć kiedyś żonę i dzieci.
Ten moment kiedy idziecie w nocy nieoświetloną alejką w parku (naprawa oświetlenia) i kichacie. Nagle słyszycie ciche "na zdrowie" za plecami.
Odwracacie się, a za wami stoi jakaś blada, ubrana na czarno, z długimi ciemnymi włosami dziewczynka. Mimo, że nic nie słyszeliście i byliście pewni, że za wami nikogo nie ma... ucieczka powiodła się!
Tak, to ja byłam tą dziewczyną... nie spodziewałam się, że mogę kogoś tak wystraszyć, że będzie przede mną uciekać.
Jestem na 4 roku studiów i nie mam znajomych. Podczas zajęć zazwyczaj siedzę sam, rzadko do kogo się odzywam, udaję, że robię coś ciekawego na telefonie lub słucham muzyki. Nie uważam się za osobę wredną, staram się być życzliwy i miły jak tylko potrafię, ale nie jestem w stanie zliczyć ile razy usłyszałem, iż posiadam wredną twarz. Pozostali studenci stworzyli już na początku edukacji grupki znajomych, starałem się do którejś dołączyć, ale kończyło się to fiaskiem. Podczas gdy wszyscy narzekali na pandemię, ja dziękowałem za zajęcia online, gdyż nie musiałem patrzeć na rozradowanych, prowadzących konwersację ludzi.
Nie czuję się samotny będąc w pustym pokoju, lecz właśnie w sali pełnej ludzi. W konwersacji 1 na 1 potrafię mówić dopóki nie rozboli mnie gardło, jednak w większej grupie wolę milczeć niż walczyć o głos. Boli mnie, gdy widzę zdjęcia znajomych ze studiów w klubach, na domówkach czy w barach, bo przez to tylko bardziej odczuwam swoje odizolowanie. Z czasem zaobserwowałem u siebie mechanizmy obronne – przez jakiś czas kupowałem masę drogich ciuchów, nieświadomie próbując oszukać innych, że jestem zbyt dumny, aby z nimi rozmawiać. Inną obroną przeciw samotności było zachowywanie się tak, jakbym wcale nie chciał być w auli i całe te studia mnie irytowały. To wszystko jednak było kłamstwem, w które chciałem sam uwierzyć. Lepsze takie kłamstwo niż nieudolność wykonania podstawowej funkcji człowieka, czyli socjalizacji z innymi przedstawicielami naszego gatunku. Oby tylko przebrnąć przez te studia…
Taki mały apel do rodziców, którzy chcą nauczyć dziecko odpowiedzialności kupując zwierzę.
Byłam już kilka razy świadkiem sytuacji, w której rodzice traktują zwierzaki jak nowe zabawki dla swoich dzieci... Tak samo jak nowy rower, konsolę czy cokolwiek materialnego. To co widziałam wczoraj przebiło jednak wszystko.
Młoda mama z synkiem na oko 4,5-letnim. No może nie ''synkiem'', tylko rozbestwionym potworem. Mają oni niewielkiego psa, o ile się nie mylę Jack Russel Terrier (?). Dzieciak ściska psiaka, szarpie, że ten aż piszczy z bólu, łapie za tylne nogi, podnosi do góry i rzuca. Pies za warknięcie na dziecko dostaje ''strzał'' przez łeb od mamusi. A gówniarz dalej swoje, kładzie psa na wysokości, widać, że ten się boi. Próbuje uciekać, wtedy mamusia go łapie, krzyczy, a dziecku wręcza smycz. Tak podeszłam i zwróciłam uwagę, że pies wyraźnie cierpi. Usłyszałam, że ''synek tylko się tak z nią bawi''.
Więc, kochani rodzice, nowość - PIES NIE JEST ZABAWKĄ DLA WASZYCH ROZPUSZCZONYCH BACHORÓW. Jeśli nie jesteście na tyle odpowiedzialni, żeby nauczyć dziecko wystarczającego szacunku do zwierzęcia, to poprzestańcie na kupnie pluszaka... Zwierzęta nie żyją dla Ciebie, żyją dla siebie.
Pierwszy mój związek był toksyczny, z chłopakiem starszym o rok i pracującym. Byłam zabawką. Jeśli się pokłóciliśmy, to była zawsze moja wina i słyszałam tylko, że mam nie przepraszać i go słuchać, bo on chce mi pomóc. Cokolwiek to znaczyło. Był atencjuszem i pasożytem sprawiającym, że człowiek czuje się jak najgorsze gówno przez znajomość z nim. A on przy tym mówił, że jest najgorszy. Robiło mi się go szkoda, bo miał raka. Zaufałam mu bardzo i przywiązałam się. Przez ojca alkoholika brakowało mi kogoś, kto mnie otoczy opieką i ochroną. Nawet nie wiem co w nim widziałam. Poleciałam na pierwszą osobę, która zwróciła na mnie uwagę.
Pokłóciliśmy się ostro przed moją maturą. On powinien przeprosić za wyzwanie mojej matki, z którą mam bliskie relacje. Stwierdził, że "jeździ jak cipa". Uraziło mnie to. Powiedziałam, żeby przeprosił mnie, a on, że nie ma za co przepraszać, bo on też tak mówi o swojej, więc mam nie robić problemów. Wkurzyłam się i nastały ciche dni. On mnie ignorował, ja płakałam. Napisałam długą wiadomość jak wygląda sytuacja z mojej perspektywy, żebyśmy sobie to wyjaśnili, a on ją zignorował. Następnego dnia wysłał mi selfie z kotem. Spytałam, czy ma mi coś do powiedzenia. Napisał, że nie, bo JA mam przestać robić awanturę o to i się zacząć zachowywać.
Parę dni przed maturą trochę zaczęliśmy pisać. Powodzenia mi nie życzył, bo nie wiedział, kiedy mam maturę. Mówiłam mu kilka razy, bo wiadomo, z uwagi na covid egzaminy przesunięto. Zrobił mi o to awanturę, że mu nie powiedziałam. Zaprosił mnie do siebie, kiedy miałam kilka dni przerwy między egzaminami, jednak zlał mnie totalnie i zaprosił też swoją przyjaciółkę, choć obiecywał, że chce naprawić relacje. Potem chciał o czymś porozmawiać z moją mamą, ale nie wyszło. Jak się okazało, chciał ją zapytać, jak ma ze mną zerwać... Tydzień po maturze zerwał ze mną przez rozmowę przez messengera. Nawet mi nie chciał w oczy spojrzeć, więc bez kamerek. Nie przyjechał mi powiedzieć w twarz, bo rzekomo paliwa nie miał, od znajomej wiem, że to nieprawda. Ja przepłakałam dużo, on z góry założył, że myślę o nim jak o najgorszym i przestał się odzywać. Chociaż zaraz po zerwaniu mówił, że wciąż możemy się przyjaźnić. Zignorowałam go, chciałam żyć dalej.
O tym, jaki był okropny można by pisać długo, chociażby to, że będąc ze mną sypiał z inną i proponował to jednej, z którą mam koleżeńskie relacje i która pomogła mi się po wszystkim otrząsnąć.
Pół roku po zerwaniu napisał do mnie z propozycją, że możemy wciąż razem pograć w różne gry, jeśli będę chciała, i się przyjaźnić. Odmówiłam i go zablokowałam.
Zemścić się chciałam, ale nie chciałam zniżać się do jego poziomu. Tylko co poradzić, że jak znalazłam w domu jego koszulkę, to olbrzymią radość sprawiło mi wyczyszczenie nią kociej kuwety.
Piszę tu, by opowiedzieć wam swoją historię.
Mam prawie 15 lat. Mieszkam z rodzicami i 6-letnim bratem, nazwijmy go Dawid.
Wiem jak to zabrzmi, ale moja mama mnie nawet nie lubi. Nie byłam planowanym dzieckiem, pojawiłam się na świecie zaledwie rok po ślubie rodziców. W dodatku ciąża ze mną była bardzo trudna, mama ciągle musiała leżeć, poród też był okropnie trudny. Jakby tego było mało, przez pierwsze dwa lata życia ciągle chorowałam. Wiem, że mama ma do mnie o to ogromny żal. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie przytuliła czy w ogóle okazała miłość. To tata i dziadkowie się mną zajmowali.
Mnóstwo razy mamę przepraszałam, ale ona tylko mówi, że co jej po moich przeprosinach, skoro zmarnowałam jej kilka najlepszych lat. Bardzo mi z tego powodu przykro, ale nic na to nie poradzę.
Co innego z moim bratem. On był jak najbardziej chciany i planowany. Wszystko przebiegało wręcz podręcznikowo. Jednak kiedy miał jakieś osiem miesięcy, okazało się, że coś jest nie tak - umysłowo rozwija się wolniej niż inne dzieci. Teraz umysłowo jest na etapie trzylatka.
W ogóle to tata jest zawodowym kierowcą i czasem nie ma go nawet na weekendy. Mama Dawida uwielbia, pozwala mu na wszystko. Nikt mojemu bratu uwagi nie może zwrócić. A małego energia zawsze rozpiera, i w przedszkolu, i w domu. Krzyczy, tupie, śpiewa. Kiedyś prosiłam mamę, by trochę go uspokoiła gdy robię lekcje, ale się na mnie zezłościła, więc teraz po prostu po lekcjach chodzę do biblioteki. Dawid lubi się też zaczepiać - często podbiega do mnie i szczypie mnie albo szarpnie czy pociągnie za włosy. Kilka razy mu oddałam, ale wtedy dostałam karę. Próbowałam się z bratem zaprzyjaźnić, ale gdy tylko szło nie po jego myśli, to mi się obrywało, więc teraz po prostu schodzę mu z drogi. Parę razy po powrocie do domu musiałam po nim sprzątać swój pokój, więc teraz gdy wychodzę to zamykam go na klucz i zabieram ze sobą.
Tacie nic nie mówiłam, bo nie chciałam, żeby się z mamą przeze mnie kłócili.
Ostatnio jednak jest koszmarnie. W ostatni poniedziałek, gdy zakładałam buty przed wyjściem do szkoły, brat skoczył z zaskoczenia mi na plecy tak, że się przewróciłam i dość mocno uderzyłam o szafkę. Mama nie wyszła z kuchni chociaż krzyknęłam z bólu, a braciszek radośnie zawołał "A ja Meli bum bam!". Nie wytrzymałam i dałam mu w twarz. Dawid zaczął wrzeszczeć i pobiegł do mamy. Wiem, że źle zrobiłam, ale byłam wykończona po weekendzie, w dodatku od rana mnie denerwował - migał mi światłem w łazience, kopał moją torbę i szczypał mnie. Dostałam straszny ochrzan i mama powiedziała, że żałuje, że mnie urodziła, bo jestem okropną siostrą.
Powiedziała tacie o wszystkim. Moja chrzestna już od dłuższego czasu chce, żebym z nią zamieszkała i od nowego półrocza tak będzie. Szkoda mi tylko, że będę 120 km od koleżanek i dziadków, ale tak będzie chyba najlepiej.
Słowem wstępu - mam 13 lat i jestem z tego (chyba) ostatniego rocznika gimnazjum. Ale nie w tym rzecz.
Nie miałam jeszcze pierwszej miesiączki, ale u mnie w rodzinie wszystkie kobiety dostawały ją dość późno, więc się tym nie przejmuję.
Mam za to inną przypadłość. Zamiast "czerwonego alarmu" mam brązowy alarm.
Tak, od prawie roku dostaję SRACZKI regularnie co około miesiąc. I nie, to nie jest przypadek ani zbieg okoliczności. Parę razy zdarzyło się w szkole - wielki ból brzucha i potrzeba wyjścia do toalety, a przerwy są krótkie. Zazwyczaj, po lekcjach, kończyło się lekko brudnymi gaciami, telefonem do rodziców, żeby przyjechali i czekaniem na nich w toalecie. Co z tym idzie - także narzekanie woźnej, że co ja tak siedzę, bo kibla posprzątać nie może. Na następny dzień lub dwa zostawałam w domu, bo nie wiedziałam kiedy zaatakuje mnie potrzeba zaprzyjaźnienia się z moim kochanym sedesikiem. Wychowaczyni podejrzewa, że zostaję w domu gdy mam okres i zawsze patrzy się na mnie dziwnie, gdy regularnie co miesiąc wręczam jej usprawiedliwienie z powodu "choroby" lub "problemów żołądkowych". Ale co mają rodzice napisać? Że mam "sraczkowy okres bez okresu"?
Lekarz twierdzi, że to takie przygotowanie do miesiączki i organizm się oczyszcza.
Tak że ten. Zgadnijcie gdzie piszę to wyznanie :)
Jestem 25-letnią kobietą. W życiu generalnie wiedzie mi się dobrze, mam dobrze płatną pracę, własne mieszkanie i paczkę zgranych przyjaciół. Jednak do szczęścia brakuje mi miłości, ale czuję, że to jest niemożliwe. Dlaczego? Otóż NIENAWIDZĘ FACETÓW!
Byłam dwa razy w związku, a zdarzało mi się z kimś nowo poznanym spotkać, ale nic z tego nie wyszło. A co do związków, to z początku było fajnie, dopóki nie okazało się, że jeden mnie totalnie olewa, a do tego zdradza. Drugi natomiast był mi wierny, ale nie ukrywał, że jakby chciał, to by mnie zdradził, w końcu rozstał się ze mną, bo się odkochał.
Od tamtej pory spotykałam się z innymi facetami, ale żaden nie został moim partnerem na stałe. Wszyscy okazali się niedojrzałymi dupkami, egoistami i zdrajcami. Poza tym na studiach moja grupa to większość byli mężczyźni i wszyscy byli dla mnie okrutni, bo byłam inna od wszystkich studentów. Wyśmiewana byłam z powodu mojej nieśmiałości, wrażliwego charakteru, a także dlatego, że byłam cnotką i słabą osobą. Od tamtej pory nigdy nie spotkałam faceta dojrzałego, który szanuje kobiety. Wszyscy zachowują się jak niedojrzali egoiści, znęcają się nad słabszymi, względem kobiet to seksiści, a do tego myślą swoim przyrodzeniem. Dlatego NIENAWIDZĘ FACETÓW! Nie mam nadziei żadnej, że znajdę tego jedynego, bo nie potrafię nikomu zaufać, gdyż prędzej czy później zacznie mnie zdradzać z inną lalą. W mojej rodzinie zdrada małżeńska była u moich rodziców, u pozostałych członków rodziny nie było zdrad, ale było znęcanie się fizyczne i psychiczne. Szczególnie faceci byli egoistami i seksistami.
NAPRAWDĘ NIENAWIDZĘ FACETÓW!
Dodaj anonimowe wyznanie