#YYOau

Będzie obrzydliwie, więc proszę odłożyć jedzenie, żeby nie było, że nie uprzedzałam.

Miałam w swoim życiu dość długi okres czasu, gdy byłam straszną fleją. Moja higiena leżała i kwiczała - potrafiłam nie umyć zębów przez dłuższy czas, skarpet mogłam nie zmieniać przez miesiąc, prysznic brałam średnio raz na 2-3 miesiące. Mogłam nawet nie zmieniać bielizny w ciągu tygodnia lub dłużej, nie myjąc przy tym okolic intymnych, a po skorzystaniu z toalety nie myłam rąk - kiedyś zdarzało się nawet, że miałam rękę dosłownie ubrudzoną kupą (nie pytajcie, jak do tego mogło dojść) i potrafiłam po tym rąk nie umyć, tylko wycierałam je papierem toaletowym.

Dwa lata temu wydarzyło się bardzo traumatyczne dla mnie wydarzenie, nie mające nic wspólnego z moją higieną - w skrócie: uwierzyłam w fałszywe informacje, przez co miałam sporo kłopotów i trauma do tej pory czasem daje o sobie znać, lecz miało to dla mnie także pozytywny skutek - zmieniłam się na lepsze nie tylko pod względem higieny, ale również pod względem charakteru. Przez pierwszy rok byłam okropnie przewrażliwiona na punkcie czystości, w łazience mogłam siedzieć godzinami, ponieważ ciągle mi się wydawało, że niedostatecznie się umyłam, mimo iż byłam czysta.

Teraz jest lepiej, podtrzymuję higienę, ale na tyle przewrażliwiona już nie jestem, o tamtym obleśnym okresie mojego życia już zapomniałam, ale teraz to piszę i przerażam się - strasznie pomyśleć, do jakiego stanu mogłam się doprowadzić, gdyby nie tamto nieprzyjemne dla mnie wydarzenie, które, mimo traumy, także zmotywowało mnie do zmiany na lepsze.

Ohydne? Jak najbardziej. Anonimowe? Trudno się nie zgodzić.

#9yV4C

Historia mojego przyjaciela, jak się stoczył emocjonalnie...

Ogólnie to był typ romantyka... rzadko się zakochiwał, prawie w ogóle, ale jak już, to kupował kwiaty dziewczynie, pisał piosenki, chodził na spacery etc... Wszystkie jakie poznał wykorzystywały jego uczucie i kazały mu różne rzeczy. On pijany z miłości, spełniał to. Do czasu...

Po ostatniej zmienił się diametralnie. Już go nie obchodziły uczucia. Zaczął traktować kobiety jak szmaty... Gdy któraś wykazywała zainteresowanie, on to wykorzystywał, a potem mówił, że to nie ma sensu i zrywał kontakty.

Ostatnio zadzwonił do mnie po pijaku i powiedział, że jego życie jest pasmem porażek. Powiedział również, żebym przeprosił w jego imieniu te dziewczyny, bo on nie ma na to szansy.

Wczoraj byłem na jego pogrzebie.

#FIffU

Pięć lat temu zostałam bardzo skrzywdzona przez pewnego człowieka. Wiem, że nie byłam jedyną jego ofiarą.
Zakończyłam tę znajomość, zdystansowałam się od naszych wspólnych kolegów. Pozostała w moim otoczeniu tylko jego dziewczyna, która mieszka w moim sąsiedztwie. Parę razy widziałam go na ulicy i za każdym razem ogarniał mnie paraliżujący strach.
W międzyczasie wyszłam za mąż, starałam się żyć normalnie, chodzę na terapię. Pomalutku przepracowuję to co się stało.

Kilka dni temu dowiedziałam się, że ten człowiek rozstał się ze swoją dziewczyną. Poczułam, jakby ktoś zdjął mi olbrzymi ciężar z barków, jakbym znowu mogła oddychać.
Podobno bardzo ciężko przeżył to zerwanie, ludzie obawiali się, że popełni samobójstwo. Myśl o jego cierpieniu wywołuje u mnie mściwą satysfakcję. Po tym, co zrobił mi i innym kobietom... Szkoda, że jednak się nie zabił.

#h7XOa

Taka głupia rzecz sprawiła, że mimo upływu lat wstyd mi mówić o moim muzycznym guście. A to tylko przez sytuację, która miała miejsce, gdy byłam w 5 klasie podstawówki.

Była luźna lekcja muzyki, pan pozwalał każdemu chętnemu włączyć piosenkę, którą lubi, do końca pierwszego refrenu. Większość klasy coś włączyła, wszyscy słuchali, pan też, i nikt nie komentował w trakcie trwania piosenki.
W końcu przyszła moja kolej. Włączyłam moją ulubioną piosenkę i po chwili pan ją wyłączył, bo nie chciał tego słuchać. Nie było to w żaden sposób wulgarne, na filmiku były pokemony, a do dzwonka było jeszcze trochę czasu. Tak naprawdę w piosence mogła odrzucać ilość autotune.
Dodam tylko, że pan nie miał nic przeciwko piosence kolegi z wulgaryzmami i skąpo ubranymi kobietami.

#upsug

Początkowo myślałam, że to tylko zbieg okoliczności, ale sytuacja z poniedziałku pokazała mi, że chyba jednak coś ze mną jest nie tak.

22 lipca 2016, w czasie powrotu z praktyk ze Szwajcarii postanowiłam zatrzymać się i pozwiedzać Monachium. Jako że nigdy nie byłam w McDonaldzie w Niemczech (podobno smakuje inaczej), to poszłam do jednego z nich. O 16 chciałam ruszać w dalszą trasę, więc wyszłam z niego kilka minut przed tą godziną. Już w trasie dostałam kilka telefonów od zaniepokojonych rodziców, znajomych, wszyscy byli bardzo zdenerwowani. Na postoju dowiedziałam się, że może 5-10 minut po moim opuszczeniu tej restauracji doszło do strzelaniny.

19 grudnia 2016, wracam do Polski po odwiedzinach u chłopaka, który studiuje w Berlinie. Jako, że miałam pociąg z dworca głównego, a on mieszka w zachodniej części stolicy Niemiec, to musieliśmy przejechać S-Bahnem przez dworzec ZOO. Nie miałam dużo bagażu, a do odjazdu pociągu jeszcze nieco ponad godzina - pójdziemy na Weihnachtsmarkt, kupię rodzicom pamiątkowe kubki na grzaniec. Wybraliśmy ten koło Gedächtniskirche, był po drodze. Po ok. godzinie, jadąc pociągiem, dostałam znów setkę telefonów od zaniepokojonych rodziców i znajomych. Kolejny raz byłam na miejscu zamachu kilkanaście minut przed nim. Wszyscy pytali o chłopaka, czy wszystko w porządku.
Chyba przestanę gdziekolwiek jeździć, sprowadzam nieszczęście na ludzi.

A z chłopakiem dobraliśmy się idealnie - rok temu był na Erasmusie w Paryżu - tak, był na tym koncercie.

#55eA8

Zacznę może od tego, że wczoraj rozstałam się z chłopakiem. Od jakiegoś czasu nam się nie układało, przez ostatnie 1,5 tygodnia chodzi jakiś struty. W odpowiedzi na pytanie co go tak trapi, usłyszałam "parę osób dało mi coś do zrozumienia, muszę to przemyśleć", no OK.

Wczoraj jednak nie wytrzymał i wypomniał mi, że ze mnie dzieciak i wiecie jaki miał JEDEN JEDYNY argument?
Brzmiał tak: "bo zawsze jak do ciebie przychodzę, to oglądasz bajki na kanapie, ja szukam poważnej kobiety, nie dziecka". Lekki szok.
Tak, zawsze leżę ma kanapie i oglądam bajki, bo mam 2 młodszych braci i gdy chcę odpocząć na kanapie, to wiadomo, że pierdki 8 i 11 lat nie włączą dramatu obyczajowego, tylko bajki. Zrozumiałam po tym, że niestety to nie "mężczyzna" dla mnie.

Laski uważajcie, żeby czasem wasz chłopak nie przyłapał was na oglądaniu bajek!

#1n9gQ

Niektórzy twierdzą, że dzieci w podstawówce nie wiedzą, czym jest śmierć.
Powiem na swoim przykładzie – jest inaczej.

Jak miałam osiem lat, zostałam pierwszy raz sama w domu – wlazłam na parapet, otworzyłam okno na oścież, wyszłam na zewnątrz i byłam gotowa do skoku z 4. piętra (czułam się strasznie przez kłótnie i krzyki rodziców). Jednak nie skoczyłam. Uratował mnie pan z placu budowlanego. Jego potężny, arcygłośny gwizd na pół osiedla tak mnie rozśmieszył, że postanowiłam zejść i pobawić się lalkami. I od tamtej pory ciągle gwizdałam.

A rodzice się dziwili i nie wiedzieli o niczym :)
Dodaj anonimowe wyznanie