#hwhhm

Dwa lata temu. Wycieczka klasowa. Wlazłam niechcący w kadr, gdy grupka chłopaka, który mi się podobał, ustawiała się do zdjęcia. Oni mnie nie znają. Chłopak, jego dziewczyna i jeszcze kilku innych ludzi. Gdy zauważyłam sytuację, w jakiej się znalazłam, spanikowałam i zamiast uciekać... stanęłam za nimi i się uśmiechnęłam.

Do dziś brzuch mi wykręca, jak przypomina mi się, co odstawiłam.

Dziewczyna wrzuciła to zdjęcie na FB i mnie nawet oznaczyła. Chociaż tyle, że ładnie wyszłam.

#gwtlF

Historia związana ze świętami. Dla historii ważne jest to, że nasi rodzice przez 20 lat mieszkali w Niemczech i tam się urodziły wszystkie dzieci.

Jest sierpień roku 1998 roku. Wypadek. Okazało się, że tacie wyskoczył na drogę dzik, a chcąc uniknąć zderzenia skosił kilka drzew. Zapięte pasy bezpieczeństwa uratowały mu życie. Niestety auto nadawało się tylko do kasacji. Niestety kasa z autocasco nie wystarczyła na kupno nowego auta dla naszej 6-osobowej rodziny. Tata musiał wyjechać ponownie, by dorobić na nowe auto. Tata wyjechał pod koniec listopada i obiecał, że wróci na święta.

24.12 poranek, tacie nowym autem udaje się dojechać do granicy polsko-niemieckiej. Jest duża kolejka. Jeszcze tylko kontrola i do ukochanej rodziny zostaje tylko ostatnie przeklęte 300 km. Tata jest bardzo zmęczony, w bagażniku prezenty dla całej rodziny. Z racji niemieckich dokumentów (tata ma obywatelstwo niemieckie przez pochodzenie) zostaje przepuszczony. Ostatnie 300 km, tata trzyma prędkość, jest bardzo zmęczony. Z każdą sekundą było mu coraz ciężej... jedzie po polskich dziurawych drogach, by zdążyć na Wigilię do żony i córek.

24.12 wieczór wigilijny...mama robi wigilię z najstarszą córką. Trzy najmłodsze leżą chore w łóżkach, płaczą, że bez taty to nie są święta. Matka i najstarsza córka nie chcą jeść same. Zastawiony stół czeka...

24.12 - 30 km od domu. Padający z sił ojciec rodziny zatrzymuje z bólem serca auto. Nie da rady dojechać. Jest zbyt zmęczony. Zasypia na kierowcy. Po kilku minutach pewna śpiesząca się mama z córką, zauważają auto stojące na poboczu. Udaje się dobudzić śpiącego tatę. Tata opowiada jej dokąd jedzie i skąd. Kobieta każe mu poczekać i razem córką odjeżdża w kierunku najbliższych zabudowań. Wraca po 10 minutach ze swoim ojcem oraz strojem Świętego Mikołaja. Mój tata dostaje strój i polecenie przebrania się w niego oraz przeniesienie się na fotel pasażera. Ostatnie 30 km, za pół godziny tata z pomocą będzie u celu.

Godzina 19:00, w domu rozlega się dzwonek. Mama otwiera drzwi... tata ściąga sztuczną brodę. Mówi nam, że przyjechał do nas gość z daleka... Najstarsza siostra sprawdza, czy mama mówi prawdę. Szybko zabrała nas z łóżek i staje się coś, czego nikt nie może zrozumieć do teraz. Tacie minęło zmęczenie, my poczuliśmy się lepiej. Zjedliśmy kolację i nowym autem pojechaliśmy na pasterkę.

Z rodziną, która pomogła tacie, mamy do dzisiaj kontakt. Przyjadą w drugi dzień świąt.
Magia świąt istnieje :)

#1Tdpt

Kiedyś mama załatwiła mi korepetytorkę. Była to kobieta ok. 40+, uczyła dzieci koleżanki mojej mamy. Stawka była OK, pani miła i fajnie tłumaczyła, ja zadowolona. Jednak jedna sytuacja pokazała jej prawdziwą twarz.
Rano okazało się, że zajęcia dodatkowe będą opóźnione, co kolidowało z korepetycjami. Zadzwoniłam do pani, by je przełożyć, ale numer był niedostępny. Próbowałam jeszcze dwa razy, ale nic z tego, więc wysłałam jej SMS, by do mnie oddzwoniła i poszłam na lekcje. Nie odpisała, znów dzwoniłam, ale bez skutku. Napisałam SMS, w którym opisałam sytuację i zapytałam, czy możemy spotkać się jutro.
Po powrocie do domu dowiedziałam się od babci (mieszka dom obok), że korepetytorka przyjechała i dobijała się do domu. Babcia jej powiedziała, że nas nie ma, pani się wkurzyła i powiedziała, że jestem niewychowana, bo jej nie powiadomiłam o nieobecności. Zdziwiłam się, bo przecież pisałam jej SMS. Zadzwoniłam, ale numer był niedostępny.
Gdy do domu wróciła mama, ktoś zadzwonił do bramy. Była to korepetytorka, która powiedziała, że zachowałam się bardzo nieodpowiedzialnie nie powiadamiając jej o odwołanej lekcji. Pokazałam jej spis połączeń i wysłane SMS-y. Stwierdziła, że zalała telefon i zmieniła go na nowy wraz z innym numerem i że to ja powinnam dowiedzieć się, jaki jest jej nowy numer... Mama powiedziała, że przecież nie miałam o tym pojęcia i to ona powinna nas powiadomić o zmianie numeru. Pani wpadła w szał, nazwała mnie gówniarą i zażądała pieniędzy za paliwo. Mama powiedziała, że nie ma takiej opcji i nie życzy sobie, by mnie obrażano. Wtedy pani pożegnała się i odjechała.
Mama postanowiła, że szukamy kogoś innego. Zadzwoniła do koleżanki i opowiedziała jej o zajściu. Ona na to, że też musi rozważyć, czy ta pani dalej ma uczyć jej dzieci.
Nazajutrz opowiedziałam o sytuacji przyjaciółkom. Okazało się, że jedna z nich miała mieć korepetycje z tą panią, ale w takiej sytuacji stwierdziła, że je odwoła.
Gdy z mamą przyjechałyśmy do domu, okazało się, że bramę zastawiła korepetytorka. Gdy nas zobaczyła, wysiadła i wyjęła czekoladki. Powiedziała, że nerwy były niepotrzebne i nie chciałaby zaprzepaścić współpracy. Mama zaproponowała jej herbatę, a gdy chciała wziąć czekoladki, pani powiedziała, że w zamian chce, żeby mama obdzwoniła koleżanki i powiedziała, że cała sytuacja to pomyłka i wystąpiła z mojej winy. Powiedziałam, że coś jej się pomyliło i że sama zawiniła, a czekoladki niech sobie wsadzi. Oburzona krzyknęła, że jestem niewychowana i chamska, a ona tylko przyszła się pogodzić. Mama podziękowała za wizytę i poprosiła żeby już poszła. Pani rzuciła, że wie po kim jestem chamska, zarysowała kluczykami drzwi mamy auta i ruszyła z piskiem opon.
Zgłosiłyśmy to na policję, podobno przeniesiono ją do innej szkoły. A potem o niej nie słyszałam.

#M37PY

Kiedy byłam młodsza, moi rodzice ze względu na pracę bardzo dużo podróżowali, a ja - chcąc nie chcąc - zwykle im towarzyszyłam. Lataliśmy głównie po Europie, ale zdarzały się też bardziej odległe kierunki, jak Azja czy obie Ameryki.

Przez te wszystkie lata i kontakt z przeróżnymi ludźmi (byłam raczej odważną i gadatliwą osobą, do tego dosyć dobrze znałam angielski) zrozumiałam, jak okropne stereotypy tworzymy na swój temat. Kilka z nich:

1. Najczęściej narzeka się na Polaków w samolocie. Że niby jako jedyni klaszczemy po wylądowaniu albo upijamy się na pokładzie. Co ciekawe, oklaski to "domena" wielu narodów, na przykład niektórych Hiszpanów, którzy zadowoleni po udanym locie cieszą się, że dotarli bezpiecznie na miejsce. Dla obsługi linii lotniczych to dosyć miły gest, sympatyczne docenienie pilota. Co do alkoholu - w swoim życiu widziałam kilkunastu pijanych pasażerów i najczęściej byli to Brytyjczycy... Możecie pytać stewardess, pisała zresztą o tym Olga z "Życia stewardessy" (może ktoś z anonimowych zna) :-)

2. Skarpetki do sandałów. Racja, często noszą je polscy panowie i dla mnie to totalnie nieestetyczne, ale niejednokrotnie widziałam takie połączenie u Czechów, Niemców (do których nieustannie się porównujemy), raz u Brytyjczyka i kilka razy u Amerykanów.

3. Złodzieje, brudasy, zacofani, pijacy... Tego nawet nie chce mi się rozwijać, bo tyle co zobaczyłam w życiu, to można by pisać setki wyznań.

Jak więc widzą nas inni? Z plusów - zwykle kojarzą nas z odwagą, walecznością, bohaterstwem, silnym przywiązaniem do tradycji i naszej historii, zaradnością (wiele razy słyszałam "Polak to ze wszystkim sobie poradzi"), gościnnością (każdy zawsze podkreśla, że jak przychodzisz w gości do Polaka, to tylko z pustym żołądkiem :-)) i pracowitością (pewnie ze względu na emigrację). Z wad - nie wierzymy w siebie, jesteśmy nieufni, porównujemy się do innych, ale często mamy wybuchowy temperament.

Dlatego, kochani Anonimowi, bądźmy z siebie dumni, zamiast - nie wiadomo po co - dopisywać sobie bzdurne cechy.
Pozdrawiam.

#1Xi6t

Witam, piszę z pewnym problemem. Problemem dotyczącym mojego męża.
Opiszę sytuację od początku...

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie staraliśmy się o dziecko, ot, taka niespodzianka. Wszystko było w porządku, bardzo się w całą sytuację wkręciliśmy - wiadomo: plany, przemeblowania, cuda wianki...
Ale życie, jak wiadomo, śmieje się z naszych przedsięwzięć. Tym razem zweryfikowało je, niestety negatywnie. I poroniłam.

Ja z sytuacją poradziłam sobie w miarę poprawnie, w odróżnieniu od mojego męża. Ten, niestety, zaczął bardzo się bać kolejnej ciąży. Z jednej strony rozumiem jego ból, z drugiej wiem, że jak będzie kisił w sobie emocje, to prędzej czy później nabawi się jakiejś fobii.

Chcę podkreślić jedno: nie mam ciśnienia na dziecko i nie chcę na siłę próbować dalej. Chcę po prostu znowu zacząć cieszyć się seksem, zbliżeniem i nie bać się - bo ta atmosfera wychodzi mi już bokiem.

Wiem, że muszę wesprzeć męża, ale nie mam już motywacji. Może ktoś z was mi wytłumaczy jego emocje, nawet po to, by lepiej byłoby mi go zrozumieć i mu pomóc.

#TGaSZ

Jestem kierowcą ciężarówki. Zazwyczaj moje trasy trwają ok. miesiąc. Moja żona jest kosmetyczką. Dobrze nam się powodzi, tylko ona zostaje w wielkim domu zupełnie sama. Jest bardzo odważna i zaradna, ale i tak miałem wyrzuty sumienia, że zostawiam ją tak na pastwę losu... Tak przynajmniej myślałem.

Miałem wrócić dopiero na święta. Wszystko poszło jednak szybciej i już 22 stanąłem pod drzwiami z niespodzianką.
To co zobaczyłem na miejscu sprawiło, że zaniemówiłem.
Po domu kręciło się sporo obcych ludzi. Jedni siedzieli w salonie przy kominku, inni w jadalni jedli późny obiad...

Okazało się, że żona otworzyła sobie "pensjonat". Mieszkamy w górach, a wielki dom, który dostałem w spadku przyciągał turystów, więc żonka, która czuła się samotna, zaczęła wynajmować pokoje po taniości :)

Przynajmniej wiem, że w razie czego zawsze sobie poradzi :D

#Gmm9V

Było jakiś czas temu wyznanie o dziwnych prezentach świątecznych - wnuczek dostał od dziadków skarpety, które wyglądały na używane, i metalowe części jakichś urządzeń, żeby sprzedał na złom i sobie zarobił.

W związku z tym przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. Święta miałem wtedy połączone z dyżurami w pracy. Ale nie ma tego złego, jak to mówią... Dzięki temu mogłem się wymigać od wizyty u wujostwa, największych nudziarzy w rodzinie. Ciotka jednak wierciła dziurę w brzuchu, żebym wpadł choć na chwilę. No dobrze - jak na chwilę, to mogę zajrzeć.

Podjechałem wieczorem w drugi dzień świąt, kilka minut porozmawialiśmy co kto robił w święta, wujek pokazał świeżo wyremontowaną łazienkę (pewnie głównie o to chodziło, żeby się pochwalić), wymieniliśmy się prezentami, a że wiedzieli, że się śpieszę, to nie nalegali, żebym swój otwierał od razu.

Ponieważ następnego dnia na ósmą znów musiałem być w pracy, prezenty na razie odstawiłem i trochę o nich zapomniałem. Jakoś na trzeci dzień po przebudzeniu poczułem, że coś śmierdzi. Ale to nie to, co myślicie... Po prostu ciotka spakowała mi jako prezent resztki wędlin ze świątecznego śniadania. Tego już chyba nikt nie przebije. A może się mylę?

#aII9U

Opowiem Wam o najbardziej żenującej sytuacji w moim życiu. Uwaga: będzie obrzydliwie!

Byłam kiedyś w domu rodziców mojego chłopaka i rozmawiałam z jego mamą i siostrą o planach wakacyjnych. Nagle poczułam, że muszę zrobić kupę. Przeprosiłam je i poszłam do łazienki. Nie wiem czym się zatrułam, ale miałam najgorszą sraczkę w życiu. Niestety, zużyłam prawie całą rolkę papieru żeby się dokładnie wytrzeć i zapychałam klozet. Po naciśnięciu spłuczki, cały ten syf wypłynął na podłogę. Zaczęłam szukać przepychaczki, ale nigdzie jej nie było. Wpadłam w panikę, ale napisałam SMS-a do chłopaka, żeby przyszedł mi pomóc, bo kompletnie nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.

Mój bohater nie chciał narobić mi wstydu, więc zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałam: wsadził rękę do tej gównianej zupy i wyszarpał kłąb papieru, który zatkał kibel.

Mówcie co chcecie, ale naprawdę mi zaimponował! Normalnie kocham tego faceta!

#4uPpL

Ścieżka kariery stoi przede mną otworem. Wystarczy jedynie przelecieć więcej niż kilka razy szefową. Dużo i niedużo.

Babka, choć grubo po czterdziestce, jest zadbana i potrafi w te klocki. Za kilka miesięcy zmienia firmę i zanim odejdzie, obiecała mnie wypromować. Obecnie jestem szarym zjadaczem chleba, natomiast dzięki niej podwoję zarobki i osiągnę pozycję startową do dalszego rozwoju. Byłbym głupi, jakbym przepuścił taką okazję.

Teraz ciemna strona tego przedsięwzięcia. Musiałem zerwać ze swoją kobietą. Nie chciałem jej zdradzać, bo nie zasłużyła na to. Ona nie wie co się dzieje, że nagle mi się odwidziała. Bez przerwy mnie nachodzi, dzwoni, pisze i ryczy, a ja nie mogę jej powiedzieć prawdy. Myślałem, że to będzie łatwiejsze.

#RByAN

Moja rodzina jest rodziną zastępczą. Moja mama mogła mieć tylko jedno dziecko, którym to jestem ja. Mimo tego, że jestem jedynakiem, miałem jeszcze czworo rodzeństwa, jesteśmy również pogotowiem rodzinnym. Ale do rzeczy.

Jakieś 10 lat temu trafiło do nas dziecko z "interwencji". Matka alkoholiczka, włamywaczka, kilkoro dzieci, każde z innym facetem itp. Jak do nas przyjechał, miał 1,5 roku. Nie umiał nawet siedzieć o własnych siłach, z tego co pamiętam (mogę się nieznacznie mylić) ważył 5 kilo, 5 kilo w wieku 1,5 roku! Przyjechał cały brudny, w śpiochach, od których moja szmata do podłogi lepiej wygląda, z pieluchą niezmienianą od dwóch dni, wszędzie miał odparzenia, jakieś siniaki. Z tego co wiemy matka ciągała go po popijawach i brała go na włamy, wierzcie albo nie, ale dziecko nauczyło się złodziejstwa mimo młodego wieku. Pod jego poduszką znaleźć można było kawałki chleba, które zwijał gdy nikt nie patrzył, plasterek wędliny, jakiś obrazek i kilka różnych innych gratów. Do tej pory ma problemy z ciągotami do złodziejstwa. Kradnie i już, nie ma na to metod wychowawczych.

Od momentu odebrania go matce nie było z jej strony żadnego kontaktu. Zgadnijcie kto się odezwał, gdy wprowadzili 500+... Mamusia obiecywała złote góry, laptopy, smartfony i ch.. wie co jeszcze. Wypisywała na fejsie jak to go bardzo kocha i za nim tęskni. Dostała odpowiedź od sądu, że owszem, widywać się z nim może, jeżeli my na to zgodę wyrazimy, ale żadnej kasy z 500+ nie dostanie, bo ma całkowicie odebrane prawa rodzicielskie do tego dziecka. I co? Już nie było wiadomości na fejsie, ani żadnego telefonu, ani jakiejkolwiek próby kontaktu.

Kończąc muszę napisać, że chłopak wyszedł na ludzi. Nie jest aspołeczny ani zamknięty w sobie - wręcz przeciwnie. Ma oczywiście pewne "odchyły" przez to, co działo się w pierwszych miesiącach jego życia, ale im jest starszy, tym bardziej próbuje nad tym panować.

A ja zawsze gdy o tym myślę, nie mogę zrozumieć, skąd biorą się tacy ludzie...
Ja nieraz szedłem jak w dym za swoim rodzeństwem, które to teoretycznie jest dla mnie obcymi osobami, a praktycznie jesteśmy jedną dość sporą i trochę pozytywnie nienormalną rodzinką.
Dodaj anonimowe wyznanie