Ostatnio mój chłopak zabrał mnie do parku, w którym była nasza pierwsza randka, i tam mi się oświadczył. Minutę później złapał mnie za rękę, spojrzał mi w oczy i powiedział: „Kochanie, możemy już jechać do domu? Bo strasznie chce mi się srać”...
Wtedy już wiedziałam, że to ten jedyny :D
Pewnej nocy mojej mamie przypomniało się, że ma wyjąć z zamrażarki mięso na obiad na następny dzień, więc zeszła do kuchni, gdzie ja siedzę sobie zacnie z rozłożonym jedzeniem na stole i jadłem smaczne, zrobione przez siebie kanapeczki. Mama mnie zobaczyła i niby spokojnie spytała co robię o tej później godzinie. Odpowiadam, że jem sobie. Na to ona, że spać powinienem, że pogadamy rano i lodówka będzie na noc zamykana. Powiedziała to takim tonem, że jednak zrobiły mi się wyrzuty, że jem. Pomyślałem, że może nawet rano być awantura. Taka jest moja mama...
Włożyła mięso do garnka, zalała wodą, położyła na zlew i poszła dalej spać.
Ja sobie jem dalej, po czym wpadłem na genialny pomysł. Pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby nakrycie mnie na gorącym uczynku w ogólnie nie miało miejsca. Mama wyglądała na trochę zaspaną... Więc wyciągam to mięso z garnka, wylewam wodę, chowam garnek i mięso i wszystko ogarniam tak jakby nic się nie stało.
Rano mama mnie budzi, pyta gdzie mięso i dlaczego jadłem w nocy. Odpowiadam z poważna miną, że nie wiem o co chodzi... Zrobiła dziwną minę, odwróciła się i mruknęła „może mi się przyśniło”.
Geniusz zła.
3 lata temu, pracbaza. Przychodzi nowa dziewczyna. Singielka, tak 8/10 w sumie, uśmiechnięta, blondynka, okulary. Mój typ, powiem Wam. Może warto się zainteresować? Ze wszystkimi gadała normalnie, dla mnie była chamska i niemiła od pierwszego zdania. Wręcz czasem mnie poniżała, wyśmiewała przy innych. Ogólnie jestem osobą z dystansem do siebie, więc dużo po mnie spływało.
Któregoś razu się okazało, że jej jakaś niby znajoma koleżanka koleżanki sprzedaje domowe pierogi na wagę. Blondyna zbierała więc zamówienia pierogów w dziale. Ja powiedziałem, że się nie skuszę, nie lubię pierogów, choć uwielbiam. Stwierdziłem, że nie jesteśmy żadnymi przyjaciółmi, więc nie chcę z nią wchodzić w pierożane interesy ani się spoufalać. Kolega podpowiadał, że może wymieniłbym się z nią numerami, to może bym znalazł jakieś dobre pierogi w końcu, ona by jakieś inne poleciła. Również stwierdziłem, że nie dam jej numeru, bo będzie do mnie dzwonić i mówić np., że jak patrzy na mnie jak jem, to chce jej się rzygać, bo przypominam świniaka w chlewie.
Teraźniejszość. Umówiliśmy się na kawę. Ona uśmiechnięta, powiedziałbym, że kwitnie, 9,5/10 w mojej skali atrakcyjności. W związku z innym kolegą z pracy.
Przyznała mi się, że była dla mnie tak chamska, bo jej się spodobałem od pierwszego wejrzenia, tylko nie umiała zagadać. Pierogi lepiła sama, a zamówienia były fejkowe. Pytała innych, co lubię jeść, w tajemnicy przede mną, i dowiedziała się, że właśnie pierogi. Chciała, żeby było mi miło i to miał być pretekst, by wymienić się numerami, zacząć od pierogów, przez żołądek do serca. Myślała, że się domyślę. Złapałem się za głowę i spytałem - a nie mogłaś spytać, czy idziemy na przerwie na kawę? Puścić mi oczko? Po prostu wziąć numer?
Była zdziwiona, że nie odczytywałem sygnałów. Powiedziałem, że jak następnym razem usłyszę od dziewczyny, że jestem tak zje*any, że po dwóch minutach przebywania ze mną musi iść na szluga, to pójdę do apteki po gumki.
Ta historia nie przydarzyła się mi, tylko znajomym mojej koleżanki. Małżeństwu.
Swego czasu pracowali w Anglii. Pewnego dnia kobieta myślała, że jest w ciąży. Wysłała męża po test do apteki. Koleś nie wiedział, jak zapytać o niego po angielsku. A że był zestresowany, nie pomyślał o tym, żeby sprawdzić np. w Internecie. Co więc zrobił? Podszedł do pani przy ladzie i powiedział: „Maybe yes, maybe no, maybe baby, I don't know”. Ekspedientka zrozumiała i z uśmiechem podała mu test.
Jak widać, kreatywność to podstawa :D
Ze względu na nie do końca jasną sytuację moralno-prawną, nie będę zdradzała tu zbyt wielu szczegółów o sobie. Powiem tylko tyle, że dorabiam sobie jako opiekunka do dziecka.
Chłopiec jest niepełnosprawny i to zarówno umysłowo, jak i ruchowo. Do moich obowiązków należy między innymi mycie go. No i tu zaczyna się problem, bo o ile w życiu codziennym chłopiec nie nastręcza żadnych trudności, to pod prysznicem sytuacja już się komplikuje. Chodzi o to, że on wszedł w okres dojrzewania, ma już owłosienie łonowe, i próba wymycia go skutkuje najzwyczajniej na świecie wzwodem. Za pierwszym razem byłam w szoku. Początkowo chciałam zgłosić to rodzicom, ale po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że właściwie co chcę zgłaszać? Naturalną reakcję organizmu? Podejrzewam, że gdybym te same czynności robiła zdrowemu chłopcu, to ten zareagowałby dokładnie identycznie. Tyle że zdrowy chłopiec w jego wieku myje się sam. Tu sytuacja jest jednak inna. Tu potrzebna jest pomoc. Postanowiłam więc nic nie mówić i robić swoje bez zwracania na to uwagi. Niestety okazało się to ślepą uliczką, bo chłopiec raz zasmakowawszy przyjemności zaczął domagać się więcej. Nie chciałam, aby przez drzwi ktokolwiek to usłyszał, więc aby go uciszyć, wracałam namydloną dłonią między nogi. Któregoś razu musiałam tak często wracać, że niespodziewanie trysnął. Aż się przestraszyłam. Jednak - o dziwo - po wszystkim zaraz się uspokoił i nie robił więcej problemów z niczym.
Obecnie doszło do paradoksalnej sytuacji, w której aby w ogóle dał się umyć, to muszę wpierw doprowadzić go do orgazmu. Potem jest już normalnie. Uspokaja się i mogę kontynuować swoją pracę, za którą mi płacą.
Mam jednak rozterki moralne. Czy to co robię jest właściwe? Czasem czuję się jakbym go molestowała, wykorzystywała, może nawet gwałciła w jakiś sposób, choć - słowo daję - wcale tego nie chcę. To on chce, nie ja. Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, próbowałam wmawiać sobie, że w zasadzie nic złego się nie dzieje, że gdyby był zdrowy, to pewnie sam by się zaspokajał, że to niczyja wina, że obudził się w nim instynkt, że w zasadzie to ma szczęście, że trafiła mu się taka opiekunka jak ja, bo inni chłopcy z jego schorzeniem być może nigdy nie zasmakują przyjemności itd. itp. Ale to wszystko jest pieprzenie, przecież w głębi ducha wiem, że nie tak to powinno wyglądać. Chciałabym przerwać tę nienormalną sytuację, ale nie mam pojęcia jak. Jeśli pójdę do jego matki i wyznam prawdę, to ta być może natychmiast podziękuje mi za dalszą współpracę i pokaże drzwi, a z oczywistych względów wolałabym nie tracić tego źródła dochodu.
Nie wiem już co robić. Mam mętlik w głowie. Byłabym wdzięczna za garść porad, bo czuję, że dłużej nie wytrzymam tego psychicznie.
Moją najlepszą przyjaciółkę poznałam poznałam w liceum. Niestety przeprowadziła się za granicę, więc widzimy się parę razy w roku.
Kilka lat temu przyjechała do mnie w odwiedziny, a że obie jesteśmy wewnętrznie 8-latkami i wielkimi fankami Disneya, to wybrałyśmy się do kina na „Krainę lodu”. Film tak strasznie nam się spodobał, że po powrocie do mieszkania odpaliłyśmy soundtrack, śpiewałyśmy, piłyśmy winko. Ot, typowy babski wieczór. Zgłodniałyśmy i zamówiłyśmy pizzę.
Zadzwonił dzwonek do drzwi, kiedy leciała moja ulubiona piosenka z tego filmu, więc otwierając drzwi panu od pizzy, wydarłam się na cały głos „Miłość stanęła w drzwiach”.
Chyba mu się spodobało, bo wczoraj mi się oświadczył :)
Jestem osobą bardzo nieśmiałą, pochodzę ze wsi i tam też mieszkałam, gdy udało mi się podjąć zaoczne studia filmoznawcze ponad dekadę temu. To była moja pasja, wielkie marzenie. Ciężko pracowałam, by opłacić czesne. Materiały do nauki czerpałam z bibliotek, ale w końcu zbliżała się praca nad magisterium, więc trzeba było się udać do filmoteki po niezbędne informacje. Napisałam więc e-mail do filmoteki, że jestem studentką 4 roku filmoznawstwa, że potrzebuję takie a takie materiały i proszę o informację, jak się do tejże instytucji dostać – czy trzeba się umawiać, czy są jakieś opłaty, jak się wyszukuje materiały itd. W odpowiedzi przeczytałam, że jeśli zadaję takie głupie pytania, to pan odpisujący raczej wątpi w to, że jestem studentką 4 roku... Płonęłam ze wstydu, nie odpisałam nic, nikomu o tym nie powiedziałam, myślałam, że zrobiłam z siebie idiotkę. Tymczasem po latach wiem, że to ten facet zrobił z siebie idiotę.
Magistra zdałam, informacje pomogli mi wyszukać przypadkowi ludzie w sieci, pasjonaci, którzy nie osądzili mnie z góry.
Piszę to, bo chcę Wam uświadomić, że nie ma głupich pytań, tylko głupie odpowiedzi, a wielu ludzi ma poważne problemy z kontaktami międzyludzkimi i nie można ich tak po prostu skreślać. Może gdyby ten człowiek odpowiedział na moje pytania, napisałabym lepszą pracę i zyskała odwagę, by robić dalej to, co kocham?
Kiedyś mama powiedziała mi, że kupa pod butem szczęście przynieść może. Idąc tym tropem, chciałam zagwarantować sobie super przyszłość. Któregoś dnia wyszłam więc na podwórko i z każdym napotkanym na drodze psim odchodem radośnie tworzyłam sobie pod butem drugą podeszwę. Nic nie cieszyło mnie wtedy bardziej niż kolejny zdobyty okaz.
Nie wiem jak wpłynęło to na moje życie, ale do dziś potrafię się cieszyć z byle gówna.
Jestem na rozdrożu. Ważą się jedne z najważniejszych losów mego życia. Otóż zaręczyłem się z piękną kobietą. Było nam ze sobą dobrze. Owszem, czasem były spięcia, jak to zawsze między ludźmi, ale obchodziło się bez większych kłótni. Zresztą ja jestem spokojny, ugodowy, może nieco wycofamy, za to ona bardziej wygadana, bardziej obrotna itd.
W miniony weekend byliśmy w barze z paczką znajomych. Nigdy się jednak nie upijamy. Moja narzeczona tamtego wieczoru umoczyła usta w piwie, ale bez przesadzania. Nagle coś jej odbiło. Na MOICH OCZACH, nie tylko zresztą na moich, bo na oczach wszystkich, zaczęła ni z tego, nie z owego całować się z kolegą, który razem z nami przyszedł. Taki „żart”, jak to potem określiła. Tylko że mi nie było do śmiechu. Kiedy zdezorientowany i totalnie zbity z tropu kazałem jej przestać, to spytała tylko, czy chcę odebrać swój pierścionek zaręczynowy. Byłem zdruzgotany. Wstałem i opuściłem lokal. Upokorzyła mnie przy wszystkich.
Potem zaczęła wydzwaniać i przepraszać. Powtarzała, że nie wie co jej strzeliło do głowy. Że nigdy tak się nie zachowywała wcześniej.
Pamiętam, jak kiedyś, na początku mojej znajomości z nią, ludzie uprzedzali mnie, bym uważał, bo ona jest stuknięta. Że nie będę z nią szczęśliwy. Że nikt z nią długo nie wytrzymał. Nie słuchałem ich. Dziś widzę, że mogli mieć rację. Zaczynam podejrzewać, że ona ma borderline. W sercu kocham ją nadal, bo miłości nie można tak po prostu wyłączyć w sobie, ale po tym, co mi zrobiła, nie umiem ludziom spojrzeć w oczy. Czuję się jak jakiś pierdolony kukold (czy jak to się tam pisze).
Jeśli teraz robi takie numery, to co będzie później? Da dupy i też powie, że to tylko żart?
Jak byłam mała, to piłam wodę z kałuży i namawiałam inne dzieci, żeby robiły to samo.
Moja zabawa się skończyła, kiedy do mojego domu przyszła matka kolegi z pretensjami, że jej syn wyssał z podłogi siki psa, po czym powiedział, że ja go tego nauczyłam.
W sumie dobrze, nigdy go nie lubiłam, podkradał mi zabawki z piaskownicy.
Dodaj anonimowe wyznanie