Moja żona dostała nakaz opuszczenia domu i zarzuty o znęcanie się psychiczne i fizyczne i jestem wdzięczny policjantom, którzy przyjechali na interwencję, za obiektywizm i profesjonalizm, oraz sąsiadom, że wezwali patrol. To żelazny dowód na rozwód z jej winy i możliwość dla mnie na zatrzymanie dziecka oraz zasądzenie od niej alimentów. Nie ma już siły, żebym przegrał w sądach.
7 lat znosiłem upokorzenia, krzyki, rzucanie się do mnie z łapami i latające po domu artykuły gospodarstwa domowego. Znosiłem to tylko dlatego, żeby zatrzymać przy sobie syna, którego kocham. 7 lat bez seksu i w ogóle jakichkolwiek fizycznych interakcji z żoną, bo rzucania się do mnie z łapami nie liczę. 7 lat rycia głowy krzykami, pretensjami i zarzutami. 7 lat utrzymywania pasożyta, który nie potrafił nawet zadbać o dziecko i dom.
Chciałbym wykrzyczeć całemu światu, że już prawie wygrałem w sprawie, w której to zawsze facet jest tym złym i to faceta wyrzuca się z jego własnego domu i to facetowi odbiera się dziecko i wyciąga od niego alimenty. Zacząłem wierzyć w sprawiedliwość.
Czuję się, jakbym wygrał w totka.
Gdy chodziłem do podstawówki, w mojej szkole powstawało kino.
Wychowawca oznajmił nam, iż odbywa się konkurs na najlepszą nazwę dla owego miejsca.
Ja, dzieciak z wadą słuchu, niestety usłyszałem tylko, że miałem wymyślić nazwę i zastanawiało mnie dlaczego.
No to ruszyłem szare komórki i co napisałem na karteczce?
Stefan :/
PS Nie wygrałem.
Ludzie mają mnie za osobę bardzo kulturalną. Nawet nie przeklinam. Nie wiedzą, że często rzucam mięsem w myślach. Dziwią się, gdy mówię, że lubię rap, w tym soczyste dissy. Dwie godziny słuchania takiej muzyki i jestem odprężona, a cała złość i frustracja mija, tak jakby zastępowało mi to powiedzenie komuś tego, że jestem zdenerwowana.
Uwielbiam aktualizacje. Czy to telewizora, tabletu, laptopa czy smartfona. I aplikacji, i systemu. Robię je codziennie i regularnie sprawdzam ich dostępność, nawet jak mam włączone automatyczne aktualizacje.
Dzisiaj otrzymałem powiadomienie o długo oczekiwanej aktualizacji smartfona. Moja reakcja: taniec, okrzyki, wirowanie dookoła. I w tym wirze radości wypuściłem smartfona z rąk...
Miałem dobrego cela. Wyleciał przez otwarte okno. Z 6 piętra.
PS Nie przeżył.
Miałem kilka lat temu taką sytuację: zaczęli do mnie wydzwaniać ludzie z różnymi pretensjami, o dziwnych porach, głównie w weekendy. Nie rozgadywałem się, tylko od razu mówiłem, że pomyłka i się rozłączałem. Ale kiedy w długi weekend majowy o godzinie 4 rano ktoś uporczywie się dobijał, odebrałem telefon i usłyszałem jak jakaś kobieta twierdziła, że dodzwoniła się do pensjonatu w Bieszczadach i że ona chce wejść do środka, a drzwi są zamknięte. Powiedziałem pani, że dodzwoniła się do osoby prywatnej i proszę mnie już nie nękać.
Rano sprawdziłem numer telefonu jednego z pensjonatów z Bieszczadach i był identyczny jak mój, z małą różnicą, że jedna cyfra w ostatniej linijce się różniła – ja miałem 1, a pensjonat 4. Mówię trudno, ludzie się mylą, nic na to nie poradzę, przecież to nie jest wina lokalu, że mają podobny numer do mojego.
Po tygodniu, kiedy byłem w pracy, znowu jakiś telefon. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Dzień dobry, o której będzie kolacja na stołówce?
- Dzień dobry, proszę pani, to pomyłka, dodzwoniła się pani do osoby prywatnej.
- Jaka pomyłka? Przecież dzwonię do pensjonatu „Xy”?
- Nie, proszę pani, to pomyłka, mam podobny numer, prawie identyczny, różni się tylko jedną cyfrą !!!
- Co pan mi mówi, przecież jestem przed drzwiami i dzwonię na prawidłowy numer, głupia nie jestem!
- To proszę czytać, na jaki numer pani dzwoni.
Kobieta zaczyna czytać.
- 888 888 818? No właśnie nie wiem, co to za cyfra, 4 albo 1, tak niewyraźnie ktoś napisał odręcznie pod dzwonkiem od głównych drzwi - odpowiada kobieta.
- No WŁAŚNIE ja mam cyfrę 1, a pensjonat cyfrę 4... Jeżeli pani będzie tak miła, to proszę powiedzieć właścicielom, niech poprawią ten numer, żeby nikt już do mnie nie dzwonił, bo często zdarzają się pomyłki i ludzie potrafią mnie w nocy obudzić.
Na drugi dzień znowu dzwoni sama kobieta i mówi: „Panie, bo przy mnie ta pani z hotelu poprawiła numer na taki wydrukowany, wyraźny, kazała pana przeprosić i obiecała, że nikt już nie będzie pana dręczył telefonami”.
I faktycznie już kilka lat mam spokój :)
Uwielbiam czasem nie myć się przez kilka dni. Sprawia mi ogromną przyjemność czucie zapachu kilkudniowej bielizny, potu i zapachu starych skarpet. Na ogół dbam o siebie, myję się dwa razy dziennie, używam perfum i dezodorantu i zmieniam codziennie ubrania. Jednak gdy mam pewność, że przez kilka dni nigdzie nie muszę wychodzić i nikt nie przyjdzie do mnie, to uwielbiam sobie pośmierdzieć.
Śmieję się, że czasem ten intensywny smród pewnie przetyka mi drogi oddechowe i dlatego nie mam nigdy kataru.
Zawsze gdy widzę stare tory, którymi nie jeździ już żaden pociąg, jestem lekko zbulwersowana i mam za złe, że kiedyś zlikwidowano połączenia. Podobno 7 tysięcy kilometrów torów w Polsce. Mamy dbać o ekologię, a transport publiczny leży. Dla mojej babci wyjazd do miasta, szkolnym busem, który nie jeździ w wakacje, to co najmniej pół dnia poza domem. Mam marzenie, aby kiedyś przywrócono choć część tamtych połączeń.
Studiuję zaocznie i na zajęcia dojeżdżam busem, z jednego dużego miasta do drugiego. Pewnego razu wpakowałam się w autobus, godziny poranne, sobota, w transporcie głównie studenci... i pewna starsza pani. Usadowiła się tuż za kierowcą. Autobus odjeżdżał i tak się złożyło, że biegł na niego ostatni pasażer.
- Niechże się pan zatrzyma, toż to człowiek biegnie! - zaczęła biadolić staruszka.
Kierowca niezbyt uprzejmym, trochę zniecierpliwionym tonem wytłumaczył jej, że autobusy na tej trasie jeżdżą co 15 minut i zaraz pojawi się następny, a gdyby on miał się zatrzymywać przy każdym spóźnialskim, nigdy by nie wyjechał z miasta.
Babcia trochę nieprzekonana coś tam mu odpowiedziała, zapadła chwila ciszy, spokój przed burzą - i się zaczęło.
Kazała kierowcy wyłączyć radio, bo ona nie chce słuchać gadania, CHYBA, że radio Maryja. Ewentualnie miał on ściszyć radio.
Kierowca jakoś nie chciał się ustosunkować do prośby Moherowej Pani, ta więc stwierdziła, że będzie się modlić na głos. Wszystko jak leci, od różańca po modlitwę za zmarłych (gdzieś między jedną a drugą wspomniała, że jedzie na pogrzeb), wplatając w to tyradę do kierowcy. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Zdrowaś Mario, łaskiś pełna... JA TU BRONIĘ PASAŻERÓW! Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami... RADIO OPOZYCJI PAN SŁUCHA, JESZCZE ZMUSZA INNYCH, PORZĄDNYCH LUDZI... I błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus... ZŁOŻĘ NA PANA SKARGĘ, ŻE PAN RADIA NIE WYŁĄCZYŁ...
Potem poleciała koronka przeplatana takimi komentarzami jak: "współczuję pana żonie", "pewnie tęskni pan za PO", "chyba w życiu nie miał pan różańca w ręce", "przeszkadza mi ta muzyka, proszę zrobić ciszej", "wyleci pan z pracy", "Jezus chce, by pan wyłączył radio, ja to panu mówię", "na łożu śmierci będzie pan wspominał swoją niegodziwość", "jak pan dzieci wychowa, mając serce z kamienia", "Duda podpisze pana zwolnienie!"
Ci co mogli założyli słuchawki, ja co chwilę patrzyłam na zegarek zastanawiając się, kiedy babunia zachrypnie. Jednak widać było, że mocno zahartowana codziennymi modlitwami, gdyż modliła się przez niemal całą podróż (około 1h).
Ze swojej strony dodam, że siedząc w połowie w ogóle nie słyszałam radia, za to panią jak najbardziej :D
Wychodząc z autobusu minęłam pana kierowcę, gdy otwierał bagażnik. Na jego twarzy gościł banan, widać dobrze się bawił całą drogę.
Ocenę sytuacji pozostawiam Anonimowym ;D
Mam w głowie dwie listy. Pierwsza to „czarna lista”, na której znajdują się osoby, które zrobiły wiele złego mi i mojej rodzinie (na przykład pobicie mnie, gdzie sprawa znalazła finał w sądzie i orzeczono zgodnie z tym, jak było, czyli na moją korzyść) – nie trafia się tam za głupoty. Takim osobom życzę po prostu... sprawiedliwości.
Druga lista to „lista wdzięczności”. Nawet po latach pamiętam dobro, które spotkało mnie ze strony tych osób i jestem wdzięczna. Ta druga lista jest dużo dłuższa. Bywa, że ktoś znajduje się na obu jednocześnie...
Do ich powstania przyczynił się kawałek Tomasza Chady „Czarna lista”.
Od śmierci mojej mamy minęło już parę lat... a ja nadal kupuję jej ulubione perfumy, psikam jej ubrania i wtulam się w nie, gdy nie radzę sobie z życiem. Kocham ją z całego serca i równie mocno za nią tęsknię.
Dodaj anonimowe wyznanie