Od śmierci mojej mamy minęło już parę lat... a ja nadal kupuję jej ulubione perfumy, psikam jej ubrania i wtulam się w nie, gdy nie radzę sobie z życiem. Kocham ją z całego serca i równie mocno za nią tęsknię.
Moja mama także nie żyje już od paru lat. Na co dzień nie tęsknię, po roku od jej śmierci zdążyłam zapomnieć jak wyglądało moje życie gdy ze mną była, uodporniłam się, myśli przekierowałam w inne miejsca. Ale za każdym razem gdy znajduję się na życiowym zakręcie marzę o tym żeby z nią porozmawiać, przytulić się i ulec iluzji, że to wystarczy by sobie ze wszystkim poradzić.
Teraz właśnie jest ten czas gdy bardzo mi tego potrzeba, a Twoje wyznanie przypomniało mi o tym jak bardzo.
Moja matka jest ostatnią osobą, do której dzwonię. Nie jest żadnym wsparciem w żadnej sytuacji. Wyjazd na grzyby z siostrą jest dla niej ważniejszy niż np. pomoc mi gdy mój mąż niespodziewanie trafił do szpitala i musiałam do niego pojechać z rzeczami - pomoc miała polegać na chwilowym zajęciu się dziećmi.
Ojca też nie mam - gdzieś tam żyje ale od dobrych 20 lat go nie widziałam - ostatni raz w czasach nastoletnich.
Czasami myślę, co będzie jak moja matka umrze i czuję... totalne nic.
Pamiętam, że jak byłam mała, bardzo się bałam jej śmierci - ale po drodze tyle rzeczy się wydarzyło w moim życiu i tak wiele od niej dostałam kopniaków, że zwyczajnie straciła miejsce w moim sercu.
Od śmierci mojej siostry minęły już 4 lata, a ja nadal łapię się na tym, że kiedy jest mi źle, sięgam po telefon by do Niej zadzwonić...
Robię podobnie. To pomaga...
Pierwsze wyznanie, podczas czytania którego autentycznie stanęły mi w oczach łzy.
Ano...
Moja mama także nie żyje już od paru lat. Na co dzień nie tęsknię, po roku od jej śmierci zdążyłam zapomnieć jak wyglądało moje życie gdy ze mną była, uodporniłam się, myśli przekierowałam w inne miejsca. Ale za każdym razem gdy znajduję się na życiowym zakręcie marzę o tym żeby z nią porozmawiać, przytulić się i ulec iluzji, że to wystarczy by sobie ze wszystkim poradzić.
Teraz właśnie jest ten czas gdy bardzo mi tego potrzeba, a Twoje wyznanie przypomniało mi o tym jak bardzo.
Ale smutne i zarazem piękne wyznanie.
Ja robie podobnie, z tym że u mnie umarła babcia =(
Zrobiło mi się strasznie smutno
Moja matka jest ostatnią osobą, do której dzwonię. Nie jest żadnym wsparciem w żadnej sytuacji. Wyjazd na grzyby z siostrą jest dla niej ważniejszy niż np. pomoc mi gdy mój mąż niespodziewanie trafił do szpitala i musiałam do niego pojechać z rzeczami - pomoc miała polegać na chwilowym zajęciu się dziećmi.
Ojca też nie mam - gdzieś tam żyje ale od dobrych 20 lat go nie widziałam - ostatni raz w czasach nastoletnich.
Czasami myślę, co będzie jak moja matka umrze i czuję... totalne nic.
Pamiętam, że jak byłam mała, bardzo się bałam jej śmierci - ale po drodze tyle rzeczy się wydarzyło w moim życiu i tak wiele od niej dostałam kopniaków, że zwyczajnie straciła miejsce w moim sercu.
Ja nadal rozmawiam z Tatkiem. Nie żyje od 2 lat prawie.
Mnie osobiście ten zapach kojarzyłby się z datą śmierci. Tak, już co roku jeden dzień pachniałby jak te perfumy.