#5tAwZ
Poszłam dziś do koleżanki, patrzę, a on tam stoi z dziewczyną, trzymając się za ręce, a obok nich mały chłopiec. Coś we mnie drgnęło, podeszłam i się przywitałam. Dziewczyna stojąca obok niego naskoczyła na mnie, że kim ja jestem, co chcę od jej chłopaka, że oni są razem 3 lata, a za rok biorą ślub.
Wmurowało mnie i z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziałam jej, że gratuluję faceta, który jakoś 2 tygodnie temu wyznawał mi miłość i się ze mną całował.
Tak, wiem, jestem bezlitosną suką (takiego esemesa dostałam od niego), no ale szkoda mi dziewczyny, ona go pewnie kocha, a on robi ją w konia ;)
Rada dla panów: jak macie kobiety, nie umawiajcie się na randki, bo potem taka bezlitosna suka wyzna całą prawdę i będzie głupio.
#AvmxF
To już czwarty egzaminator, który mi to mówi.
#mYLDf
Moja pierwsza praca na Wyspach, ja zaraz po studiach IT, firma informatyczna, ja "młodszy" programista. Języka angielskiego uczyłem się od małego dzieciaka, tak że nie miałem z nim problemów w warunkach pracy, ale czasem brakowało jakiegoś słowa albo wyrażenia.
Tego dnia mieliśmy spotkanie, na którym każdy z nas omawiał co robi, ile czasu pozostało do wykonania zadania i czy natrafiliśmy na jakieś problem. Nadeszła moja kolej, zatem mówię swoją regułkę i chciałem poinformować zgromadzonych, że zadanie wymaga trochę więcej "ręcznej roboty", niż się spodziewałem na początku...
Nie wiem czemu chciałem powiedzieć ręcznej, niby praca na klawiaturze to też "ręczna robota"... No ale nie wiedziałem jak to prawidłowo powiedzieć, więc szybko to sobie przetłumaczyłem w głowie i powiedziałem na głos mniej więcej tak:
- This task will need more hand job... Czyli, jak mi się wydawało, "to zadanie będzie wymagało więcej ręcznej roboty".
Nagle ktoś lekko parsknął, ale szybko zakrył usta ręką. Trochę mnie to wybiło z rytmu i obejrzałem się wokoło. Koleś ostro powstrzymywał brecht, a wszyscy się na mnie patrzyli. Jednemu krzywiły się usta i również z trudnością zachowywał powagę... Inny patrzył się na mnie pytający wzrokiem... Nagle sala nie wytrzymała i zaczęli wyć, nie śmiać się, ale wyć, jakbym co najmniej powiedział jakiś dowcip stulecia.
Po krótkim czasie, jak już ucichli, zapytałem się grzecznie o co im kurde chodzi. Przecież powiedziałem, że zadanie wymaga więcej ręcznej roboty i co w tym do licha śmiesznego?
Menedżer wyjaśnił mi, że hand job po angielsku używany jest do określenia... masturbacji...Tzn. jak np. pani panu zrobi dobrze ręką, to wtedy się mówi, że ona "is giving a handjob".
Czyli powiedziałem im mniej więcej, że moje zadanie wymaga więcej masturbacji...
Tak że tak...
#iocb7
Koniec roku się zbliżał, roboty niewiele, to sobie przeglądałem różne ciekawe formularze. Najbardziej mi się spodobał wniosek o zaprzeczenie ojcostwa. Wydrukowałem kilka i dla żartu włożyłem między czyste wnioski urlopowe. Mieliśmy wtedy takiego wrednego zastępcę kierownika, który poza niskimi kompetencjami wyróżniał się tym, że stale się czegoś czepiał. Teraz też zobaczył, że mniej pracy, to już patrzył komu zostało więcej urlopu, żeby go wysłać. Minus dziesięć na dworze, w domu nie ma co robić, a ten wysyła na urlop! No ale nie ma gadania, gość już złapał druk wniosku urlopowego i idzie w moim kierunku. Na szczęście wtedy wszedł dyrektor. Zastępca kierownika zdenerwowany, bo się go teraz nie spodziewał, odruchowo zaczął się wachlować trzymaną kartą urlopową. Nie muszę dodawać, że złapał wniosek o zaprzeczenie ojcostwa... Dyrektor miał sokoli wzrok i od razu wypatrzył nagłówek.
„Panie kolego, nie wiedziałem, że pan ma takie pogmatwane życie osobiste...”.
Zastępca kierownika poczerwieniał, zaczął coś bełkotać w stylu „Skąd to się wzięło?”, a potem na jakiś czas cichutki się zrobił i do samych świąt mieliśmy spokój. O przymusowych urlopach też zapomniał.
#QTX2T
W gimnazjum religii uczył starszy już proboszcz. Był to naprawdę złoty człowiek. Często organizował zbiórki na rzecz biedniejszych mieszkańców wsi, odwiedzał dom dziecka, zabierał tamtejsze dzieci na wycieczki. W drugiej klasie doszedł nowy chłopak (X). Od razu było widać, że z nim nie będzie łatwo. Chłopak był zbuntowany, nie uczył się w ogóle, wagarował, a najgorsze, że zaczął też pić i palić. X przeszedł w życiu wiele, jego ojciec zmarł zaraz po jego narodzinach, a matka zapiła się na śmierć. Teraz mieszkał z babcią, która właściwie nie zaakceptowała go jako wnuka. Nasz ksiądz jednak miał do niego wiele cierpliwości, nawet wtedy kiedy X na religii wyzywał kościół i Boga. Ostatecznie proboszcz zaproponował X pracę. Miał kosić trawę na plebanii.
Chłopak na początku nie był przekonany, ale okazja do zarobienia stosunkowo łatwych pieniędzy wydała się być bardzo kusząca. Na początku nie było łatwo. Chłopak się obijał, w ogóle nie chciał pracować, ale ostatecznie za namową księdza zaczynał systematycznie przychodzić do "pracy". Proboszcz zawsze był wobec niego przyjazny, po skończonej pracy zapraszał go na kawę i ciasto, a wtedy poruszali najróżniejsze tematy. Rozmawiali o życiu, śmierci i czy w ogóle istnieje coś poza tym. Ksiądz uświadamiał go jak bardzo ważna jest nauka. X nie był dobry z matematyki. Proboszcz więc załatwił chłopakowi korepetycje, które ogromnie mu pomogły i za które X nie musiał płacić. Ostatecznie ksiądz został kimś w rodzaju "mentorem" dla chłopaka. Kimś, kto zawsze służył dobrą radą, kto próbował zrozumieć i pocieszyć. Pod koniec gimnazjum X skończył szkołę z całkiem dobrymi ocenami. Niestety proboszcz nie zdążył mu pogratulować. Zmarł miesiąc przed zakończeniem szkoły. Na jego pogrzebie X płakał jak bóbr.
Cześć, to ja jestem X, jak może niektórzy z was się już domyślacie, i jestem żywym dowodem na to, że są na świecie księża z powołania. Osobiście nie lubię tych apeli/morałów, ale chcę wam tylko powiedzieć, żebyście nie oceniali wszystkich księży na przykładzie tych, którzy traktują to jako zawód, a nie misję. To że ty nie spotkałeś dobrego księdza nie znaczy, że tacy nie istnieją.
#QlTwT
Zastanawia mnie jednak kilka rzeczy: czy to faktycznie był partner cioci? Czy ciocia wie o tym, że jej partner ją zdradza (o ile to on)? Czy tamta kobieta wie, że nie jest tą jedyną? Czy powinienem powiedzieć o tym cioci? Czuję, że powinienem, bo to jednak ważna rzecz, w związku ważna jest szczerość, a jej partner mógł ją okłamywać, boję się tylko reakcji cioci, bo pewnie będzie załamana. Może jest więcej takich kobiet jak tamta kobieta i moja ciocia? Od tamtego momentu zadaję sobie te pytania...
#on0yy
Ostatnio poszedłem z tym do lekarza. Pani mnie osłuchała itp., po czym nie wiem czemu chciała obejrzeć moje gardło. No OK, niech będzie. Wsadza mi patyczek do ust i każe powiedzieć „Aaaaa”.
Problem z tym, że razem z „aaaaa” poleciała jeszcze kanapka z szynką i serem.
Tak, zwymiotowałem na nią...
Już nigdy nie pójdę do tej kliniki.
#4O1AS
- Pani, tam ciężarna jest!
Na to inna wstała, spojrzała się karcąco na babę w kapeluszu i złapała mnie za ramię, sadzając na jej miejsce.
O Boże... Od dzisiaj jem tylko sałatkę.
#RibM5
W ostatnie wakacje moja kuzynka zaproponowała mi, żebym razem z nią i jej rodziną wyjechała na czterodniowy urlop. Dawniej miałyśmy świetny kontakt, ale gdy ona wyszła za mąż i się przeprowadziła, nasze więzy trochę się rozluźniły, głównie z braku czasu. Teraz postanowiłyśmy odnowić kontakty, więc chętnie się zgodziłam, bo i tak planowałam kilka dni wolnego, a przedszkole mojej córci w sierpniu jest nieczynne.
Na miejsce pojechaliśmy oddzielnie. My z małą miałyśmy dłuższą trasę do pokonania, więc dotarłyśmy kilka godzin później.
Rozpakowałyśmy się i poszliśmy zwiedzać. Nad jezioro i plażę miałyśmy naprawdę blisko, okolica nam się spodobała. Była pora podwieczorku, więc zaproponowałam gofry. Anka (moja kuzynka) nie chciała o tym słyszeć, nie chciała, żeby jej chłopcy ''jedli tę chemię'' itd. Zdziwiłam się, bo nigdy tak się nie zachowywała. Damian i Kacper (dzieci Anki) byli rozczarowani, ale ich tata odwrócił ich uwagę. My z córką jednak poszłyśmy na gofry, bo obiecałam jej to już kilka dni wcześniej.
Myślałam, że kuzynka po prostu jest zmęczona podróżą i rozdrażniona, ale się pomyliłam. Następnego dnia już o siódmej była na nogach i gotowała zupę. Zapytałam dyskretnie jej męża, czy może ktoś z nich ma problemy zdrowotne i musi pilnować diety. Okazało się, że nie. Po prostu Anka znalazła sobie jakieś koleżanki, z którymi prześcigają się, która z nich jest bardziej wzorową matką. Dlatego koniecznie uparła się, że na urlopie też będzie gotowała i nie pozwoli na żadne ulgi w temacie lodów czy niezdrowego jedzenia. Sama na co dzień też nie karmię córki fast foodami i nie pozwalam jej na objadanie się słodyczami, ale postanowiłam, że na urlopie nie będę stała przy kuchni ani odmawiała dziecku i sobie wszystkiego.
Reszta urlopu była niezbyt ciekawa - Anka codziennie gotowała dwudaniowe domowe obiady i równo o 13.30 zmuszała męża i dzieci, by szli do domku zjeść. Próbowałam jej tłumaczyć, że tuż przy plaży jest stołówka, gdzie za naprawdę nieduże pieniądze można zjeść solidny domowy obiad. Wiedziałam, że bez problemu mogą sobie na to pozwolić. Kiedy ja odmówiłam jedzenia wg jej wizji, obraziła się. Trudno.
Z mężem sprzeczała się non stop, kiedy kupował chłopcom lody czy gofry albo sok. Kiedy razem ze mną i dziećmi poszedł do restauracji, była straszna afera.
Po powrocie do domu nasz kontakt znowu się urwał, teraz już chyba na dobre. Wczoraj dowiedziałam się od rodziców, że mąż postawił Ance ultimatum - albo się ogarnie i przestanie na siłę być superhipermega Matką Polką, albo on zabiera chłopców i odchodzi. Mam nadzieję, że do Anki coś dotrze, bo rodzinkę ma naprawdę fajną i szkoda by było, gdyby to wszystko się rozpadło przez taką głupotę.