#Kd4VK

Mój dziadek kupił sobie laptopa. Bardzo się w to wkręcił, zaczął nawet uczęszczać na specjalne zajęcia informatyczne dla seniorów u nas w mieście. Za każdym razem kiedy przyjeżdżam w odwiedziny, zawsze staram się wytłumaczyć dziadkowi rzeczy, których nie rozumie. Założyłam mu pocztę, pokazałam YouTube (podbija wyświetlenia śląskim szlagierom) itp., itd. Z okazji świąt na pocztę dostał od swojego brata kartkę świąteczną z jakiejś strony. Nie wiedział jak mu odesłać podobną, więc poprosił mnie. Otworzyłam przeglądarkę i wpisując adres poczty, już przy pierwszej literze wyskoczyły mi trzy podpowiedzi wcześniej odwiedzanych stron. Poczta i dwie strony dla dorosłych...
Dziadek ma 78 lat i chyba muszę mu pokazać, czym jest tryb incognito ;)

PS Kartkę chciałam odesłać, ale okazało się, że żeby to zrobić, trzeba wysłać SMS o wartości ponad 30 zł (niby jedna kartka 30 gr, ale żeby wysłać jedną, trzeba było kupić cały pakiet 100 kartek). Przestrzegajcie swoich dziadków/rodziców przed takimi stronami, bo jeśli ktoś nie ogarnia internetów, łatwo da się naciągnąć.
Kartkę ściągnęłam za darmo z Google i wysłałam mailem ;)

#Jczw1

Ostatnio zaszedłem do weterynarza po karmę dla mojego psa. Podczas gdy szukałem potrzebnej mi odmiany, do sklepu razem z tatą weszła dziewczynka, na oko 5-letnia. Na rękach trzymała małego szczeniaczka, przyszli go zarejestrować w przychodni.
Podeszła do nich pani weterynarz, wzięła od dziewczynki psa i stwierdzając płeć zwierzaka, powiedziała do niej: „Ooo, piesek!”. Na co mała odparła: „Nie, kulwa, kotek”.
Koniec końców wszyscy wybuchli śmiechem, no może poza tatą dziewczynki, który spalił buraka. 
Do końca dnia miałem dobry humor. Dzięki, mała :)

#iHVPn

O co chodzi z tą fanatyczną wręcz fiksacją na punkcie piłki nożnej w Polsce? To dosłownie ostatni sport, którym powinniśmy się ekscytować w naszym kraju, bezinteresowna miłość Polaków do tego bagna powinna być tematem pracy doktorskiej z psychologii.

Po pierwsze, jesteśmy beznadziejni w nogę. Ostatni raz na mistrzostwach świata wyszliśmy z grupy w 1986 roku. A ostatnio wyłożyliśmy się z Mołdawią. Rozumiecie?! Z MOŁDAWIĄ! PZPN to ponury żart, a prezes Kulesza jeździ sobie z kolegami balować za granicą za kasę podatników. Fakt, że na piłkę nożną idzie tyle kasy z podatków mimo całkowitego braku szans na jakiekolwiek osiągnięcia reprezentacji na arenie międzynarodowej to ponury żart. A najlepsze jest to, że tylko Lewandowski coś tam robi, a reszta jest do wyrzucenia. Ale nie, oni wolą zmieniać trenerów co mecz. Cytując klasyka: „Z g**** bata nie ukręcisz”.

Po drugie, sama reprezentacja ma głęboko gdzieś mecze. A co tam? Ważne, żeby jak najlepiej zareklamować telefon albo szampon w TV, zgarnąć kaskę, przerżnąć meczyk i myk lot na wakacje na Majorkę.

Po trzecie, mamy super sportowców w innych dyscyplinach, np.:

1. Kamil Stoch i Dawid Kubacki (skoki narciarskie)
2. Iga Świątek (tenis)
3. Robert Karaś (ultra triathlonista)
4. Dawid i Szymon Godziek (MTB, bmx, dirt)
5. Kuba Przygoński (drift)
6. Jan Błachowicz (MMA)
7. Kamil Semeniuk (siatkówka)
8. Mateusz Ponitka (koszykówka)
9. Bartosz Zmarzlik (żużel)

Nasi rodacy odnoszą mega wyniki na arenie międzynarodowej. Ale oczywiście Janusze, Grażyny, Sebixy, Karyny i inne wolą ekscytować się sportem, w którym ssiemy. Tymczasem nasze reprezentacje w siatę i kosza niszczą konkurencję jak dzieci. I szczerze jest to smutne, bo kasa, która mogłaby pomóc prawdziwym sportowcom osiągać sukcesy zamiast tego idzie na jakieś bezpłodne miernoty.

#zj5eM

Byłam dzisiaj świadkiem, jak pod blokiem babcia krzyczała na dziecko, a później je uderzyła, że aż się przewróciło. Podbiegłam tam, jeden dzieciak siedział sobie pod klatką, a ten drugi co się przewrócił, płakał. Gdy się podniósł, zauważyłam, że miał mocz na spodenkach. Nakrzyczałam na babę, że co wyprawia. Po szybkich oględzinach poleciłam dzieciom porozmawiać o tym z rodzicami. Babie zagroziłam, że następnym razem wezwę policję. Zrobiłam szybkie śledztwo, ustaliłam, gdzie mieszkają dzieciaki i że babcia to po prostu ich opiekunka. Słuchałam chwilę pod drzwiami, jak krzyczy na dzieci. Potem do jednego mówi: „Nie kładź się na niego, bo go główka boli...”. Ciekawe od czego... Sąsiad mi mówił, że baba nieraz traci szybko nerwy... OK, dzwonię do mieszkania, nie chciała otworzyć. Po czym w końcu, jak zaczęłam mówić przez drzwi do dzieci, to otworzyła i zaczęła się na mnie drzeć, że ją śledzę. Spytałam dzieci, czy wszystko OK, jeden kiwnął, że tak, drugi chciał coś powiedzieć, ale babka zgarnęła go do tyłu i zamknęła drzwi. Udało mi się ustalić namiary na ojca. Zadzwoniłam, delikatnie wprowadziłam w temat, on był trochę niewzruszony. Mówię chłopu, że dzieciak posikał się ze strachu lub bólu, a ten rozmawiał bardzo rzeczowo. Żona pracuje obok, miała podejść do mieszkania.
Otrzymałam później informację, że dzieci rzucały kamykami, a opiekunka po prostu pociągnęła go i się chłopczyk przewrócił. To miła staruszka z polecenia, dzieci ją lubią i nigdy nie było oznak przemocy.
No tak, ja sobie to wymyśliłam. Sąsiedzi obok też... Smutne, może teraz dzieciaki zapomną, a za paręnaście lat będą potrzebować pomocy psychologa...

Warto w takiej sytuacji zrobić scenkę z dzieciakami, co się wydarzyło. Ale po co, praca, kariera ważniejsze. Szkoda, że nie wzięli tego na poważnie.
Nie jestem za wychowaniem bezstresowym, sama czasem daję klapsa, jak mój dwulatek robi coś niebezpiecznego lub też krzyknę... ale to jak ta baba zaszarżowała na dzieciaka, to pierwszy raz widziałam coś takiego na oczy, aż się później popłakałam z nerwów. A tatuś gadał ze mną normalnie przez telefon... Parodia.
Cieszę się, że nie muszę korzystać z usług opiekunek.

PS Dzieci podobno są niedobre i ciężkie w wychowaniu. Ciekawe dlaczego, skąd podpatrują wzorce...

#jB2yw

Chodzę do technikum i od dwóch lat zadłużam matkę. Jestem nastolatkiem, który kocha ciuchy i kosmetyki. Pewnego dnia dwa lata temu była wyprzedaż w jednym sklepie. Ja nie miałem hajsu, a mama by mi nie dała, ale zobaczyłem, że istnieją płatności odroczone. Gdy mama spała, zakradłem się do jej torebki i portfela, aby zrobić zdjęcia dowodu, aby mieć dane do wzięcia pożyczki na zakupy. Brałem na nią kredyty. Miały być tylko TE JEDYNE, ale nie... Zobaczyłem, jakie to zajebiste i brałem jak opętany, aż w końcu wszystko musiałem spłacać w ratach, wszystkie razem to było ok 230 zł miesięcznie. BYŁEM SPŁUKANY i zesrany. Bałem się komornika i że wszystko wyjdzie na jaw. Musiałem wymyślić jakiś sposób na zarobek, więc sprzedawałem zdjęcia stóp (na szczęście tylko ich) na Instagramie, aby spłacić zakupy. Jednak po tym nadal mnie korciło, ale już miałem źródło dochodu. Boję się do tego przyznać rodzinie. Po pierwsze: pewnie gej, bo który chłop chodzi i kupuje w drogerii. Po drugie: łącznie w pożyczkach na zakupy razem wyszło 4512 zł. Starzy mnie za to zabiją. Mam nadzieję, że nie istnieje takie coś, jak historia kredytów/pożyczek, bo wtedy to już wszystko stracone i pod most tylko iść. Oby przed moją osiemnastką to nie wyszło na jaw... Mam jeszcze dwie pożyczki, ale to tylko mała kwota, więc je spłacę. Nie zapożyczajcie się, ostrzegam.

#4k1ao

Moja ciocia zaszła w ciążę, gdy była niezamężna. Nie wyszła za mąż za ojca dziecka, tak właściwie to do teraz nie jest mężatką. Choć miała dobry kontakt z tym facetem, wychowywała syna sama od samego początku. Jako małe dziecko dziwnie patrzyłam na samotną matkę z dzieckiem, aż pewnego dnia coś mi zaświtało. W końcu Maryja została przez Boga obdarowana dzieckiem, czyż nie? Tym oto sposobem uznałam, że moją ciocię spotkał los taki sam jak Maryję.
Tak więc chodziłam po sąsiedztwie i wszystkim moim koleżankom i kolegom w podobnym wieku głosiłam to, jakoby ciotka moja była drugą Maryją.

Nikt z rodziny o tym nie wie, ciotka tym bardziej.

#XSP2l

Mój wujek mieszka w typowym warszawskim PRL-owskim bloku z wielkiej płyty. Mieszkanie miało jedną poważną wadę w postaci karaluchów i innego robactwa. Robactwa, którego nie dało się w żaden sposób wytępić. Mieszkanie było kilkukrotnie dezynsekowane, co dawało spokój na maksymalnie kilka tygodni. Potem robactwo i tak wracało.
Wujek ze swojego problemu zwierzył się koledze z pracy. Kolega powiedział, że na strychu ma pewien bardzo mocny środek owadobójczy, nazwijmy go środkiem X. Środka X nie można było dostać w sklepie. Od kilkunastu lat był wycofany z produkcji ze względu na swoje szkodliwe działanie. Wujek opryskał całe mieszkanie, po czym otworzył okna na oścież i z całą rodziną wyjechał na kilka dni na wieś, czekając, aż środek wywietrzeje.
Gdy wrócił z wyjazdu, zastał w swoim mieszkaniu totalne pobojowisko. Środek X sprawił się doskonale. Całe mieszkanie było pełne martwych owadów. A na podłodze leżały dwa martwe gołębie.

#1Poqz

O wizycie u dentysty.

Gdy miałem jakieś 20-21 lat, mama uznała, że to już ten moment, kiedy sam się umówię do dentysty i sam do niego pojadę. W dniu wizyty, gdy już miałem wychodzić z domu, mama mi powiedziała, że pewnie dentystka albo ktoś z recepcji będzie mi chciał wcisnąć jakieś produkty albo namawiać do kupienia czegoś dodatkowego i że mam nic nie kupować, a jedynie zęba wyleczyć. Ja jej odpowiedziałem coś w stylu: „Mamo, błagam cię, jestem już dorosły, nie musisz mi takich rzeczy mówić”.

Wyszedłem od dentysty z nie tylko wyleczonym zębem, ale i siatką z zagraniczną pastą do zębów, specjalną nitką dentystyczną, super płynem do płukania ust i szczoteczką do zębów. I na te badziewia wydałem jakieś dodatkowe 100 zł.
Dodaj anonimowe wyznanie