Mój chłopak pracuje w wielkim markecie ze sprzętem AGD. Po 12 godzinach pracy przyszedł do domu, zjadł i położył się spać. W nocy bardzo chrapał, nie mogłam przez to spać, więc powiedziałam do niego:
– Odwróć się na bok, bo strasznie chrapiesz!
– Zaraz sprawdzę.
– Co sprawdzisz?
– No zaraz sprawdzę ci tę pralkę!
Całe życie w pracy...
Przez jakiś czas korzystałem z portali randkowych i co się na nich wyprawia, to ja współczuję wszystkim facetom szukającym związku. Takich księżniczek to Andersen i bracia Grimm by nie wymyślili. Jeśli jesteś samotną matką, pracujesz w sklepie za jakieś grosze, to nie ma co się biczować z tego powodu. Ale przydałaby się pokora. Rozumiecie, kobiety? Brakuje Wam czegoś tak trywialnego jak POKORA. I szacunku dla drugiego człowieka, bo jak ktoś marnuje czas na poznanie Was, to też jest czującą osobą po tej drugiej stronie, a nie potencjalnym bankomatem. Czy Wam nie wstyd wymagać od faceta fajnej pracy, chodzenia na siłownię i 180 cm wzrostu, będąc 70-kilogramowym kaszalotem z dzieckiem bez ojca w domu? Jak Wy sobie to wyobrażacie? Ale ja wiem, co Wy kombinujecie. Po co Wam normalny facet, który ma swoje zdanie, szanuje się i głośno mówi, co mu nie pasuje? Jak go owiniecie wokół palca, żeby przynosił grzecznie wypłatę do domu i jeszcze był zadowolony za wizję rozłożenia nóżek w sobotę? Dokładnie o to Wam chodzi! Mam wielu znajomych, którzy w ten sposób zniszczyli sobie życie i pewnie też znacie takich kapciów. Siedzą tacy pod pantoflem i jeszcze muszą pytać swoich wielorybów, czy raz na pół roku mogą wyjść z domu spotkać się z kolegami, a Wy same robicie sobie babskie wieczory i pozwolenia Wam nie są potrzebne. To czego nienawidzą kobiety, to jeśli zmusi się je do myślenia. Na przykład mówi, że lubi jakiś typ filmów. Wystarczy wtedy zadać pytanie: „A dlaczego?. Co ci się w nich podoba i dlaczego akurat takie?”. Od razu wychodzą ze swojej strefy komfortu, zmienia się dynamika rozmowy i kobieta zachowuje się w taki sposób, jakby została obrażona. We wszystkich przypadkach to się powtarzało, nieważne, czy po studiach czy nie, czy matka czy nie. Same idiotki mające się za kogoś wyjątkowego, tak to jest, jak społeczeństwo robi z każdej księżniczki, to beret zryty. Trochę mi przykro. We dwoje żyje się lepiej i ciekawiej, ale przeżyję samemu. Stać mnie, mieszkam w większym mieście i zarabiam dobrze, czym nigdy się nie chwalę. Ale chłopaki z jakichś mniejszych miejscowości – macie PRZE CHLA PA NE! Bardzo współczuję i chętnie postawiłbym Wam jakieś piwo. Wygląda na to, że wsie i mniejsze miasta w 2050 roku będą wymarłe.
Źle się czuję, gdy myślę o tym, jak wychowanie z dzieciństwa wpływa na mój teraźniejszy stan. Mimo że było pełne miłości i troski, rozpieszczanie ze strony rodziców stworzyło pewien problem. Zawsze gdy próbowałam coś zrobić, słyszałam „nie, ja to zrobię”, „nie, bo zepsujesz”, „ja się tym zajmę, bo ty nie umiesz”. Takie podejście nie pomagało mi w rozwijaniu samodzielności. Teraz, kiedy staję przed najprostszymi zadaniem, odczuwam niemal paraliżujący strach. Nawet podczas tak błahych czynności jak pakowanie rzeczy na basen tracę pewność siebie, obawiając się, że coś zepsuję.
To niewygodne uczucie nie jest łatwe do wyjaśnienia. Potrafię wykonać zadania, ale ten niepokój paraliżuje moją wiarę w siebie. Czuję skrępowanie nawet gdy piszę o tym, wiedząc, jak absurdalne może to wydawać się innym. Ale czułam potrzebę wyrzucenia tego z siebie, by uwolnić chociaż część z tego mojego niepokoju.
Niektórzy muszą się kryć przed rodzicami, jak palą lub piją alkohol. Robią to tylko przy znajomych lub gdzieś poza domem. Używają gum czy perfum do zabicia zapachu. Ja mam trochę inaczej. Kryję się przed mamą, gdy piję colę, bo mam zakaz. Jestem totalnie uzależniona i mama się złości, jak widzi u mnie butelkę lub puszkę tego napoju i potrafi mi zrobić małą awanturę.
O tym, jak pierwszy (i ostatni!) raz pobiłam człowieka.
Mam 25 lat, mieszkam sama w dość dużym mieście i tak się złożyło, że niedaleko mieszka również moja ciotka z rodziną (mąż i nastoletni syn). Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z prośbą o przypilnowanie syna, bo razem z wujem wybierali się na jakieś przyjęcie (mimo, że mój kuzyn miał już 16 lat, mieli opory, żeby zostawiać go samego, cóż pewnie mieli ku temu powody). Zgodziłam się, bo w końcu rodzina po to jest, żeby sobie pomagać!
Zjawiłam się w domu wujostwa jakieś pół godziny przed ich wyjściem, ciocia przekazała mi wszelkie instrukcje, pokazała co gdzie jest i w końcu wyszli. Z młodym nie złapałam dobrego kontaktu, widywaliśmy się dość rzadko, do tego doszła różnica wieku no i koniec końców zdecydował, że zajmie się czymś w swoim pokoju.
Około 21 przyszedł do mnie i zapytał, czy może spotkać się ze swoją dziewczyną. Miałam opory, bo w końcu byłam za niego odpowiedzialna, ale zapewnił mnie, że wróci najpóźniej za godzinę, a blok, w którym ta dziewczyna mieszkała widać było z okna. Zgodziłam się, pomyślałam, że to pomoże przełamać lody między nami, a poza tym wiadomo, nastolatek z burzą hormonów jeszcze gotów mi uciec. Dla pewności wzięłam numer jego telefonu.
Kiedy wyszedł naszły mnie wątpliwości czy aby na pewno postąpiłam dobrze i młodemu nic się nie stanie. I tak minęła godzina, młodego nie ma. Zaczęłam się mocno niepokoić, przeklinając własną głupotę. Zadzwoniłam raz, drugi... nic. Posypała się lawina telefonów i już miałam dzwonić do ciotki, kiedy odebrał. Wykrzyczałam, jaka to jestem wściekła, ale w odpowiedzi usłyszałam płaczącą dziewczynę! Zapłakana powiedziała, że ktoś napadł ją i młodego w parku, jego pobili, jej zabrali drobne, kuzyn na pogotowiu... słowem, koniec świata!
Dziewczyna poprosiła, żebyśmy razem pojechały do szpitala i żebym nie informowała na razie ciotki. Wiadomo adrenalina robi swoje, więc zgodziłam się. Powiedziała, że czeka pod naszą klatką. Wzięłam kurtkę i kluczyki i zbiegłam na dół, czując jak łzy napływają mi do oczu, a w głowie dudnią wyrzuty wściekłej ciotki.
Wybiegłam z bloku, dziewczyna faktycznie tam stała, cała rozmazana od płaczu, podeszłyśmy do auta, a ja po drodze wypytywałam ją o szczegóły. Nagle zza auta wyskoczył jakiś facet. Cała przestraszona, krzycząc uderzyłam go z całej siły pięścią w twarz. Napastnik upadł i złamał rękę...
Cóż, wtedy ja musiałam zadzwonić do ciotki, że młody jest w szpitalu... ze złamaną ręką. Pobity przeze mnie! Cała ta akcja okazała się żartem, który wpadł do głowy młodemu, po tym jak dostawał masę telefonów ode mnie, które przeszkadzały mu w randce. Z jednej strony byłam na nich niewyobrażalnie wściekła, z drugiej miałam wyrzuty sumienia, a z trzeciej wielki podziw dla umiejętności aktorskich.
Poszłam do biura obsługi mojego dostawcy internetu, aby rozwiązać umowę.
Tam usłyszałam od jednego pana, że muszę zadzwonić na ogólnopolskie biuro i złożyć dyspozycję telefonicznie. Dziwne, ale myślę OK, zadzwonię, co mi szkodzi.
Wyszłam z biura i dzwonię na infolinię. Po dłuższej chwili oczekiwania zgłasza się pani. Tłumaczę o co chodzi i co słyszę? Że ona przyjmie moje zgłoszenie, ale muszę napisać maila z oświadczeniem o rezygnacji. Cierpliwość powoli mi się kończyła, ale że nie miałam już czasu na kłótnie i kolejną wizytę w biurze obsługi, wróciłam do domu i napisałam maila.
Dziś dostałam odpowiedź. W skrócie: „Szanowna Pani, w celu rozwiązania umowy prosimy o przesłanie podpisanego oświadczenia pocztą”...
Poszłam z chłopakiem na jakąś jogo-medytację. Tzn. zaciągnęłam go tam, bo sam oczywiście nie chciał iść, bo to dla kobiet i on nie ma na to ochoty. W pewnym momencie nasz sensei kazał nam powiedzieć, za co najbardziej jesteśmy wdzięczni światu. Pierwszy odpowiadał mój chłopak i powiedział spokojnie i pełen pasji: „Jestem wdzięczny za PlayStation”. Kiedy wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem, zmieszał się i powiedział „Yyy... za samochód?”.
No to mam nauczkę... Jak mówił, że nie chce tam iść, to trzeba go tam było nie ciągnąć.
Mam małą grupę znajomych poznanych w internecie, w zasadzie jest nas troje. Mamy grupę na messengerze. Za każdym razem jak coś napiszę, to natrętnie sprawdzam, czy ktoś odczytał i sprawdzam, kiedy ostatnio byli aktywni. Jeśli byli aktywni i nie odczytali lub co gorsza odczytali i nie odpisali, to wpadam w nieuzasadniony stan, to znaczy: chce mi się płakać, jestem zła, mam ochotę wyłączyć internet i nigdy go z powrotem nie włączać. Co jest ze mną nie tak?
Szczegóły zostawię dla siebie, ale... wczoraj wieczorem całowałem się z teściową.
Poznałam faceta. Odniosłam wrażenie, że szybko się polubiliśmy. Pisaliśmy, widywaliśmy się i było naprawdę miło. Zaczęło mi zależeć na tej relacji i myślałam, że on też zaczyna się angażować. Proponował wspólne wyjazdy czy wyjście do kina, gdy unormuje sytuację w pracy. Nagle przepadł. Zero kontaktu. Pisałam, prosiłam o wyjaśnienia, ale na marne, bo nie raczył nawet odczytać wiadomości.
Jakiś czas później poznałam kolejnego. Zupełnie inny niż poprzedni. Zapytał o moje wcześniejsze relacje, więc wymieniłam m.in. tę ze znikającym kolesiem. Ten się oburzył: Jak tak można? Żeby nawet nie napisać coś w stylu „Przepraszam, ale nie czuję nic więcej do Ciebie”? I wiecie co? Zrobił dokładnie to samo! Nieodczytana wiadomość. Żadnych wyjaśnień. Brak kontaktu.
Nie oczekuję litanii czy pieśni pożegnalnej. Niby dorośli ludzie, a nie mają odwagi napisać krótko, że chcą zakończyć znajomość.
Dodaj anonimowe wyznanie