#9kwfo

Jestem w młodym wieku, a popadłem w hazard. Zakłady bukmacherskie. Do tego stopnia, że zacząłem pożyczać pieniądze od znajomych na grę oraz na spłatę pożyczek, które zaciągałem na granie. Chwilówki na miesiąc, na raty... Jaki ja głupi byłem i jestem... Nie potrafiłem się opamiętać, zawsze w głowie była myśl, że się odegram. Jak spłacę zadłużenie? Muszę grać! Wszystko doprowadziło teraz do tego, że musiałem wyjechać za granicę, bo w Polsce nie starczyło mi na spłacanie. Rodzina mi pomagała, a ja grałem dalej... I tak to wszystko trwało kilka lat, nie myślę, ile kasy przepuściłem, bo mnie to tylko dołuje. Myślałem o śmierci kilka razy, ale to tylko ucieczka, zostawienie rodziców z długami. Tak nie mogło być. Wszyscy mi pomagali: rodzice, brat, rodzina. Leczyłem się, ale bezskutecznie. 
Teraz mam opóźnienia z chwilówkami ze spłatą, kilka dni. Konta do grania pozamykałem dawniej, potem otwierałem nowe, lecz teraz już nie ma bukmachera, w którym bym nie miał zamkniętego konta, dobrowolnie zamknąłem. Dzisiaj zamknąłem w ostatnim, w którym grałem do dnia dzisiejszego, tzn. w którym przegrałem zakład, więc od jutra nie będę miał już żadnego otwartego konta. Wszystkie są pozamykane na zawsze, bez możliwości ponownego otwarcia. Mam nadzieję, że teraz mi się uda, chociaż będzie bardzo trudno. 
Wiem, że są to smęty moje, ale nie zwyzywajcie mnie, chciałbym, żebyście trzymali kciuki. Obym się odbił, a nie stoczył dalej. Chciałbym wyjść na prostą, mieć dziewczynę i później rodzinę, bez nałogów. Cieszyć się z życia.
Trzymajcie się.

#xydhs

Lata temu zerwał ze mną chłopak, którego kochałam. Kocham go do dziś, ale przecież nie zmuszę nikogo, żeby chciał ze mną być. Trzeba było to przeboleć i jakoś żyć dalej. Do dziś nie wiem, co się z tym człowiekiem dzieje. Śledzenie jego życiorysu sprawiłoby mi jeszcze większy ból. Po kilku latach od rozstania poznałam faceta, wyszłam za niego za mąż. Nie przeszkadzało mu to, że nadal mam w głowie innego człowieka (chciałam być z nim od początku szczera), pojawiły się dzieci itd. 
Kilka dni temu spotkałam się na wino z koleżanką, z którą znam się od wielu lat. Gadamy tak o jej życiu, o moim życiu i nagle słyszę: „Odkąd rozstałaś się z Hubertem, nieraz zastanawiałam się, jak by wyglądało wasze życie, gdybyście nadal byli razem, bo wiesz, on się przyznał, że żałował tego rozstania, ale nie wiedział, jak to naprawić”. Któryś już dzień chodzę jak nieprzytomna i płaczę w poduszkę, przypominając sobie te słowa…

#xgcS1

Wielu z nas ma czasem lepsze, czasem gorsze chwile z rodzicami. Ja z moim ojcem nigdy nie miałam jakichś wyśmienitych relacji, ale dogadywaliśmy się całkiem w porządku. Oczywiście patrząc na to, że widywaliśmy się średnio raz w tygodniu (miałam kilka lat, gdy przestaliśmy wspólnie mieszkać). Niestety, kilka lat temu śmiertelnie się na mnie obraził. Nawet nie wiem tak naprawdę za co. Opiszę sytuację, zmieniając nieco wydarzenia, ale pozostawiając sens. 
Byłam z nim w sklepie i inni klienci strasznie nabałaganili – pani kasjerka odeszła na chwilę od kasy, żeby po nich posprzątać i musieliśmy nieco poczekać. Ojciec chciał jej zrobić awanturę, ale go zatrzymałam, bo to był mój osiedlowy sklepik i nie chciałam sobie psuć relacji, pani kasjerka zresztą była całkowicie niewinna. Ojciec się na mnie obraził i od tego czasu nie mamy ze sobą zupełnie kontaktu. 
Moja mama jest cudowną kobietą, kocham ją nad życie, ale czasem brakuje mi ojca... Nie raz, nie dwa chciałam się z nim pogodzić – pisałam, dzwoniłam, ale wszystko pozostaje bez odpowiedzi z jego strony.
Naprawdę tęsknię i mimo że minęło już kilka lat, nie jestem w stanie zrozumieć. Jest mi przykro.

#FTy2B

U nas na osiedlu jest sklep należący do pewnej sieci, co to za logo ma perwersyjnie uśmiechniętego płaza. Odkąd pamiętam, pracuje w nim pani Jadzia. Kobieta jest dość gburowata i posiada tę cechę, która irytuje niejednego klienta – skubana nigdy nie ma drobnych do wydania reszty, więc każde zakupy zakończone są mantrą pt. „Grosik będę winna”.
Wynajęliśmy razem z kumplami lokal od spółdzielni. To fajna, duża sala, gdzie robimy sobie próby, a niekiedy też i całkiem ciężkie imprezy. Jakieś dwa lata temu wpadłem na pomysł, żeby postawić przy drzwiach taki wielki, pękaty, 5-litrowy słoik, do którego każdy będzie wrzucał grosze. Nalepiłem kartkę „Dla pani Jadzi”. W dwa lata słój wypełnił się miedzią i był tak ciężki, że ledwo szło go podnieść. Zadowoleni z siebie jak jasna cholera zataszczyliśmy nasz skarb do sklepu i postawiliśmy go przed nosem pani Jadzi. Ta zerknęła na słój wzrokiem śniętego karpia, a potem rzuciła nam karcące spojrzenie. Tak czy inaczej misja została wykonana – pani Jadzia miała do dyspozycji tysiące cholernych grosików. Nic tylko brać i wydawać resztę!
Tego samego wieczora poszedłem do tegoż sklepu po fajki. Jakże wielkie było moje rozczarowanie, kiedy pani Jadzia zagmerała ręką w kasetce swojej kasy i wydała mi niepełną resztę, mruknąwszy pod nosem „Grosik będę winna”. Czasem mam wrażenie, że one te grosiki po prostu zjadają...

#hxvMp

Kilka lat temu latem wybierałem się z rodziną mojej dziewczyny na kilkudniowy rejs żaglówką. Ja i jej tata dostaliśmy za zadanie zrobienie zakupów.
Jako że jej tata jest zwolennikiem zdrowej żywości, więc oczywiście nie mogło zabraknąć świeżych owoców i warzyw. Polecił mi zatem wybranie kilku kalafiorów z takiej dużej skrzyni, ale że na pokładzie miejsca raczej nie ma za dużo, to miałem oderwać wszystkie liście (było ich wyjątkowo dużo). No to zabrałem się z zapałem do roboty, chwyciłem jeden kalafior i zacząłem oskubywać go z liści.
Nagle podchodzi do mnie tata mojej dziewczyny i dusząc się ze śmiechu mówi, że przecież kapustę to on już wziął... Okazało się, że prawie pozbawiłem kapustę wszystkich liści.

Dobrze, że ekspedientki tego nie widziały. Szkoda, że teść nie dał mi o tym zapomnieć do dzisiaj.

#Po4oU

Mój chłopak pracuje w wielkim markecie ze sprzętem AGD. Po 12 godzinach pracy przyszedł do domu, zjadł i położył się spać. W nocy bardzo chrapał, nie mogłam przez to spać, więc powiedziałam do niego:
– Odwróć się na bok, bo strasznie chrapiesz!
– Zaraz sprawdzę.
– Co sprawdzisz?
– No zaraz sprawdzę ci tę pralkę!

Całe życie w pracy...

#XCFMm

Przez jakiś czas korzystałem z portali randkowych i co się na nich wyprawia, to ja współczuję wszystkim facetom szukającym związku. Takich księżniczek to Andersen i bracia Grimm by nie wymyślili. Jeśli jesteś samotną matką, pracujesz w sklepie za jakieś grosze, to nie ma co się biczować z tego powodu. Ale przydałaby się pokora. Rozumiecie, kobiety? Brakuje Wam czegoś tak trywialnego jak POKORA. I szacunku dla drugiego człowieka, bo jak ktoś marnuje czas na poznanie Was, to też jest czującą osobą po tej drugiej stronie, a nie potencjalnym bankomatem. Czy Wam nie wstyd wymagać od faceta fajnej pracy, chodzenia na siłownię i 180 cm wzrostu, będąc 70-kilogramowym kaszalotem z dzieckiem bez ojca w domu? Jak Wy sobie to wyobrażacie? Ale ja wiem, co Wy kombinujecie. Po co Wam normalny facet, który ma swoje zdanie, szanuje się i głośno mówi, co mu nie pasuje? Jak go owiniecie wokół palca, żeby przynosił grzecznie wypłatę do domu i jeszcze był zadowolony za wizję rozłożenia nóżek w sobotę? Dokładnie o to Wam chodzi! Mam wielu znajomych, którzy w ten sposób zniszczyli sobie życie i pewnie też znacie takich kapciów. Siedzą tacy pod pantoflem i jeszcze muszą pytać swoich wielorybów, czy raz na pół roku mogą wyjść z domu spotkać się z kolegami, a Wy same robicie sobie babskie wieczory i pozwolenia Wam nie są potrzebne. To czego nienawidzą kobiety, to jeśli zmusi się je do myślenia. Na przykład mówi, że lubi jakiś typ filmów. Wystarczy wtedy zadać pytanie: „A dlaczego?. Co ci się w nich podoba i dlaczego akurat takie?”. Od razu wychodzą ze swojej strefy komfortu, zmienia się dynamika rozmowy i kobieta zachowuje się w taki sposób, jakby została obrażona. We wszystkich przypadkach to się powtarzało, nieważne, czy po studiach czy nie, czy matka czy nie. Same idiotki mające się za kogoś wyjątkowego, tak to jest, jak społeczeństwo robi z każdej księżniczki, to beret zryty. Trochę mi przykro. We dwoje żyje się lepiej i ciekawiej, ale przeżyję samemu. Stać mnie, mieszkam w większym mieście i zarabiam dobrze, czym nigdy się nie chwalę. Ale chłopaki z jakichś mniejszych miejscowości – macie PRZE CHLA PA NE! Bardzo współczuję i chętnie postawiłbym Wam jakieś piwo. Wygląda na to, że wsie i mniejsze miasta w 2050 roku będą wymarłe.
Dodaj anonimowe wyznanie