#ZEUNz

Przeraża mnie starość a potem śmierć, ale nie moja. Ogólnie przeraża mnie przemijanie. Nie mam tak od zawsze. Mam to odkąd zostałam matką. Tak patrzę na tę małą, najmłodszą istotkę i sobie myślę, że jak ona będzie starsza, będzie na przykład zdawać maturę, to mojej babci już nie będzie. Albo gdy będzie wychodzić za mąż, to moi rodzice, ciocie, będą już starszymi ludźmi. Chciałabym, żeby ona rosła, rozwijała się, ale żeby reszta rodzina była taka sama jak jest teraz i w tym samym składzie. Jak sobie pomyśle, że tak nie będzie, to łapię strasznego doła. Naprawdę dotarło to do mnie dopiero wtedy, kiedy przyszło na świat moje pierwsze dziecko. Nigdy wcześniej mnie to nie dręczyło. Przepraszam, ale musiałam się tym z kimś podzielić.

#ErcUS

Zaczynam się zastanawiać, czy powinnam wybrać się do lekarza albo coś, bo ostatnio zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Mianowicie np. siedząc w busie w, drodze do szkoły lub pracy, kilka razy zapomniałam po co tam jestem i jak się tam znalazłam.

Kolega wysłał mi wiadomość. Myślałam, że odpisałam, po trzech dniach patrzę, a jednak tego nie zrobiłam. I się zastanawiałam czemu nie odpisuje...

Rozmowa przez telefon.
- Mam w sobotę wolne.
- O, to fajnie.
5 minut później
- Pracujesz w sobotę? Bo zapomniałam...

Najgorsze jest, kiedy siedzę na lekcji, słucham nauczyciela, a tu nagle mindfuck dlaczego on mówi w innym języku i takie "ojej nie mieszkam w Polsce".

Nie ma puenty, mam nadzieję, że Google nie wyszuka mi raka trzustki. Albo coś.

#IEuGz

Po przeczytaniu większości męskich komentarzy po prostu upewniłam się co do tego, że oczywiście nie ma nic złego w oglądaniu gołych dup, ale prawda jest taka, że jeśli wasza kobieta obserwowała by na insta jakiegoś gościa wysportowanego, przystojnego i w dodatku z niezłym sprzętem, to już widzę wasze miny i zapewne będzie oglądać go razem z nią

#daNFb

Jestem szczęśliwa.
Chciałam się tym podzielić, ponieważ to jest dla mnie coś wyjątkowego. Do tej pory wchodziłam w krótkie związki, trwające zaledwie parę miesięcy, szybkie i najwyraźniej dla drugiej strony bezwartościowe. Często byłam zdradzana, mam przez to duży problem z zaufaniem. Nie jestem chodzącą zazdrością, ale miałam gdzieś tam w głowie głosik "zdradzi cię, spóźnił się godzinę do domu? Na pewno był u tej drugiej". Nie pokazywałam tego zewnętrznie bo wiedziałam, że to nie powinien być problem nowego związku. Teraz to mnie czasem nawet bawi bo jestem teraz w dwuletnim związku i on zamilkł. Już go nie ma. Spóźniła się godzinę? Kurde pewnie były korki, muszę zrobić jej ciepłej herbaty. Jestem po prostu szczęśliwa.

#PZyUe

Nie zawsze zacinam się podczas golenia nóg, ale kiedy już mi się to zdarzy, zbieram krew z rany, rozsmarowuję ją na twarzy (najczęściej pod nosem i w kącikach ust/oczu) i udaję przed lustrem, że właśnie stoczyłam walkę na miecze z kimś, kto zdradził mojego wyimaginowanego króla.

Przepraszam za zdanie dłuższe od tasiemca.

#gVUFl

Trzy lata po narodzinach naszej córeczki wprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania. Była tam bardzo mała łazienka, zupełnie taka sama jak u naszych rodziców. I tak samo jak u nich, było tam miejsce jedynie na małe lusterko.

Pewnego dnia mąż zmęczony tą sytuacją kupił duże lustro i zawiesił je na ścianie w korytarzu, żeby móc się przejrzeć przed wyjściem do pracy. Lustro okazało się magiczne. W ciągu roku obydwoje zrzuciliśmy po dwadzieścia kilogramów. Najlepszy zakup jak do tej pory!

#yk3bL

Byłem u lekarza ogólnego po coś na bezsenność, nastawiłem się na zolpidem, bo podobno mocny i działa nasennie jak nic. No dobra, dostałem 10 sztuk.

Jest 22, zarzucam sobie jedną. Kładę się, gadam przez skype. Nagle kurwa się wyginają rzeczy lekko. Z telefonu jakby wychodził ekran na zewnątrz, no spoko. Zero strachu ani nic. Przyjemnie jest, jestem lekko śpiący i myślę, że pewnie zaraz usnę. TAKI CHUJ!

15 minut później moja komoda to był John, poduszka to Carmen, a żona Johna to cień. Najpierw John kręcił z żoną, jakiś mały karzeł cieszył michę jak głupi do sera z nich. John się wkurwił na żonę i poszedł do Carmen. Na łóżku się zabawiają, ja takie wtf. No i mówię "mogę dołączyć?". Oni kiwają głową na tak.
Ściągam gacie i jazda. No i mówię "Carmen, bierz". Okno mam otwarte, patrzę, jakiś gość się na mnie jopi. Światłem zaświecił, szybko się schowałem.
Patrzę, co ja kurwa robię. To poduszka, a ja do niej mówię, żeby brała.
No ni chuja, chcę spać. Wziąłem drugą. Gadam z typem przez skype i on napierdala w klawiaturę. Zaczynam do niego mordę drzeć, że ma być ciszej, bo nawet myszki i węże co mieszkają u mnie pod biurkiem są ciszej od niego i co on sobie wyobraża.
On smutny taki mi odpowiada ''przepraszam''. Poruszyło mnie to, zdjąłem gacie znów, mówię do Carmen "dawaj szybki numerek".
No i kurwa położyłem się na poduszce, nagle myśl, JA PIERDOLĘ, TO PODUSZKA, CO JA ROBIĘ. Poszedłem, jebnąłem jeszcze 4.

Usnąłem, albo film mi się urwał. Rano się obudziłem jak nowo narodzony. Komoda w innym miejscu, poduszka na żyrandolu.
List napisany do "żony Johna", że go zdradza. Zostawiony w komodzie z książkami.

Ja pierdolę, co ten lekarz mi dał.
Ja chciałem jedynie pójść spać.

#hibfD

Wyznanie #RAoZf zainspirowało mnie do podzielenia się z wami swoją frustracją.
Od kilku lat mieszkamy z narzeczonym na emigracji. Mimo to, oboje doskonale posługujemy się językiem kraju, w którym mieszkamy. Ja pracuję jako nauczycielka w prywatnej placówce. Mamy zajęcia dla dzieci w różnym wieku, na zajęcia z maluchami mogą wchodzić rodzice - dzieci czują się bardziej komfortowo i rzeczywiście mogą wyciągnąć coś z zajęć. A raczej - mogły. Do jednej z grup z maluchami w wieku 4-5 lat dołączyło dziecko, które jest absolutnie nie do opanowania. A wraz z nim - obojętna mamusia. Dziecko krzyczy, biega, kompletnie ignoruje i mnie i wszystkich dookoła. Chowa się w zakamarki sali, otwiera szafki itp. Ja, robię co mogę, ale nie mogę co 30 sekund (dosłownie!) przerywać zajęć, żeby ustawić go do pionu. Posłucha na 10 sekund i zaraz to samo. Było wypraszanie z zajęć, rozmowy z mamą, mimo, że sama jest naocznym świadkiem jego zachowania. Było niedawanie punktów (dzieci po każdych zajęciach dostają punkty, takie jakby plusy - każde dziecko dostaje niezależnie od tego czy się udziela czy nie, czy umie odpowiedzieć na pytania czy nie, tak więc "przetrzymanie" punktu do czasu, gdy chłopczyk będzie znośny to naprawdę ekstremalna sytuacja w naszym systemie). Nic nie działa, matka daje się roznosić, wzrusza tylko ramionami na jakiekolwiek uwagi. Nie wiemy już co robić, zajęcia są niemożliwe do przeprowadzenia, cierpią na tym inne dzieci, bo nie są w stanie nic z nich wynieść. Druga sprawa, że im dłużej taka sytuacja trwa, tym bardziej inne dzieci zaczynają rozrabiać, bo kolega wydaje im się fajny w tej całej swojej "rebelii". Dołączył miesiąc później niż inne dzieci - do czasu zanim się pojawił, grupa była jedną ze spokojniejszych. Rozmawiałam z dyrektorką placówki, ona zaś z matką i tu znowu - koło się zapętla. Do tego matka zaczęła mówić mojej przełożonej, że dziecko mnie po prostu nie rozumie. Dodam, że moje imię nie brzmi polsko, jest wręcz popularniejsze w kraju, w którym obecnie mieszkam niż w Polsce. Mój język (nie chwaląc się, jest naprawdę na poziomie bliskim rodzimemu) nie był problemem dopóki mamusia nie dowiedziała się, jak brzmi moje nazwisko (to już typowo polskie). Całe szczęście moja przełożona to naprawdę złota kobieta, doskonale znająca całą sytuację - także tę moją lingwistyczną. Dzień, w którym przychodzi ta grupa jest jednym z najkrótszych w całym tygodniu, a jednak ta godzina spędzona z nimi męczy mnie jak 5 godzin z innymi grupami. Nigdy nie chciałam mieć własnych dzieci - te w pracy mi wystarczą i każdego dnia rano dziękuję sobie za tę decyzję, gdy wraz z narzeczonym możemy spędzić poranek w ciszy. Natomiast zawsze po zajęciach nasuwa mi się jedna myśl: jak bardzo współczuję rodzicom tego chłopca, jeśli dom roznosi tak bardzo jak moją salę...
Dodaj anonimowe wyznanie