Byliście kiedyś zdradzeni?
Część na pewno tak, ja byłem. Sposób, w jaki się dowiedziałem, był wręcz śmieszny.
Imprezka u kumpli, piwko, pizza i męskie pogaduchy. Nagle gospodarz wybiega pijany z łazienki z telefonem. Podchodzi do mnie z grobową twarzą i pokazuje mi stronę dla dorosłych, a na niej film – moja dziewczyna robiła to ze swoim byłym w naszym łożu. Zainteresował mnie napis w rogu LIVE. Wpadłem na idiotyczny pomysł...
Dalej potoczyło się tak, zakradliśmy się w sześciu do mnie i wbiegliśmy do pokoju. Jej były przeprosił, powiedział, że ona mówiła, że zerwałem z nią (dom był mój, więc i tak wyszło dziwnie mu się tłumaczyć). Puściłem gościa, bo co on zrobił? Ona się wyniosła tego samego dnia.
Mieszka teraz z mamą i chce wrócić do mnie, lecz nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Moi kumple za to obserwują jej live'y, bo są dość często podobno ;)
Miałam spędzić wieczór u chłopaka, obejrzeć z nim film i wrócić do domu. Jego rodziców miało nie być do rana.
Chłopak postawił na horror – OK, nie mam nic przeciwko.
Później musiałam zadzwonić do mamy i wytłumaczyć jej, że jednak zostaję na noc, bo chłopak (dwa lata starszy ode mnie) boi się zostać sam.
Kilka lat wstecz. Wieczór taki jak każdy, dochodziła 22. Leżałem na łóżku i grałem w Fifę. W połowie meczu usłyszałem wibracje swojej komórki, rzuconej gdzieś na biurko, ale postanowiłem najpierw skończyć, a potem oddzwonić.
Po kilku minutach sprawdziłem telefon - dzwoniła moja dziewczyna, Julia. Bez wahania oddzwoniłem, ale już nie odbierała. Pomyślałem, że pewnie śpi, zmęczona po pracy. Kończyła zawsze o 20 i wracała 5 minut piechotką do domu. Nie chcąc jej przeszkadzać, pograłem jeszcze przez chwilę, wziąłem prysznic i poszedłem spać.
W nocy cały dom Julii i mój był postawiony na nogi. Julia nie wróciła na noc do domu. Policja zareagowała bardzo pozytywnie, natychmiast zaczęli działać. Rodzice Julii zaczęli gorączkowo jeździć po całym mieście i szukać jej, moja siostra pisała na Facebooku do wszystkich ludzi, którzy mogliby cokolwiek wiedzieć. Moi rodzice wzięli latarki i ruszyli na poszukiwania wokół jej domu, a ja... siedziałem na łóżku i gapiłem się na swój telefon. Na to jedno nieodebrane połączenie.
Koleżanki z pracy Julii powiedziały, że tego dnia wszyscy zostali dłużej, żeby posprzątać. Julka wyszła i musiała niedługo potem do mnie zadzwonić. Zawsze umawialiśmy się, że kiedy będzie wracać późno sama, ma mnie poinformować. Miałem nadzieję, że kiedy będziemy rozmawiać przez telefon, nic złego jej się nie stanie, bo chociaż w pewnym sensie będę przy niej. Tego dnia do mnie zadzwoniła, a ja nie odebrałem. Może się czegoś przestraszyła? Może ktoś za nią szedł, albo ją zaczepił?
Tego już nigdy się nie dowiem. Julii do dzisiaj nie znaleziono, a jej zniknięcie pozostało jedną wielką tajemnicą. Wciąż mamy nadzieję, że pewnego dnia zdarzy się cud i znów ją zobaczymy. Będzie już taka dorosła. Ciekawe, czy wciąż pozostanie drobniutka, jasnowłosa i zawsze uśmiechnięta. Taka, jaką ją zapamiętałem.
Byliśmy ze sobą dwa lata, ale przyjaźniliśmy się o wiele dłużej. Nasi rodzice się przyjaźnili. Razem skończyliśmy liceum, dostaliśmy się na studia w Warszawie, mieliśmy zamieszkać wspólnie. Bałem się wyjeżdżać, ale Julia zawsze dodawała mi odwagi, przekonywała, że wszystko się uda, dopóki jesteśmy razem. Jak widać cały czas musi być przy mnie, skoro udało mi się skończyć psychologię i przetrwać 5 lat w obcym mieście.
Czasem wciąż rozmyślam o tym jednym nieodebranym połączeniu. Nawet jeśli nie mógłbym zrobić nic, żeby ją ocalić... straciłem ostatnią szansę na usłyszenie jej głosu.
Zmagam się ze sobą. Trzy lata z depresją i zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi. Leki, terapia – jakby to wszystko nie robiło różnicy. Czuję, że tylko alkohol pozwala mi na moment poczuć się „normalnie”. To sprawia, że czuję się zagubiony i wstydliwy.
Często mam wrażenie, że tracę wszystkich dookoła. Gdy zaczynałem budować bliską relację z pewną dziewczyną, nagle wszystko się posypało. To zwiększa moje poczucie bezradności.
Próbuję nawiązywać kontakty, ale rozmowy są dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Nie wiem, jak zacząć temat, zastanawiam się nad każdym słowem, które mówię, boję się powiedzieć coś nie tak. To jest niesamowicie męczące.
Przykro mi, że teraz muszę wylać wszystko, co czuję, ale czuję się, jakby nadzieja zniknęła. Nie wiem, jak uporządkować swoje myśli i uczucia.
Jestem przed trzydziestką. Byłam mężatką i całe małżeństwo zdradzałam męża, nie potrafię policzyć z iloma mężczyznami. Jestem uzależniona od emocji i seksu, potrzebuję przygód, adrenaliny. Były mąż nie był mi w stanie tego zapewnić. Był nijaki, słabo wyglądał i nie potrafił w seks. Wyszłam za niego, bo dużo zarabiał, a na boku prowadziłam własne życie. Nie umiałam go szanować. On mnie kochał na zabój, a ja to wykorzystywałam. O moich pomysłach na skoki w bok można byłoby napisać poradnik dla zdradzających. Wywalczyłam w sądzie alimenty w takiej wysokości, że przy rozsądnym gospodarowaniu nie muszę pracować, do tego ramach ugody, żebym nie rościła prawa do domu, kupił mi mieszkanie.
Piszę to, bo myślałam, że będę bardziej szczęśliwa bez męża, a jednak po tych wszystkich latach brakuje może nie jego, ale tej całej otoczki, brakuje mi też dużego domu, ogrodu i możliwości wydawania pieniędzy bez myślenia, czy wystarczy. Raczej nie będę potrafiła związać się z kimś na stałe. Uważam, że nie istnieje mężczyzna, który spełniłby moje kryteria, a być i się męczyć jak przez ostatnie lata małżeństwa nie ma sensu.
Napisałam to wszystko z jak największą szczerością z potrzebą wyrzucenia z siebie tych emocji.
Dziwne hobby, pasja, skrzywienie? Sami oceńcie.
Jakoś zawsze lubiłam lotniska, ale odkąd skończyłam 18 lat, to stało się po prostu obsesją. Nie chodzi o same podróże czy fascynację samolotami, chodzi o lotniska i wszystko to, co dzieje się na ich płycie i w terminalach. Maszyny, pojazdy, urządzenia i ludzie tam pracujący – fascynuje mnie, jak to wszystko jest świetnie zorganizowane, jak to sprawnie działa, jak w zegarku.
Kiedy tylko mogę, to kupuję sobie bilet w jakiejś taniej linii lotniczej i lecę gdzie popadnie, tylko po to, żeby przed odlotem siedzieć w hali z widokiem na płytę lotniska i obserwować przygotowania do odlotów i obsługę samolotów po przylocie. Widziałam już chyba większość dużych lotnisk w Europie. Raz ułożyłam sobie tak podróż, że poleciałam do Berlina, później od razu do Monachium, dalej Mediolan, Barcelona, Lizbona, Paryż, Londyn, Warszawa, Gdańsk i ani razu nie wyszłam z terenu lotniska. Śpię przeważnie w samolocie i to mi wystarcza.
Jakoś nigdy nikomu nie mówiłam o moim skrzywieniu. Znajomym zawsze odmawiam imprez, mówiąc, że będę zajęta w weekend – oni myślą, że to tylko takie wymówki i tak naprawdę siedzę z kotem w domu i oglądam telewizję... a ja po prostu uwielbiam lotniska.
Pradziadek umarł, gdy byłam dzieckiem i mało go pamiętam. Niedawno poprosiłam babcię (jego córkę), by mi o nim opowiedziała. Dowiedziałam się, że był dobrym człowiekiem, ale miał swoje sztywne zasady, których mocno się trzymał, więc babcia trochę się go bała, chociaż bardzo go kochała. Nie był wylewny, nigdy nie mówił jej o swoich uczuciach wobec niej.
Miesiące przed śmiercią spędził przykuty do łóżka, jego córka cały czas się nim opiekowała. Gdy był już umierający, on i babcia byli sami w pokoju. Pokazał jej dłonią, by się nachyliła i po raz pierwszy w życiu wyszeptał: „Marysiu, lubię cię...”.
Dobrze, że zdążył jej o tym powiedzieć...
Opowiadając mi to, babcia rozpłakała się ze wzruszenia.
Dzisiaj w TV leciał „Głupi i głupszy”. Kojarzycie tę scenę, gdzie jeden z nich przykleja się językiem do metalowej rurki?
Miałam około 10 lat i nie mogłam rozkminić o co chodzi i jak to możliwe, więc poszłam do kuchni, otworzyłam zamrażarkę i przykleiłam się do niej językiem. W panice, że ktoś mnie zobaczy, zamiast odczekać chwilę, aż sama się odkleję, oderwałam język na siłę...
Jeszcze kilka dni mnie bolało, ale nigdy nikomu nie przyznałam się, że brałam przykład z bohaterów filmu, i to jakiego... :)
Mam 25 lat i od kilku lat aktywnie działam w schronisku dla zwierząt w małym miasteczku, sprawia mi to przyjemność, a wdzięczność psiaków jest dla mnie bezcenna, ale do rzeczy. Ponad rok temu na jednym z eventów w schronisku poznałem starszą kobietę, ma trochę ponad 50 lat, jest wdową, ma dorosłe dzieci i mieszka 10 km od mojej miejscowości. Zaczęliśmy wspólnie rozmawiać o pracy w wolontariacie i trochę ogólnie o sobie. Wymieniliśmy się telefonami, gdyby któreś z nas potrzebowało pomocy – znaleźć dom tymczasowy dla zwierzaka ze schroniska lub karmę albo transport do weterynarza. Czasami dzwoniła do mnie w tych właśnie sprawach, mieliśmy wtedy okazję zamienić kilka zdań ze sobą. Opowiadała, że ciężko jej samej, często zmienia pracę, ma problemy zdrowotne, a do tego opiekuje się zwierzętami w okolicy. Widać było, że jest jej ciężko i była bardzo wdzięczna za moją pomoc i zaangażowanie. Z czasem jednak odczułem jakby większą sympatię do niej, czasami wymienialiśmy się SMS-ami, ale zawsze były to sprawy związane z organizacją zbiórek karmy lub pieniędzy na leki dla zwierzaków. Przy tej okazji wykazywała coraz większe zainteresowanie mną, wypytując o moje życie. Wydawało mi się to miłe, ale byłem jakoś nieśmiały, żeby rozwijać rozmowę... Ostatnio znowu mieliśmy owocną współpracę w organizacji tymczasowego domku dla chorej kotki i wtedy naszła mnie myśl, żeby zaprosić ją np. na kawę do kawiarni lub po prostu na wspólny spacer, żeby można było porozmawiać nie tylko o rzeczach związanych ze zwierzakami, ale bliżej się poznać, ale... tu zaczynają się moje dylematy.
Przez cały czas naszej znajomości małymi kroczkami rosło we mnie zauroczenie w niej i fakt, jest dwa razy starsza ode mnie, ale jest bardzo ładna, jak na swój wiek zadbana, kobieta z klasą i dobrym sercem, która bardzo potrzebuje czyjegoś wsparcia i zrozumienia. Odczuwam też, że uważa mnie za dojrzałego i dobrego chłopaka, jednakże może ona też myśli, że takie relacje z taką różnicą wieku można spotkać tylko w filmach. Kolejną kwestią jest, że pochodzimy z małych miasteczek, gdzie wszyscy wszystkich znają i pokazywanie się publicznie we dwoje byłoby na ustach wszystkich... Czasem jednak myślę, żeby zaprosić ją na tę kawę czy spacer, ale potem myślę, że ona może jednak odczytać to, że się w niej zabujałem i będzie dla niej niepojęte, jak młodemu chłopakowi może zależeć na starszej kobiecie i wtedy nasza znajomość się skończy... ale możliwe, że nawet jeśli byłaby zainteresowana takim spotkaniem, to również obawiałby się pokazywania się publicznie. Myślę też, o czym byśmy rozmawiali, bo ja totalnie nie wiem jak nawiązać z nią jakiś dialog, a jak zaproponuję wspólne wyjście gdzieś, to w jej oczach wyjdę na chłopaka, któremu się zachciało starszej. No i to by było na tyle. Co byście mi doradzili? Sam nie wiem co teraz myśleć. Darować sobie?
Moja matka jest fałszywym człowiekiem chciwym na kasę, który wykorzystuje moją chorobę, żeby jej współczuć. Wszyscy dają się oszukiwać. Ja jej po prostu nie lubię jako człowieka.
Dodaj anonimowe wyznanie