Mój chłopak zbyt mocno się angażuje we wszystko i jest łatwowierny. Jakieś baby do niego piszą o pomoc finansową, a on nie wie, czy im pomóc, i na końcu i tak daje kasę.
Ostatnio zadzwoniła koleżanka jego kolegi z liceum (widział ją tylko raz, przelotem, i to z 10 lat temu, brak kontaktu do teraz) i ona ogólnie jest handlowcem i chciała mu wcisnąć jakieś proszki, płyny itp. Ale powiedział, że nie wie jeszcze i że musi to z kimś skonsultować. Finalnie jej odmówił, ale za to, że on tych produktów nie weźmie, to postara jej się poszukać innych klientów – i jeździ i szuka, pyta zainteresowanych, bo stwierdził, że jednak musi jej jakoś pomóc, skoro sam nic nie wziął. Próbowałam mu przetłumaczyć, że pozyskiwanie nowych klientów to jest jej zadanie i jej praca, bo ona będzie miała za ro zapłacone i dostanie prowizję, a nie on, więc nie wiem czemu akurat się w to tak angażuje.
Ogólnie jeśli chodzi o pomoc jakiejś kobiecie, to nigdy nie odmawia, nawet jeśli jej do końca nie zna, mówię tu zwłaszcza o kwestiach finansowych, bo pożyczają od niego kasę i jej nie oddają. Ale jeśli facet coś od niego chce, to umie go spławić. Wkurzające.
Też macie tak, że jak idziecie do nowej szkoły, to dają wam na początku roku anonimowe karty o sobie?
Trzeba tam zaznaczyć np. czy paliłeś, piłeś, kłótnie w rodzinie itp.
Jak ja poszłam do nowej szkoły, to nie było to jednak tak anonimowe jak myślałam.
Gdy usiadłam w ławce koło nieznajomych, to na kilku pierwszych lekcjach było trzeba się zapoznać między sobą, no musowo. Wszystko poszło łatwo, ale nasza wychowawczyni pozwoliła sobie zadawać pytania przed całą klasą. I tu się zaczyna.
Gdy padło pytanie kto nie ma ojca, zdziwiło mnie to, przecież to jest zbyt osobista i trudna sprawa dla niektórych, m.in. dla mnie. Ale mam dystans do siebie i nie przejmowałam się tym zbytnio. Po zadanym pytaniu nikt nie wstaje (bo kazała wstawać). Pomyślałam sobie, że tak być nie może i powiedziałam, żeby ominęła to pytanie o rodzicach, bo dla niektórych może być to nieprzyjemna rozmowa.
Odpowiedziała tylko bym siedziała cicho, bo chce dokończyć swoją rozmowę, i jak nie wiem jak to jest nie mieć rodzica, to mam się zamknąć. O nie! Wkurzyłam się, i to bardzo!
Więc kontynuowała i spytała się, czy ktoś nie ma matki. Zauważyłam, że wstaje nieśmiało dziewczyna rozglądając się po klasie, zobaczyłam, że ma zeszklone oczy, chciałam coś powiedzieć, ale babsko już na mnie łypie, jakby chciała mnie zabić. Tak nie może być! Tak oto zaczynam.
- Niech pani da sobie spokój, pani dobija tylko psychicznie uczniów.
- Chcę po prostu wiedzieć! Przymknij się! Bo zadzwonię do twoich rodziców!
Zamknęłam się więc, bo wiadomo, z nauczycielem nigdy nie wygrasz.
Pani kontynuuje...
- Ktoś nie ma dwóch rodziców?
Wstaję z podniesioną głową i patrzę na jej reakcję.
Widzę, że nie wie co powiedzieć, czerwieni się jak burak i mówi bym usiadła.
Zwracam się do nauczycieli. Proszę, pofatygujcie się i przygotujcie anonimowe karty dla ucznia, ponieważ dla niektórych może być to świeży i bolesny temat.
Pewnego dnia w mieście zaczepił mnie chłopak mniej więcej w moim wieku i zapytał, czy mam chwilę. Byłam już prawie spóźniona do szkoły, ale zatrzymałam się. Opowiedział mi swoją historię, w skrócie chodziło o to, że nie był z mojego miasta, przyjechał tu do kolegi, ale okazało się, że go nie ma, on nikogo tu nie zna, rodzice nie odbierają telefonu i tak dalej, no nie ma jak wrócić do domu i potrzebuje pieniędzy na busa. Zazwyczaj nie daję takim ludziom pieniędzy, ale on był uprzejmy, porządnie ubrany, nie wyglądał na bezdomnego, pijanego czy narkomana, widziałam, że jest już coraz bardziej załamany. OK, dałam mu tę kasę, zaczął mi dziękować, ale ja pobiegłam już do szkoły. Opowiedziałam o tej sytuacji przyjaciółce, ale generalnie dość szybko o tym zapomniałam.
Parę dni później owa przyjaciółka do mnie pisze, żebym sprawdziła spotted naszego miasta i faktycznie, był tam post od tamtego chłopaka, dość dokładnie opisał mnie i całą sytuację. Odezwałam się, on bardzo chciał mi oddać te pieniądze, mimo że naprawdę nie była to duża suma. I tak zaczęliśmy ze sobą pisać, bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. W końcu znów przyjechał do mojego miasta, wtedy się spotkaliśmy.
Dzisiaj się do niego wprowadziłam, jesteśmy parą.
Wychodzi na to, że „kupiłam” sobie chłopaka :)
Mój tata od zawsze pracował za granicą. Wyglądało to tak, że co dwa tygodnie się zmieniali ze wspólnikiem, więc dwa tygodnie był w domu, następne dwa w pracy. Wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć, ale tego się nie spodziewałam.
Istotne jest to, że mieszkam koło lasu i jeziora, więc codziennością jest wracanie do domu przez las. I tak pewnego wieczora wracam do domu i jakieś dresy urządziły sobie ognisko. Tata zawsze mi mówił, że w takiej sytuacji mam napisać gdzie jestem i ile osób jest. Nawet gdyby nie było go w Polsce. Tak że od razu napisałam do taty.
Ja odważna, jestem już blisko nich, gdy słyszę: „Chodź, przyłącz się do nas”. Zaczęli zbliżać się w moją stronę. Jeden wyrwał mi torebkę, a drugi mnie popchnął na ziemię. Zaczęli przeszukiwać moją torebkę i nagle słyszę: „Co tak mało pieniędzy?”. Wkurzeni zaczęli mnie popychać, jeden zaczął się do mnie dobierać, gdy nagle jedzie z prędkością światła srebrne audi. Spanikowana pomyślałam, że to ich koledzy.
Wychodzą z auta. Czterech napakowanych gości, przy których niejeden kulturysta mógłby się zawstydzić. Trzech zaczęło napieprzać tych dresów. Jeden z nich do mnie podszedł i powiedział: Powinni się cieszyć, że twój tata jest w pracy. Nie chciałbym być na ich miejscu, gdyby to on tu przyjechał”.
Stałam się postrachem miasta, bo plotki się rozeszły. Wszyscy myślą, że to byli „moi” ludzie. A ja dziękuję tacie, bo dzięki niemu nie zostałam zgwałcona.
Wiele lat temu miałem współpracownika. Był inteligentny, lubiany i popularny, ale wyróżniał się na kilka sposobów, jeśli chodzi o jedzenie. Po pierwsze, nie wiedział nic o jedzeniu, nawet podstawowych rzeczy, które wiedzą małe dzieci. Ziomek szczerze nie potrafił odróżnić brokułów od kalafiora. Po drugie, nie interesował się jedzeniem. Nie miał ulubionego jedzenia, nie lubił (tak mi się wydaje), nie obchodziło go, jak coś smakuje. Po prostu jadł, kiedy tego od niego oczekiwano. Po trzecie, był najwolniejszym zjadaczem, jakiego kiedykolwiek spotkałem.
W przerwie na lunch chodziliśmy do restauracji i zamawialiśmy zestaw, który składał się z zupy i dania głównego. Gdy reszta z nas kończyła danie główne, on nie był nawet w połowie zupy. Wynikało to po części z tego, że zawsze rozmawiał podczas lunchu, a po części z tego, że po prostu był taki powolny. Zamawiał więc danie główne w pojemniku na wynos, a jeśli udało mu się do niego dotrzeć przed końcem lunchu, jadł z pojemnika w restauracji, ale w większości przypadków zabierał ze sobą całe lub większość dania głównego, które trafiało do lodówki w biurze. Czasami, gdy godziny pracy stawały się długie, a wieczorem robił się głodny, wyciągał część i próbował ją zjeść. Problem polegał na tym, że nie miał pojęcia o tym, że jedzenie może się zepsuć, jeśli pozostanie w lodówce zbyt długo. Nie miał też pojęcia, że nieświeże jedzenie smakuje znacznie gorzej niż świeżo przygotowane.
Oto typowy scenariusz, który miał miejsce w piątkowy wieczór. Wyciągał z lodówki coś, co wyglądało, jakby leżało tam od poniedziałku, a ja pytam: „Jak długo to tam leżało?”. On: „Nie wiem, jakiś tydzień”. Ja na to „Fuj! Nie jedz tego, na pewno już się zepsuło!”. A on: „Tak myślisz?”. Ja na to: „Stary, to obrzydliwe! Wyrzuć to!”.
Zawsze był tym bardzo zdziwiony.
Wciąż miło go wspominam i wciąż się dziwię, jak on egzystował.
Dziś dowiedziałem się przypadkowo, że żona chce ode mnie odejść. Jesteśmy ponad 10 lat po ślubie, mamy dzieci i ogólnie jest OK, bez większych problemów. Jednak okazuje się, że wyszła za mnie z rozsądku i chyba dlatego, że inne związki jej się nie udały... To tłumaczy, czemu nigdy z jej strony nie było ognia i namiętności. Najwyraźniej doszła do wniosku, że chce czegoś innego.
Świat mi się zawalił.
Kiedy się dowiedziałam, że objadam się kompulsywnie i zaczęłam z tym coś robić?
Równe dwa lata temu.
Moi rodzice mieli poważny wypadek samochodowy, a ja zamiast lecieć do szpitala czy chociażby się rozpłakać, zeżarłam na jednym wdechu 10 kanapek z serem i ketchupem. Pamiętam do dzisiaj, jak wpychałam je sobie do gęby jak świnia. Mój mąż też to widział. Gdy zaproponował, że może już wystarczy, gwałtownie zaprotestowałam i wepchnęłam w siebie kolejne kanapki.
Tak że tego... Do dzisiaj mi wstyd, ale po terapii jest dużo lepiej. Z rodzicami też już OK.
Jestem nauczycielką nauczania zintegrowanego. Około 10 lat temu przyszło mi zostać wychowawczynią pierwszej klasy. Wśród moich uczniów znaleźli się, między innymi, Marysia i Kuba (imiona zmienione). Pamiętam do dziś, że dzieci siedziały ze sobą w pierwszej ławce. Marysia mieszkała w domu dziecka, ponieważ jej rodzice zmarli, gdy ta była jeszcze niemowlęciem. Natomiast Kuba był typowym indywidualistą. Nie miał wielu kolegów, do tego wszyscy się z niego śmiali, ponieważ był lekko przy kości. Marysia i Kuba od razu złapali świetny kontakt, śmiem nawet stwierdzić, że zakochali się w sobie szczerą, dziecięcą miłością. Nigdy nie było z nimi problemu, po prostu, mimo moich prób, nie bawili się z innymi dziećmi.
Pewnego dnia Marysia nie przyszła do szkoły. Przy wyczytywaniu jej nazwiska, Kuba powiedział, że nie ma jej na lekcji, ponieważ jest z mamą. Zdziwiło mnie to i zapytałam chłopca, skąd wie. Odpowiedział, że Marysia powiedziała mu to w nocy. Nie drążyłam, gdyż uznałam to za dziecięcą wyobraźnię.
Kilka godzin później dowiedziałam się, że Marysia dzień wcześniej została zabita przez pijanego kierowcę.
Wybieram się z moją dziewczyną na imprezę, czas szykowania jak na nią całkiem niezły, może nawet się nie spóźnimy. Luba już ubrana staje przed lustrem i mówi, że źle wygląda. Wyglądała tak, że odechciało mi się imprezy, a zachciało czego innego, ale to już takie wtrącenie. Stwierdziła, że w tych rajstopach jej nogi wyglądają na sine. Szuka więc nowych po domu – nie ma. Poszliśmy do sklepu w poszukiwaniu nowych, dziwnie się czułem, przerzucając te kartoniki. Zakup udany, wpadamy do domu, luba wciągnęła je na tyłeczek i widzę, że wygląda tak samo, znaczy no co tu może wyglądać inaczej. Ale już jest zadowolona, że w końcu jest kolor jak opalenizna, a nie niedokrwienie.
Porównałem dwa kartoniki po obu parach, były identyczne – rozmiar, kolor, producent, nie różniło ich nic. Cóż, nie odezwałem się słowem, że są identyczne, bo kto wie, czy byśmy w ogóle na imprezę dotarli. Najważniejsze, że luba była zadowolona. Czasem lepiej mieć spokój niż rację.
Gdy prowadzę dzieci do szkoły, na jednej z mijanych posesji zaczyna ujadać wielki owczarek niemiecki i rzuca się przy tym na płot, chcąc chyba pożreć przechodniów.
Dziś tak przestraszył mi córkę, że nie wytrzymałam, zatrzymałam się i zaczęłam tak na niego szczekać, że ten podkulił ogon, a dwaj panowie po drugiej stronie ulicy zaczęli bić brawo.
Sama nie wiedziałam, że potrafię tak głośno i zajadle szczekać...
Dodaj anonimowe wyznanie