#MYVt6

Lata temu w podstawówce miałem nauczycielkę, której jedną z metod pedagogicznych było szarpanie za włosy. Zemsty (spontanicznej) dokonałem w trakcie cyklicznej wizytacji kontrolnej pani z Kuratorium Oświaty. 
Pani nauczycielka oczywiście obłudnie milusia, grzeczna, do rany przyłóż, bo w ostatniej ławce siedzi pani kontrolerka. W połowie lekcji jakiś mój kolega zaczął dokazywać, a nauczycielka wtedy oczywiście grzeczniutko-milutko zwraca mu uwagę. Wtedy odzywam się ja: A dlaczego nie poszarpie go pani za włosy, tak jak zwykle to pani z nami robi?
Kontrolerka robi wielkie oczy, nauczycielka czerwona na obliczu jak flaga ZSRR, klasa ryczy ze śmiechu.

Po tej wizytacji już nigdy nie było przemocy ze strony tej nauczycielki w klasie. Babka nie śmiała też uskuteczniać wobec mnie żadnej zemsty. Po tej całej akcji nieco przytyłem, bo klasa jeszcze chyba z tydzień kupowała mi, jako bohaterowi, przysmaki w szkolnym sklepiku.

#9JiJe

Gdzieś tak rok temu spotkała mnie pewna trochę wstydliwa, ale też całkiem przyjemna sytuacja.

Gdy byłam w szkole, chciało mi się bardzo siku, ale postanowiłam wstrzymać się z pójściem do łazienki, bo przecież i tak miałam za niedługo wracać do domu. Po lekcjach, jak to zwykle było, musiałam wracać do domu pieszo, a mam do niego 3 km. Pierwszy kilometr nie był jeszcze taki zły, bo już nieco mniej chciało mi się siku, jednak już po dwóch kilometrach poczułam, że zaraz nie wytrzymam, ale mimo to próbowałam dać radę się nie posikać. Jakoś wytrzymałam, ale okazało się, że rodziców nie ma akurat w domu... Zadzwoniłam do nich i powiedzieli mi że za godzinę będą i mam poczekać pod domem. Już naprawdę nie mogłam wytrzymać, ale niestety nie miałam gdzie się wysikać, bo jakbym poszła w krzaki, to każdy by widział, co robię. Z minuty na minutę coraz bardziej mi się chciało siusiu, aż po 30 minutach postanowiłam się poddać i po prostu się zsikać w spodnie. Miałam wtedy jasne jeansy na sobie, ale na szczęście nikt nic nie zauważył. Na początku mi było wstyd za to, co zrobiłam, ale w sumie po chwili zauważyłam, że to jest strasznie przyjemne, a jaką ulgę w tamtej chwili poczułam... Po 30 minutach rodzice wrócili do domu, ale na szczęście spodnie zdążyły mi wyschnąć, bo na dworze było ciepło.

I przez taką sytuacje lubię czasem sikać w majteczki, jak jestem sama w domu, bo to naprawdę jest całkiem przyjemne uczucie :)

#PNQY8

„Przerażające. Ty nie straciłaś części życia, tylko już na zawsze (bez urazy) masz życie zniszczone.
Życzę ci, żebyś znalazła osobę, której będziesz w stanie to opowiedzieć na żywo”.

To komentarz, który ktoś lata temu dodał do mojego wyznania, nqsPf. Dziś natknęłam się na zapisany kod, wkleiłam w przeglądarkę, nie wiedząc, co tam znajdę, i przeczytałam je ponownie.

To historia o tym, jak okrutne znęcanie się nade mną ze strony rodziny doprowadziło mnie do PTSD, niemożności nawiązania bliskich relacji, uważania się za osobę niegodną miłości i wsparcia.

Zszokowało mnie to, co tam przeczytałam. Lata terapii ze specjalistą, samopomocy i medytacji zatarły te wspomnienia w moje głowie, nie mam już flashbacków, za to mam przyjaciół. Tylu, że znajomi pytają mnie, jak ja to robię, że w dorosłym życiu jestem w stanie utrzymywać tyle bliskich relacji. Przeszłam szalenie długą drogę, jestem szczęśliwa. Aby wyleczyć moją traumę, musiałam poświęcić lata na zrozumienie ludzkich emocji, relacji, naukę współczucia dla samej siebie oraz dla innych, a to poskutkowało rozwinięciem naprawdę dobrej umiejętności tworzenia i utrzymywania ciepłych, zdrowych relacji.

Dalej wybucham, dalej się czasem wstydzę, dalej jestem niepewna siebie i obwiniam się bez sensu. Ale w każdym momencie, kiedy jest mi trudniej, mam więcej wsparcia, niż potrzebuję. Wiedzą o tym, co przeszłam – jedni trochę, inni wszystko.

Na początku wchodziłam w niezdrowe relacje, z ludźmi traktującymi mnie źle, ale stopniowo zaczęli się pojawiać w moim życiu ludzie, którzy są dla mnie po prostu dobrzy, a ci, którzy nie byli, nagle zaczęli odchodzić. Teraz szokuje mnie i wzrusza ten cały szacunek, wsparcie i dobroć, którą otrzymuję. Niedawno rozstałam się z chłopakiem po długim związku, i ból, który czułam, był niczym w porównaniu ze szczęściem i wzruszeniem wywołanymi pomocą, którą otrzymałam od moich przyjaciół. Czuję, że póki mam ich, wszystko przetrwam.

Ogromną satysfakcję sprawiło mi przeczytanie tego komentarza kilka lat później. Okazuje się, że nawet po czymś takim można się pozbierać i być szczęśliwym. Może doda to trochę otuchy komuś, kto przeszedł przez coś podobnego i nie widzi dla siebie nadziei. Ja też nie widziałam, ale moje życie jest teraz lepsze, niż kiedykolwiek sobie to wyobrażałam. Mam przyjaciół, wygodne i dość dostatnie życie, pracę, w której czuję się spełniona, potrafię miło spędzać wolny czas sama i z innymi. Do wszystkiego doszłam sama, mimo wszystkich utrudnień. Nie tak łatwo jest zniszczyć człowieka.

#KgvmJ

Historia z mojej strony może nie za bardzo anonimowa, ale dla jej bohatera na pewno :) Całość dzieje się za granicą, w pewnym niemieckojęzycznym kraju.

Mieszkamy na dużym osiedlu, na drugim piętrze. Po jednej stronie bloku są balkony, ale umiejscowione w ten sposób, że nie da się między nimi przeskoczyć czy po nich wejść. Teoretycznie.

Którejś nocy wychodzę zapalić na balkon. Godzina grubo po północy, więc całe osiedle śpi, oświetlone słabymi lampami. Między nimi przechadza się jakiś człowiek, jego krok wskazuje, iż powraca właśnie z ciężkiej libacji. Jakoś tak wyszło, że zrobiłam lekki hałas, co przyciągnęło uwagę delikwenta. Patrzy na mnie spod lampy i woła do mnie po niemiecku. Ogólnie rzecz biorąc rozpływał się nad moją urodą (co ciekawe, bo nie był w stanie mnie widzieć w ciemności), wyznawał mi miłość i pytał, czy zejdę do niego. Ja mu mówię, że nie, więc Romeo proponuje, że sam do mnie przyjdzie. Dogasiłam papierosa, zawołałam, że niech przychodzi, ja czekam, i udałam się do łóżka.

Obudziło mnie stukanie do okna. Zerwałam się jak oparzona - podkreślam, mieszkamy na drugim piętrze. Na balkonie tymczasem stał mój Romeo i prosił, żebym go wpuściła do środka. Pobiegłam przerażona do taty, który spał w pokoju obok. Mówię mu, że ktoś jest na balkonie, a on rzuca tekstem w stylu "nie rób sobie jaj o tej godzinie". W końcu jednak udaje się go przekonać, żeby podszedł do mojego pokoju... no a potem rzucił się w stronę balkonu. Podchodzi do kolesia i rzuca mu wiązankę po niemiecku o własności prywatnej. Jednakże, jak każdy Polak w chwilach uniesienia, przeplata je "sk***ami" i "ch***ami za***ymi". Facet stoi w drzwiach i ma minę, jakby łączył wątki. W końcu, gdy tata robi przerwę na oddech, patrzy na niego i mówi po polsku: "Panie! Gdybym wiedział, że Polacy, to bym drzwiami wszedł! Flaszkę bym przyniósł! To miłość jest, nie można z tym walczyć! Pan rozumie!".

Tate na chwilę zatkało, ja parsknęłam śmiechem. Ogólnie rzecz biorąc atmosfera się rozluźniła, więc po prostu zaprowadziliśmy delikwenta do drzwi wejściowych i poprosiliśmy, żeby następnym razem po prostu zadzwonił. On zapisał sobie nasz adres w telefonie i obiecał, że jutro przyjdzie i mi kwiaty na przeprosiny przyniesie, i ojcu flaszkę wódki.

Nie przyszedł, zapomniał o swojej Julii na balkonie, albo zeżarł go kac. A my nazajutrz zrobiliśmy z tatą dokładny przegląd bloku i dalej nie mamy pojęcia, jak on mógł się wdrapać na to drugie piętro.

#vVEon

Parę lat temu spędzałem wakacje z moją ówczesną dziewczyną, mieliśmy taką wakacyjną pracę. Któregoś razu, wróciliśmy dość późno z rozklejania plakatów i marzyłem tylko o tym, żeby iść spać, ale jej zachciało się amorów. Ostatecznie się zgodziłem i zabrałem się do dzieła, schodząc coraz niżej, żeby zrobić jej dobrze, ale poczułem wielką senność. Po chwili obudziło mnie walnięcie w głowę i krzyk: ''Nie śpij!''. Tak, zasnąłem z palcem w pochwie mojej dziewczyny.

Nie odzywała się do mnie trzy dni.

#tAjwL

Powiedziałem ojcu, że jak sobie kupi multiplę to się wyprowadzę. Ten zasrany delfin stoi pod naszym blokiem od trzech dni. Ojciec podsuwa mi też ogłoszenia o wynajem. Nie za bardzo rozumiem, co on mi się stara zasugerować, ale chyba nie wziął pod uwagę, że ja nie pracuję. No uwziął się!

#98A4g

Jakiś czas temu wyjeżdżając z pracy przez bramę zauważyłem czekającą na podwózkę niesamowitą laskę, prawdziwe 10/10, nogi do szyi, do której od dawna chciałem zagadać, tylko nie było okazji. A tutaj okazja jak marzenie, nic tylko korzystać, zwłaszcza że, tak jak napisałem, od dawna planowałem próbę namówienia jej na kolację ze śniadaniem.

Ja jednak udałem, że jej nie widzę i pojechałem, przeklinając swój los. Dlaczego?
Otóż tuż przed wjechaniem w rzeczoną bramę puściłem w samochodzie najbardziej śmierdzącego, chemicznego pierda, prawdziwy Oddech Lucyfera, Ajatollaha Smrodu i Wiatr z Szamba, przy którym muchy umierają, a skunksy rzygają. Bez szans na wywietrzenie przez najbliższe 24h. Próba zaproszenia kogokolwiek do auta w tej sytuacji kwalifikowałaby się jako próba zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Pannę udało mi się namówić innym razem, i teraz ma bekę za każdym razem, jak sobie przypomni moją opowieść o straconej okazji.
Nie jest moją żoną, ale sprawa jest rozwojowa.

#C2ZUT

Do niedawna widziałam siebie jako osobę, która nie za wiele w życiu robi, jakoś bardzo się nie udziela, nie wychodzi do ludzi itp. I raczej w mojej głowie było to coś, czego nie lubiłam, dołowało mnie to i przygnębiało.
Do czasu, aż napisałam sobie CV.
Znalazłam na jednym portalu wzór, w którym wypełniało się swoje dane w rubrykach, a potem z tego generowało dokument.
Kurde, wyszły mi tego ponad trzy strony! Tego, gdzie pracowałam, co robiłam, co umiem, co lubię...
Muszę przyznać, że fajne to doświadczenie. To nie tak, że teraz jestem z siebie jakoś niesamowicie dumna i odmieniło się moje życie – nie, ale odrobinkę więcej dobrego w sobie zobaczyłam.
Bardzo Wam polecam taki eksperyment. Nawet jeśli nie szukacie teraz pracy ;))

#eSdWb

Jestem po prostu żałosna.

Spotykam się z facetem, w którym jestem zakochana, ale on chce jedynie relacji fwb. Od samego początku na to się umawialiśmy, a trwa to już 4 lata. To nie jest tak, że spotykamy się tylko na seks. Chodzimy na spacery, do kina, restauracji, czy teatru. Dużo rozmawiamy, gramy w gry albo po prostu siedzimy i czytamy książki, przytulając się i głaskając po nodze. Co roku jeździmy razem na wakacje, poznaliśmy wzajemnie swoje rodziny i przyjaciół. Dosłownie zachowujemy się jak para, spędzamy razem każdy weekend i prawie każdy wieczór, czasem pomieszkujemy u siebie wzajemnie tydzień czy dwa. Ale on nie chce formalnego związku. Nie chce, żebyśmy przylepili sobie łatki chłopak-dziewczyna. Jednocześnie twierdzi, że jestem dla niego kimś więcej niż relacją fwb, zdarzyło mu się po pijaku wyznać mi miłość, ale później powiedział, że po prostu był pijany i gadał głupoty. Jednocześnie zawsze trzyma mnie za rękę, gdy idziemy na spacer, przytula czule, całuje w czoło, patrzy głęboko w oczy, całuje moje dłonie, stopy i nos, opiekuje się mną, gdy źle się czuję, kupuje mi tampony i gotuje rosół, gdy mam okres. Tak samo czule zachowuje się przy swojej i mojej rodzinie oraz swoich i moich przyjaciołach. Wszyscy myślą, że jesteśmy parą.
Mnie to coraz bardziej męczy i boli. Marzy mi się stabilizacja, wspólne mieszkanie. Mam 30 lat i po prostu nie interesują mnie już przelotne znajomości. Próbowałam się od niego odciąć już kilka razy, ale gdy tylko zadzwoni lub napisze, to od razu rzucam wszystko i lecę się z nim spotkać, jak ostatnia idiotka.

Nie rozumiem go. Po prostu nie rozumiem. Wiem, że nie ma nikogo innego, za wiele czasu razem spędzamy i nawet nie miałby kiedy się spotykać z inną kobietą.

Jakiś czas temu zbliżyłam się do kolegi z pracy. Świetnie się nam rozmawia, jest dla mnie dobry i kochany, widzę, że mu na mnie zależy. Mogłabym wejść z nim w związek, znaleźć stabilizację w życiu i pewnie byłoby nam razem dobrze. Ale nie jestem w stanie zrezygnować z tego pierwszego, bo go kocham. Dlatego drugiego trzymam na dystans, trochę we friendzonie. Bo czekam, czy mój „związek” się rozwinie, czy może w końcu znajdę siłę, żeby to zakończyć. Chyba najbardziej bym chciała, żeby to on w końcu zakończył. A tak to wciąż mam głupią nadzieję, że mu się odmieni i zechce być ze mną na poważnie. I zdaję sobie sprawę, że tego drugiego traktuję jak koło zapasowe i czuję się z tym wszystkim żałośnie.
Dodaj anonimowe wyznanie