#0eSWO
Pewnego razu wracaliśmy z kolegami trochę podpici z jeziora (kierowca oczywiście trzeźwy). Mijając kolejne produkty na sprzedaż, które stały na stolikach przed domami przy szosie i nikt tych produktów nie pilnował stwierdziłem głośno: Ludzie wystawiają te jagody i jajka przy szosie. Nie boją się, że ktoś się zatrzyma, zabierze i pojedzie bez płacenia, nie czekając aż podejdzie właściciel?
Kolega, który siedział z przodu (najbardziej pijany z nas wszystkich) podłapał temat, ponoć też go to zawsze zastanawiało, że wystawiają i nie pilnują. "Skoro nie pilnują to Krzysiek zatrzymuj się przy stoliku, zapieprz*my coś" - stwierdził. Padło na jajka, stały na stoliku, w wytłaczance. Krzysiek się zatrzymał, a kolega otworzył drzwi, ukradł jajka i szybko odjechaliśmy. Starsza kobieta na podwórku, której ukradliśmy jajka, gdy zobaczyła co zrobiliśmy pokręciła głową." My kontra ta babka 1:0" - wykrzyczał uradowany kolega żartując, że będzie jajecznica na kolację. Parę kilometrów dalej zjechaliśmy na parking żeby zapalić. Kolega wziął tą wytłaczankę, bo chał się podzielić łupem. "10 jajek, po 2 na głowę" - stwierdził. Otworzył, a tam ku naszemu zdziwieniu jajek nie było, były za to cztery mniejsze kamienie (pewnie po to, żeby wiatr nie zwiał wytłaczanki ze stolika). Miny nam zrzedły 10:0 dla tej pani :) Gdy teraz po paru latach przypominam sobie tą sytuację to jest mi wstyd.
Tego nawet młodym wiekiem nie można wytłumaczyć, bo przynajmniej kierujący był pelnoletni. Ktoś kilka godzin pracy poświęca na zbieranie czy to jagód czy jajek i ichh sprzedanie, a przyjdzie jeden gówniarz z drugim i dla żartu zabierze.
Kuźwa tacy wszyscy święci się odezwali. A kto kiedykolwiek nie chodził na jabłka, gruszki czy cokolwiek? Ja sama jak byłam mała chodziłam do sąsiada na kukurydzę (pastewna nie umywa się do tej słodkiej tak bydeway). I jakoś nie wyrosłam na złodzieja. I nie wierzę, że większość tych kradła jak była mała, wyrosło na złodziei. To nie tylko kwestia wychowania, ale także towarzystwa w jakim się zadajecie i tym podobnych rzeczy
Emika, nie, nie zdarzylo mi sie chodzic do sąsiada i kraść. Nie chodziłam zaboerać innym tylko dlatego, ze oni maja a ja nie.
Mi też się nigdy to nie zdarzyło, jak jeździłam do mojej babci na wieś to chodziłam na jej działkę, albo sąsiadów o ile wtedy byli i mi na to pozwolili. Pamiętam za to gówniarzy którzy wchodzili na działkę mojej babci i innych, deptali uprawy i zbierali plony. Moja babcia nie miała problemu z tym, że ktoś wziął sobie kilka jabłek albo zerwał parę porzeczek, ale już deptanie kwiatów, warzyw itd ją irytowało.
Aż ni się wstyd za was zrobiło. Okraść staruszkę, ale frajda. Chociaż mam cichą nadzieję, że byście się jednak zreflekowali później.
Dobrze, że jest Ci wstyd. Nadzieja jeszcze jest.
"Kolega wziął tą wytłaczankę, bo chał się podzielić łupem. "10 jajek, po 2 na głowę""
Wyobraziłem sobie tę scenę i przyznaję, że jestem pod wrażeniem. Nawet gang Olsena przy was wymięka. W czasie surferów padła taka kwestia z ust Lindy "nawet wy nie będziecie w stanie tego spie**olić". Cieszę się, że udało wam się to jednak spie**olić i jakimś cudem nie okradliście tej staruszki, tylko zrobiliście jej dzień :D
No nie wiem, czy bym się chwalił złodziejstwem. Po pijaku czy nie - kawał januszostwa.
Przynajmniej ci wstyd..
Dobrze wam tak.