To był ponury, deszczowy dzień. Wracałem do domu i na szczęście akurat przestało padać. Byłem w połowie drogi, szedłem ulicą pod górkę. Popatrzyłem dalej i jakieś 20 metrów ode mnie spostrzegłem mężczyznę w długim czarnym płaszczu, który trzymał pistolet wycelowany we mnie! Sparaliżowany strachem zatrzymałem się, ugięły się pode mną kolana. Na plecach zimny pot. Pomyślałem, że może to napad i jak oddam co mam to mi daruje życie, zacząłem nerwowo szukać po kieszeniach portfela.
Gdy go znalazłem i popatrzyłem znów na napastnika to zobaczyłem, że w ręku ma nie pistolet, a parasol. Facet tłumaczył jakiejś kobiecie drogę i wskazywał drogę parasolem...
Dodaj anonimowe wyznanie
A już myślałam, że się obudzisz...
XD
Leżę! :D
To wstań.