#0BOHo
Nie wiem, jak to opisać, ale z każdym miesiącem związku z chłopaka zaczęło wychodzić prawdziwe „JA”. Nie przeszkadzało mi, że nie jest najlepiej ubrany, nie zabiera mnie na imprezy czy do restauracji - z tym się liczyłam. Ale przeszkadzało mi, że jest taki nieporadny. Kiedyś narzekał, że nie ma pieniędzy na nic, a ja zaproponowałam mu, żeby wieczorami poszedł do pracy np. w kiosku, na stacji. Naskoczył na mnie, że pewnie każę mu iść do pracy, żeby nie musieć się z nim widywać. Potem krzyczał, że jeśli pójdzie do pracy, stypendium socjalne brata przestanie mu przysługiwać. A na koniec wydarł się, że czemu ma harować, skoro ja mam pieniądze, a on ze mną stanowi jedność.
Chłopak zaczął być natarczywy. Przychodził do mnie codziennie do domu. Rodzice zawsze byli gościnni, ale jego mieli powoli dość. Jadł u nas zawsze obiad, czasem sam podchodził do lodówki i wyżerał. I to nie tak, że siedzieliśmy razem. On potrafił leżeć na kanapie sam w salonie. Rozmowy niewiele dawały, bo zawsze zaczynał ryczeć, że on przychodzi, bo nienawidzi swojego biednego domu, a u mnie ma namiastkę luksusu. Z czasem chciało mi się rzygać, jak widziałam, że znowu przylazł. Potem było coraz gorzej - na każdego przystojniejszego lub lepiej ubranego kolesia reagował krzykiem i mówił mi, że mam go z nim zdradzić, bo pewnie on biedny mi nie wystarcza.
Potem było blisko do matury. Podpytywałam go, gdzie chce iść na studia albo do pracy, na co on, że NIGDZIE, bo w tym kraju i tak się jest biednym i nie ma sensu się starać.
Ja naprawdę byłam tolerancyjna. Tolerowałam to, że nie ma estetycznych ubrań, hollywoodzkiego uśmiechu. Zafascynował mnie swoją energią, gadką. A potem czar prysł. Zaczęłam zauważać, że z portfela znikają mi drobne sumy, a na mieście chłopak coraz częściej namawia mnie do jedzenia i płacenia za niego w restauracjach.
Pewnego dnia po prostu zerwałam. Wyjaśniłam mu, że to koniec.
I wtedy zaczęło się moje piekło.
Codziennie z anonimowych kont albo od jego kolegów dostawałam wiadomości, że chciałam być z nim dla pieniędzy, ale ich nie miał, więc zerwałam. Że jestem pusta i nadaję się tylko do seksu. Żebym umarła itp.
Minęło kilka lat od tej sytuacji, a opinia w moim mieście jest taka sama. Ja wyjechałam, on jest okolicznym dilerem. Jak dobrze, że mam to za sobą...
Agresywna pijawka. Można człowieka wyjąć z patologii, ale wyjąć patologię z człowieka to już inna historia.
I nie wmawiaj sobie, że opinię w mieście masz taką, jaką koleś chciał ci wyrobić. Ludzie nie są głupi i to nie jest takie proste.
Zwłaszcza, że w małych miastach bieda = patologia = złodzieje i kryminaliści
To wyznanie niech będzie poradą dla facetów i kobiet którzy wybierają sobie drugą połówkę z bardzo biednego bądź patologicznego domu. Jedno bardzo często powoduje drugie. Ludzie z biedoty własnie tak są wychowywani, przez lata widzą nieporadność rodziców, bród smród i ubóstwo i myślą , że tak ma być. To są rodziny żyjące na zasiłkach gdzie jakakolwiek praca jest niemożliwa bo dla nich to normalność. Nie wiążcie się z ludźmi z którymi dzieli was przepaść społeczna bo wy ich nie naprawicie a oni was będą ciągneli jak kotwica. Są może wyjątki ale jest ich bardzo, bardzo mało. Od patologii i biedoty lepiej trzymać się z daleka bo nic z tego nie wyjdzie.
nie wyjdzie nic dobrego.To miałem na myśli i koniecznie patrzcie jak rodzice się do siebie i do dzieci odnoszą. Ot tak się mądrze ale wiem co piszę.
@boruta6 - o to mi chodziło. Prodziekan jednej z uczelni w większym polskim mieście wyszedł właśnie z takiego domu jak opisałeś, znam go od dziecka i widziałem jakie tam były warunki ale rodzice a zwłąszcza mama wpoili dzieciom zaradność i chęc zdobywania nowego pomimo że sami mocno stawali w szranki z życiem
No, jestem pod wrażeniem.
Ludzie pochodzący z biedy potrafią jeszcze więcej osiągnąć niż ci z lepszym startem, przez samozaparcie i chęć zmiany na lepsze. Tak samo jak ludzie z dobrych domów potrafią nie robić nic i tylko lecieć na osiągnięciach rodziców. To nie jest kwestia startu, ale charakteru i głowy na karku.
Boruta, dobrze, że to zaznaczasz i widzę, że Badar się z Tobą zgadza. Poczułem się trochę urażony tym komentarzem i myślę, że nie tylko ja odebrałem to jako nieprzyjemną generalizację. Podobnie moja babcia opowiadała, że w życiu nie wyszłaby za policjanta, żołnierza, harcerza czy ministranta, bo mają nierówno pod sufitem. To, jakim jesteś człowiekiem, zależy od wielu czynników. Chociaż fakt, biedni ludzie z braku poczucia bezpieczeństwa mogą przejawiać problemy psychiczne.
badar2 Nie zgadzam się. Nie wiem na jakiej podstawie takie statystyki prowadzisz.
Bardzo różni są ludzie. I biedni i bogaci mogą być wspaniałymi ludźmi, to samo w drugą strone. Generalizujesz.
Dobra odpiszé choć nie w celu udzielania rad zacząłem wchodzić na tę stronę. Potem wrócę do trolowo incelowej działalności:)) Nie prowadzę statystyk i jestem świadomy, że generalizuję jednak chodziło mi o przypadki i domy z których wywodzą się tacy "książęta" i "królewny" jak ten idiota opisany przez autorkę wyznania. A co do tego to będę się twardo trzymał swojego zdania - trzymajcie się z dala od biedoty i patologii. Znałem wiele par i związków które kiedyś nazwano by mezaliansem gdzie różnica była ogromna i chociaż na początku wszystko wydawało się w porządku to 90% z tych związków się rozpadło lub skończyło rozwodami. W ogóle polecam na YT dokument - "czekając na sobotę" - tam są własnie takie rodzynki. Pozostałe 10 procent fantastycznie ukłąda sobie życie a to dlatego, że wspólnie przepracowali problemy wyniesione z domu i oderwali się od właśnie biedoty i patologii. W każdym związku następuje taki moment gdzie któraś ze stron albo obie strony zaczynają mocniej objawiać zachowania wyniesione z domu, dobre i złe, jeżeli te złe są w porę wychwycone to można to przepracować i iść przez życie dalej. No a jeżeli się nie przepracuje to zachowania patologiczne będą dominujące bo są głośniejsze. Zawsze twierdze, że w wielu przypadkach chamy rodzą chamów, a młode chamy stają się starymi chamami. Cała nadzieja w tych 10 procentach:)) Wystarczy.
A ja wręcz uwazam na odwrót - trzeba podawać im rękę, trzeba pokazywać im, że można inaczej.
Uwierz mi, że te dzieci zrobią wiele, żeby nie skończyć w tym g****e, w którym są ich rodzice, tylko nie zawsze wiedzą, że jest jakakolwiek inna opcja.
W liceum udzielałam korków w pewnej świetlicy dzieciom, które pochodziły z patologicznych rodzin - gdyby miały warunki do nauki (nie tylko miejsce, ale też poczucie względnego bezpieczeństwa) byłyby dużo lepsze od tzw. "dzieci z dobrych domów".
Świat nie jest sprawiedliwy, ani nie jest równy, ale to, co proponujesz, jest tylko i wyłącznie pogłębianie tej przepaści, badar.
Myślę, że ten komentarz jest bardzo krzywdzący. Sama znam rodzinę z biedniejszego regionu, nie przelewało im się, czwórka dzieci. Teraz już wszystkie dorosłe, zaradne, tworzą szczęśliwe rodziny i związki. Status materialny to nie wszystko, jeśli w rodzinie jest miłość, a ludzie mają głowy na karku. Nie mówię tu o patologii, a skromniejszych środkach. To, że ktoś pochodzi z biednego domu nie sprawia, że nie nadaje się na partnera. Często to potem osoby zaradne i walczące o lepszą przyszłość. Czasem bardziej niż rozpuszczone księżniczki i książęta. Nie można tak uogólniać.
A potem tacy wlasnie mówią, że ta zła kobieta mnie zostawiła bo leci tylko na hajs i żadna nie pokocha wrażliwego faceta
Zauważyłam, że najczęściej o tym, że "te okropne kobiety są/były z nimi dla kasy" mówią faceci którzy jej nie mają.
Ale jaką opinię? Ktoś uwierzył że byłaś z biedną osobą dla pieniędzy? Albo co, jakiś brat sąsiada sprzedawcy z warzywniaka Twojego byłego uslyszał że ktoś z kimś zerwał? Czy całe środowisko uwierzyło że ten lokalny diler bez pracy to taki dobry chłopak był?
Trafiłaś na najgorszy rodzaj człowieka - pasożyt dla którego nie ma pracy, bo kraj nienawidzi takich jak on ;)
Ale swoją drogą to zawsze mnie bawi, jak dzieci bogatych rodziców, które same nie zrobiły nic, aby mieć pieniądze, doradzają w tej kwestii innym :D
badar2 pisał o tym, żeby nie wiązać się z biedotą i patologią, a ja napiszę, żeby nie wiązać się z ludźmi z bogatych domów, jeżeli sami jesteście niezamożni. W takich zamożnych rodzinach często jest więcej patologii niż w ubogich domach, rozpuszczone, nieporadne życiowo gówniaki, rodzice zadzierajacy nosa i czujący się lepsi od innych, bo MAJĄ WIĘCEJ. Sama byłam przez chwilę w związku z takim paniczem (sama pochodzę ze średnio zamożnej rodziny), a dla niego i tak byłam lamusem, bo nie było mnie stać na wyjazd na Bali za 2 tygodnie.
Zresztą autorka w tym wyznaniu pisze tak, jakby to ONA miała pieniądze, a nie jej rodzice. Chyba coś się jej pomyliło. "Tolerowałam to, że nie ma estetycznych ubrań, hollywoodzkiego uśmiechu" - oh, jakaś ty wspaniała i altruistyczna, wzruszyłam się. Nie zapomnij nigdy dziecino, skąd ty masz swoje estetyczne ubrania i hollywoodzki uśmiech.
Czy to tez moj były? Jesteś ze śląska?
O Boże, czy to moj były? Ta sytuacja maila miejsce na Śląsku?
Jak byłam na studiach, miałam takiego chłopaka. Utrzymywali nas moi rodzice, mieszkaliśmy w ich mieszkaniu i oni płacili czynsz. Na życie dostawałam 400zł na siebie, ale kupowałam za to jedzenie, ubrania, bilety miesięczne też dla niego. Ile nocy przepłakałam, jak się pieniądze kończyły, ile razy chodziliśmy do moich rodziców, żeby obiad zjeść... Oczywiście moje pieniądze były nasze, ale jego były jego. Jak tylko coś zrobił (zdarzało mu się utrzymać w pracy dorywczej max miesiąc, potem kilka miesięcy szukał kolejnej) to kupował gry, a resztę oddawał mamie. Mama (też biedna, najniższa krajowa), dodatkową gotówkę przeznaczyła na karmienie bezpańskich kotów najlepszą, pro karmą, bo przecież syfu im nie da.
Na szczęście kopnęłam panicznie w dupę i żyje szczęśliwie.