Od niedawna pracuję (a właściwie pracowałem) w jednej z sieci sklepów ze sportowymi ciuchami. W niedzielę, około godziny 18:00 weszła do sklepu dziewczyna, max 19 lat. Widzę po niej, że raczej nie posiada plantacji stówek na ogródku. Podchodzę i jak to sprzedawca zadaję pytanie: "Dzień dobry, w czym mogę pomóc?". W tym momencie dziewczyna mi zaczyna wymieniać parametry jakich oczekuje od kurtki. To odpowiadam, że owszem, że mamy taką kurtkę, która sprosta jej wymaganiom, ale kosztuje 500 złotych. Oczy dziewczyny od razu posmutniały, więc ja jako dzielny bohater (sprzedawca) proponuję inną, tańszą o połowę, jednak dziewczę nawet nie popatrzyło. Patrzę, wyjmuje portfel i zaczyna liczyć od banknotów po najmniejsze nominały. Miała 350 złotych i pytała, czy nie będzie w najbliższym czasie promocji na tą kurtkę. Jako że dopiero zaczyna się sezon, powiedziałem, że na pewno nie, ponieważ kurtkę dopiero dostaliśmy i wyprzedaże najszybciej będą po sezonie. Myślałem, że się rozpłacze (w sumie zdziwiło mnie to, że z powodu głupiej kurtki dziewczynie zbiera się na płacz). Powiedziałem więc, żeby podeszła z tą kurtką za 500 złotych do kasy, to coś "zdziałamy".
Zrobiłem jej rabat pracowniczy na 30% oraz 5% z karty stałego klienta, której stricte nie miała. Zapłaciła 325 złotych, ku mojemu zdziwieniu nie ucieszyła się tak bardzo jak myślałem, nawet nie podziękowała wzięła kurtkę i wyszła bez żadnego "do widzenia".
Minęło 15 minut... Dzwoni kierowniczka i mówi, że dziewczyna, którą obsługiwałem, to tzw. "tajemniczy klient", który ocenia pracę sprzedawców i że co ja w ogóle zrobiłem, że w ogóle mogłem jej tą kurtkę za darmo dać. Zwolniła mnie. Nie zawsze warto być miłym.
Dodaj anonimowe wyznanie
Zawsze myślałam że tajemniczy klient ma udawać "normalnego" klienta. Wypytywac, rozglądać się, zastanawiać i sprawdzać wiedzę sprzedawcy i jego podejście do klienta a nie brać na litość. Trochę to było nie fair. A zachowania kierowniczka nie komentuje, ona ma za zadanie dbać o interes sklepu. Więc ja rozumiem.
Dokładnie, pomyślałam to samo co Ty. Z tego co przeczytałam, laska odstawiła niezły cyrk w tym sklepie.
Tea napisalas to tak jakby to Twoja ciocia kupowała ten likier :)
Dziewczyna wykonała dobrze swoje zadanie jako tajemniczy klient - ma sprawdzić nie tylko wiedzę sprzedawcy, a również jego zachowanie - on oszukiwał na niekorzyść własnego pracodawcy. Jeśli ktoś daje się przekonać "na litość", to może pomóc w zupełnie inny sposób - samemu zapłacić albo zaproponować tańsze sklepy.
~ Saitama, całkowicie się z Tobą zgadzam. Co to jest aby dawać zniżki pracownicze dla klienta bo ma smutną minkę? Rozumiem wszystko, ale to idiotyzm.
Z tego co pamiętam to kiedyś tajemniczy nie miał nic finalnie kupować. Z zachowaniem również miał być normalny a nie rżnąć głupa.Jednakże nie zmienia to faktu ze fail dla autora.
@DWK może kiedyś tak było, ale teraz w większości kupują. I uwierz mi, rżną głupa jakich mało. Gdy tylko widzę takie osoby to zachowuję się najbardziej profesjonalnie jak potrafię :)
@Tosia26 Kosztem sklepu chciał pomoc. Jakby jej że swoich dołożył, to by było uczciwie.
Nie widze tego w kategorii "bycia milym". I w moim odczuciu niewlasciwe bylo uzycie znizki pracowniczej tylko dlatego, ze dziewczyna zrobila mine smutnego szczeniaczka. Dla rownowagi powinno to byc proponowane kazdemu klientowi... oczywiscie znizka a nie smutna mina ;)
Swoja droga pracodawca nie musial od razu tez zwalniac.
W sumie jakby nie patrzeć sklep na tym trochę kasy stracił, a gdyby ta dziewczyna potrzebowała kurtki, mogłaby wziąć inną, nie jakaś "wypasioną".
Sprzedanie komuś MEGA-drogiej kurtki (pół tysiąca...) częściowo na koszt sklepu, to nie "bycie miłym" a kradzież. Jakbyś zapłacił ze swoich to co innego.
o ja pierdziele..... Jak to się mówi dobry człowiek musi mieć dobre serce, ale twardą dupę. Też zaliczam się do tego grona. Przykro mi.
Od razu wiedziałam, że to będzie tajemniczy klient. No cóż, masz nauczkę.
Ja pracuje w znanym butiku. Głównie słynie on z tego że są bardzo wysokie ceny. Mam rozne klientki. Ostatnio przyszła pewną pani rozgląda się, patrzy ogląda. Mamy obowiązek zapytania się zawsze " czy w czymś może pomóc, doradzić?" Więc jak zawsze się zapytałam się o to. Pani odpowiedziała że nie. Po jakimś czasie ta pani oglądała sukienkę. Dla pewności zapytałam się jeszcze raz czy może doradzić ewentualnie wyszukać rozmiar. Ta klientka z wielkim bulwersem odpowiada " przecież mówiłam że nie chce!! Jak będę chciała To Panią zawolam" więc czasami warto odpuścić bycie miłym i nic nie proponować.
Bo niektórzy powinni zrozumieć, że pomoc klientom w taki sklepach to również praca, obowiązek, a nie robienie na złość :p
W takich* oczywiście
Jednak najbardziej wkurza mnie to że wchodzą jakieś Panie nie powiedzą ani dzień dobry ani nic. Na moje pytanie czy w czyms może pomóc udają ze nic nie slyszaly. Pi czym bez słowa wychodzą. I jak tu być miłym :x
@kalbi potem się dziwią ze w innych sklepach nie zostaną pitraktowani tak jakby tego chcieli
Tylko, z drugiej strony, czasami chcę coś spokojnie obejrzeć, przemyśleć zakup albo zwyczajnie pooglądać towary w sklepie. Ale "na ogonie" cały czas siedzi mi Pani ze Sklepu, która co chwilę dopytuje się "czy jednak mi nie pomóc?". Nosz kurczę. Nie... tak samo jak trzy minuty temu. Rozumiem, że pracownik ma obowiązek zadać takie pytanie, ale skoro raz odmówiłam... Jeżeli jednak będę potrzebowała tej pomocy to przyjdę i poproszę.
@Rilliane otóż to!! Jeśli podziękowałam raz, bo chcę po prostu w spokoju obejrzeć towar, to po cholerę sprzedawca pyta po raz drugi? To bardzo irytujące i człowiek czuje się osaczony. Jeśli będę potrzebowała pomocy, poproszę przecież...
powinieneś się cieszyć, że nie obciążyła Cię różnicą w cenie, a tylko zwolniła.. Bo zrobiła dokładnie to co do niej należało, a Ty niestety wybacz ale dałeś D***Y bo markowy sklep to nie targowisko..
lol różnica w cenach to 175 zł, naprawdę uważasz, że to bardziej obciążające niż utrata pracy? ;p
Poza tym- mało kto o tym wie, ale polskie prawo pozwala się targować. Także w sklepach.
Chciales byc mily i tak sie to skonczylo ;-)