#ztEbb
Byłem otyły odkąd pamiętam. Składało się na to kilka czynników - mieszkanie w bloku w centrum miasta, a co za tym idzie zerowa aktywność fizyczna, troskliwa opieka babci czy sterydy, które zażywałem jako leki będąc małym brzdącem. W związku z moim wyglądem miałem wiele nieprzyjemności. W podstawówce wielokrotnie byłem wyśmiewany z powodu nadwagi. Pod koniec szkoły straciłem "przyjaciela", który dołączył do elitarnej loży szyderców. Podobnie w gimnazjum, śmiechy, drwiny i wyzwiska. A ja? Kupowałem sobie ciastko na poprawę samopoczucia. Oczywiście, chciałem coś ze sobą zrobić, zmienić się. Ale każdy kto próbował wie jak ogromny jest to wysiłek. Dużo łatwiej było otrzeć łzy i kupić sobie batona.
W liceum sytuacja trochę się poprawiła. Trafiłem na dość dojrzałą, porządną klasę, z którą mocno się zżyłem. Oczywiście nadal zdarzały się jakieś uwagi czy żarciki, ale pozwalałem na to, często nawet sam się z siebie śmiałem. W końcu dystans do siebie to podstawa. Mimo braku wrogości stare nawyki żywieniowe pozostały. Na wuefie mogłem tylko patrzeć jak koledzy podciągają się. W biegach zawsze zajmowałem ostatnie miejsce. Nawet jednej pompki nie byłem w stanie wykonać poprawnie.
Zaczęły się problemy ze zdrowiem. Nerki, serce. Czasami bolały mnie stawy, co w sumie nie jest dziwne. Któregoś dnia coś we mnie pękło. "Nie od jutra, nie od poniedziałku" pomyślałem. "Od dzisiaj". Zacząłem biegać wieczorami, zaczynałem od 700-800 metrów, bo tylko tyle byłem w stanie. Kompletnie zmieniłem dietę, na kilka miesięcy wyrzuciłem z niej słodycze. Żywiłem się głównie ryżem z kurczakiem i warzywami. Po jakimś czasie zacząłem chodzić na siłownię. Patrząc na wyświetlacz wagi za każdym razem motywowałem się dodatkowo. Stopniowo powracałem do normalnej diety i tak od ponad roku trzymam stałą wagę.
Przez około 4 miesiące straciłem 30 kilogramów. Zaczynałem od 122 kg. Patrząc na stare zdjęcia czuję wstyd, ale jednocześnie dumę. Oczywiście do figury modela nadal dużo mi brakuje, ale przynajmniej nie wstydzę się wyjść ze znajomymi na miasto. Fizycznie chyba nigdy nie byłem tak sprawny.
Po roku przerwy dzisiaj zrobiłem drugi krok. Wróciłem na siłownię. Nie zamierzam już wiele chudnąć, chcę po prostu być zdrowy.
Chciałbym żeby to anonimowe wyznanie miało jakiś morał. Tak więc:
- osobom szukającym motywacji: Pamiętajcie, początki są trudne, ale bądźcie silni, dacie radę. Ja dałem, wy też musicie. Nie od jutra. Od dziś!
- wszystkim uprzykrzającym życie innych: Czy warto jest się popisać przed innymi i wyśmiać kogoś tylko dlatego, że wygląda inaczej? Nieważne, czy jest gruby, ma inny kolor skóry. Słowa ranią, więc używajcie ich z rozwagą.
Ja postanowiłam zacząć od września. Chodzę do liceum w większym mieście niż moje, także możliwości większe. TO WYZNANIE BEDZIE MOJĄ MOTYWACJA :D
Wrzesień już jest a karnet na siłownię? :)
Autor pisze ZACZNIJ OD DZIŚ
mam zaczoc od 21:00? :D
Toanonimie - tak.
@Toanonim na przykład zrób teraz 15 brzuszków czy 10 pompek. Zawsze jakiś początek.
toanonim, na siłownię może teraz niekoniecznie ale ćwiczenia w domu też są okej :D t=
Ja odstawiam moje kochane słodycze i też rusze dupe z kanapy :-)
Kalistenika <3 Moim zdaniem ćwiczenia z własną masą są dużo lepsze od siłowni :P
Moją też ^^
Sama mam kilka nadprogramowych kilogramów. Twoje wyznanie motywuje - BARDZO. Gratuluję i pozdrawiam :)
Niektórzy faktycznie mają choroby, które spowalniają metabolizm. Ja np. mam niedoczynność tarczycy, mimo że trenuję sztuki walki, zdrowo się odżywiam, do tego dodatkowo biegam, robię sobie treningi siłowe, to jestem ,,zalany". Owszem mięśnie mam i jestem bardzo sprawny, ale ile razy byłem wyzywany od grubasów, ile razy słyszałem - ,,co z Ciebie za sportowiec, skoro masz brzuszek" i tego typu teksty. Chociaż myślę, że takie wyzywanie wynika z kompleksów, bo takie teksty najczęściej słyszałem od chłopaków typu łapa jak patyk i rekord na klatę 20kg. A od pewnych siebie ludzi, najczęściej słyszę komplementy, że fajnie że ćwiczę, widać że jestem dobrze zbudowany itp.
Trzeba być skończonym debilem by dokuczac komuś z powodu wyglądu. Powodzenia autorze!
Straszne jest to, że ludzie muszą dopiero zacząć chorować, żeby zrozumieć, iż nadwaga/otyłość jest niebezpieczna. Często wtedy już jest za późno, by wrócić do pełnego zdrowia...
Jak o palącym powiesz, że sobie niszczy zdrowie, to 99% osób przyzna ci rację. Jeśli to samo powiesz o osobie z dodatkowymi kilogramami, to większość cię zjedzie, że wcale nie. Otyłość czy nawet nadwaga są strasznie obciążające dla organizmu, ale naprawdę mało kto to rozumie. Smutne...
Gratuluję, ja ubolewam nad moimi 6 kg do zrzucenia, a tu tyle... naprawdę wielki szacunek :)
Bardzo motywujące wyznanie!:D Jednak mam pewien apel do ludzi, którzy są tolerancyjni tylko dla osób mających więcej kilogramów, a nie są już tacy dla bardzo chudych osób. Bardzo mnie to denerwuje kiedy na tę drugą grupę już nie patrzy się przychylnie. Cóż ludzie są różni ale własnie to jest piękne :D
Ale jaja
nie
Gratuluję siły woli i odwagi :) Trzymaj się!
Powodzenia!!! Nie poddawaj się i rób to co robisz, ale przede wszystkim dla siebie!!!