#zqZJC
Jeszcze do niedawna chciałam "zmienić świat" i zająć się tymi dziedzinami prawa, które uważałam za najbardziej szlachetne. Uważałam, że uda mi się zrealizować moją chęć pomocy innym w tym zawodzie. Może i idealistyczne podejście, ale dla mnie to naprawdę miało duże znaczenie. Muszę również nadmienić, że jestem feministką, która wierzy, że w naszym społeczeństwie nadal istnieją sytuacje, w których kobiety są na gorszej pozycji. Jak tylko mogę, staram się wspierać inne kobiety i cieszę się, kiedy odnoszą sukcesy i dobrze im się powodzi.
W czasie studiów odbyłam wiele różnych praktyk (nie mieszkam w Polsce), w tym roczny wolontariat w sądzie rodzinnym. To, co tam zobaczyłam, sprawiło, że straciłam zapał nie tylko do niesienia pomocy w moim zawodzie, ale także zauważyłam zachwianie mojej wiary w feminizm i pewnego rodzaju "solidarność jajników".
Niekiedy wracałam z sądu i chciało mi się wyć. Bo jakaś klientka znowu (tak, nie były to jednostkowe sytuacje) radośnie mnie informowała, że z premedytacją mści się na byłym, byleby tylko nie miał kontaktów z dzieckiem. Najczęściej było to w ramach kary za zdradę, bądź po prostu zwykłe wystąpienie o rozwód. Do tego dochodziły sprawy, gdzie kobiety posądzały swoich byłych o tak wstrętne rzeczy jak pedofilia względem dzieci, przemoc, narkotyki, alkoholizm. Nigdy nie zapomnę twarzy jednego pana, kiedy w końcu cała intryga jego byłej małżonki wyszła (całkowicie przypadkowo) na jaw - tej ulgi, że rzucane w niego oskarżenia o pedofilię były bezpodstawne. Tej twarzy, na której było widać cały horror, który zafundowała mu była żona, tylko dlatego, że ją zostawił.
Oczywiście, zdarzali się też i wątpliwi klienci płci męskiej - szczególnie zapamiętam jednego, który wydawał się być niesamowicie opanowanym gentlemanem, a który jak się potem okazało, w atakach furii topił żonę w muszli klozetowej.
Po tym wszystkim zwątpiłam w ludzi, zwątpiłam w kobiety, zwątpiłam w wymiar sprawiedliwości. Zobaczyłam, jak bardzo zaślepienie i nienawiść prowadzą niektórych do naprawdę przerażających czynów. Niejednokrotnie wracałam po wolontariacie do domu przeorana psychicznie.
To było trzy lata temu. Obecnie jestem na aplikacji w dużej firmie technologicznej, zajmuję się biznesową stroną prawa, dzięki czemu omija mnie cały ten emocjonalny balast. Trochę mi wstyd, ale w tym czuję się bezpieczniej - idę do pracy, robię swoje i wracając do domu mogę się swobodnie odciąć od pracy, nie muszę przetrawiać każdego dnia.
Nadal staram się pomagać ludziom w inny sposób, głównie przez organizacje charytatywne. Ale kiedy ktoś z dawnych znajomych pyta się mnie, czemu porzuciłam ideały i pracuję w mniej społecznie utylitarnym dziale prawa, to jednak nie mogę przyznać, że do dzisiaj przepracowuję traumę związaną z tamtymi praktykami.
Zacznij o tym mówić głośno.
Nie powinno się popadać w feminizm, ani andronizm (gdyby istniały takie ruchy), każdy człowiek zasługuje na nie bycie dyskryminowanym, niezależnie od płci. Przykładanie większej uwagi do dyskryminowanych kobiet niż mężczyzn to czysty seksizm.
Obecnie kobiety są częściej dyskryminowane społecznie, ale (w "cywilizowanych" krajach) TYLKO mężczyźni są dyskryminowani prawnie.
Przejawia się to najjaskrawiej w sprawach w sądach rodzinnych i oni też zasługują, żeby społeczeństwo było świadome, jakie sytuacje się dzieją, bo inaczej nigdy nikt sytuacją w tych sądach się nie przejmie.
Czy Ty właśnie nazwałaś dyskryminację prawną "kryzysem męskości"?
Wspominanie o historii feminizmu w kontekście pytania "Czy dalej jest istotny" to bardziej szkodliwa manipulacja niż jakikolwiek argument - sprawa dotyczy tego, że JUŻ nie jest on potrzebny (w Europie i Ameryce), nikt nie mówi, że kiedyś nie był potrzebny.
(Jako ciekawostkę dodam, że to co zrobiłaś, nawet Schopenhauer opisywał jako przekłamanie i manipulację - odnoszenie się nie do tezy drugiej osoby, tylko do zupełnie innego twierdzenia, w oczywisty sposób nieprawdziwego, ale trochę podobnie brzmiącego, by nieuważny czytelnik nie zauważył różnicy).
"nadal jest potrzebne wielu z nas"
Co może być [obecnie] potrzebne komukolwiek?
Potrzebne do czegokolwiek może być tylko coś, przynoszącego skutki rozwiązujące dany problem.
Jakie skutki w ogóle mogą przynieść ruchy feministyczne?
Nawet nie, jakie przynoszą, ale jakie w ogóle mogą przynieść?
Są dwie propozycje - skutki w prawie i skutki w sposobie myślenia ludzi.
Skutki w prawie, od czasu równouprawnienia, w oczywisty sposób, nie mogą powstać żadne na korzyść kobiet (chyba, że przy dyskryminacji mężczyzn, co jest niedopuszczalne).
Skutki w sposobie myślenia ludzi? Niestety, żaden z takich ruchów nie przedstawia sobą nawet potencjalnej możliwości zrobienia tego na korzyść kobiet. Utrwala tylko ich obraz jako niezdolnych do niczego bez cudzej krzywdy, roszczeniowych zbieraczek dotacji i zwolenniczek dyskryminacji innych.
Jedynym sposobem, w jaki feministki mogły by to osiągnąć, to opuścić podobne ruchy i iść na odpowiedni studia i do odpowiednich prac, by udowodnić, że taki obraz jest błędny.
Ruchy feministyczne z samej swojej definicji i natury pogłębiają tylko obie dyskryminacje, dotyczące obu płci i nie mogą nawet sprawić, by było inaczej. Uczestnictwo w nich jest bezcelowe i szkodliwe.
Tylko jedna, ostatnia rzecz - błędem jest udawanie, że deprecjonowanie, wykorzystywanie i ubezwłasnowolnianie kobiet cały czas trwają, tak samo dużym jak sugerowanie, że ktoś twierdzi, że nie miały miejsca.
>Wskaż błąd w argumentacji, wyjaśnij na czym polega, podaj źródła na potwierdzenie, że to nie własny wymysł, tylko faktyczny błąd
>"Próbujesz mnie obrazić, po co mi wyjaśniasz mój błąd, to buduje wrogość"
Ech.
Powtórzę jeszcze raz dla pewności, że ja nie piszę o subiektywnej ocenie skutków działań obecnych feministek, a dokładnie wyjaśniam mechanizmy i to dlaczego ich działania nie mogą pchać sytuacji w dobrą stronę.
Jest to studium problemu, nie założenie "bo mi się WYDAJE, że to dlatego". Bo jeśli chodzi o wydawanie, to chyba jednak więcej ludzi odczuwa, że przez działania feministek, kobiety w poważnych zawodach są traktowane jak niekompetentne "bo były naciski na firmy, by zatrudniły kobiety, niezależnie od kompetencji" itd.
Bardzo się cieszę, że niektóre feministki oprócz działań na rzecz ruchu i ideologii, podejmują także nieideologiczną (nawet, jeśli to ideologia je do niej pchnęła) działalność charytatywną.
To świadczy o tym, że wiele z tych kobiet to wspaniałe osoby, które chciały naprawdę coś dobrego zrobić, nie tylko wyładować agresję i wywalczyć przywileje. Szkoda, że one nie przemyślały tego, w jakim kierunku chcą robić resztę (oprócz działalności charytatywnej) tych "dobrych rzeczy" bo gdy wpychasz kogoś w przepaść mając dobre intencje, wciąż wpychasz go w przepaść. Nie powinno się mieszać działalności charytatywnej z ideologiami, popieranym i przez wolontariuszy bo inaczej wychodzi na to, że np. Nazizm jako IDEOLOGIA miał swoje bardzo dobre strony, skoro organizowano w ramach jego działaczy, pomóc potrzebującym Niemcom.
"Czy Ty..." "Nie :)"
Więc jeszcze lepiej. Albo mylą Ci się Twoje słowa, albo porównujesz najpoważniejsze problemy jednej strony, z nie-najpoważniejszymi drugiej. I z tego wywodzisz "strona X ma gorzej".
Mam nadzieję, że chociaż tym razem nie poczujesz się urażona gdy powiadomię Cię, że ten sposób myślenia jest błędny i logicznie sprzeczny.
Etanolansodu
Dziękuję. Doceniam to tym bardziej, że chyba conajmniej raz w czymś mocno się nie zgodziłyśmy.
Potraktuj, proszę, ostatnie zdanie również jako komplement w Twoją stronę, bo oznacza bardzo pozytywną cechę.
No ok, masz rację, pomięłam tytuł - "Erystyka" jest źródłem opisującym Twój błąd.
Nie oczerniłam Cię nawet najmniejszym słowem czy literką - mówiłam tylko o fakcie, że manipulowałaś.
Żeby była jasność - naprawdę, nie uważam, że zrobiłaś to celowo.
W żadnym wypadku nie zarzucam Ci złych intencji!
(Nawet myślałam pisząc to, myślałam, czy nie dorzucić tego, co teraz mówię w poniższym akapicie - dlatego wspomnienie o manipulacji celowo napisane jest tak, by nic nie wskazywało na jej umyślność)
Wręcz przeciwnie, mimo braku dowodów, że nie były złe, ja w to głęboko wierzę - wiem, że częsta ekspozycja na błędy logiczne i manipulacje, niemożliwe do uniknięcia w ruchu nielogicznym i do niczego dobrego nie prowadzącym, może spowodować, że ludzie zaczynają to powielać.
W końcu, gdyby zauważali je wystarczająco wcześnie, żeby zdążyć zareagować, nigdy by do takiego ruchu nie dołączyli.
Głęboko wierzę, że nie masz i nie miałaś złych intencji, nawet teraz, gdy próbujesz zarzucać, że widzenie i wyjaśnianie Twoich błędów i manipulacji może być spowodowane tylko złymi emocjami.
Wydajesz się rozumieć już, że feministki działające na rzecz zmian prawnych teraz, w cywilizowanym świecie, nie namawiają do niczego dobrego, jedynie do pogłębienia dalszej dyskryminacji prawnej mężczyzn.
Feministki "kiedyś" gdy kobiety były jeszcze dyskryminowane prawnie, i feministki, działające wyłącznie na rzecz krajów, gdzie tak wciąż jest to zupełnie inna sprawa i to pochwalam.
Nie możesz jednak pochwalać szkodliwych zachowań, "bo czasem zbiór osób który robi coś złego pokrywa się ze zbiorem osób, który robi coś dobrego". Zgadzasz się z tym, prawda? Nie możesz mówić "zabijanie kotków jest w porządku, bo kilka z osób zabijających kotki, ratuje też pieski".
(Znowu limit znaków, druga połowa niżej)
Mam szczerą nadzieję, że rozumiesz wszystko co wyżej i że się w tej kwestii zgadzamy.
Więc teraz posłuchaj, proszę, uważnie.
Robienie złych rzeczy na rzecz grupy X zniechęca do grupy X, prawda?
Więc już niech będą te parytety - skoro są złe moralnie (z czym możesz nie nie zgadzać, bo część ludzi myśli sobie "Mam prawo skrzywdzić niektórych ludzi, bo wierzę, że przyniesie to kiedyś pozytywne zmiany w budowie społeczeństwa"), a przynajmniej wiele osób tak uważa, choć by i mimowolnie będą czuli tą niesprawiedliwość i niechęć do grypy, na rzecz której są krzywdzeni.
Jeśli wiesz, że żółte samochody produkowane są z silnikami, a czerwone w wielu przypadkach opuszczają ją bez i nie przyjmują zwrotów, będziesz zawsze się obawiać, że czerwony, który próbują Ci sprzedać, może być krytycznie wybrakowany, prawda? Albo bardziej realistycznie, książkom z drukarni A czasem brakuje kartek.
To samo dzieje się, gdy firmy chcą zdobyć poklask i uznanie środowisk przekonanych przez feministki, że trzeba przyjmować więcej kobiet, a nie po prostu "więcej kompetentnych ludzi, spełniających wymagania".
Póki to się nie skończy, kobiety będą zawsze traktowane z podejrzliwością i preferowani mężczyźni "bo ona pewnie dostała pracę przez ""antydyskryminacyjną" politykę""
Być może w którymś miejscu tych długich wiadomości wyraziłam się nieczytelnie, ale nie nazwałam dyskryminacji w sądzie "dyskryminacją prawną", dyskryminacja prawna to parytety, dyskryminacja w sądzie to kolejny problem.
Dlatego pisałam, że wyłącznie mężczyźni są dyskryminowani prawnie, a za to kobiety częściej(częściej - nie "wyłącznie") społecznie - zamiast napisania, że mężczyźni prawnie, kobiety społecznie.
Zmineralizowana, Twój pierwszy komentarz to najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek przeczytałam na tej stronie. Zwłaszcza fragment o tym, że wyspecjalizowanie w jednym zagadnieniu nie musi oznaczać deprecjonowania drugiego.
Po prostu... Nie wszystko dla wszystkich 🙂
Kobiet, które wykorzystują dzieci aby mścić się na byłych facetach jest zapewne nie więcej niż mężczyzn, którzy stosują wobec swoich partnerek przemoc fizyczną, psychiczną czy ekonomiczną, czy facetów, którzy ukrywają dochody, albo w inny sposób migają się od płacenia alimentów na swoje dzieci. W każdej grupie znajdą się ludzie, przez których można zwątpić. Myślałaś, że w każdej sprawie rozwodowej mężczyzna jest oprawcą, a kobieta ofiarą? Masz traumę, bo dotarło do Ciebie, że nie tylko mężczyźni bywają podli?
Biorąc pod uwagę, że sama przyznaje się, że wcześniej "wierzyła w feminizm" to akurat możliwe, wiele z nich ma tak wyprane mózgi, że szczerze wierzą, że tylko kobiety mają prawdziwe problemy, a sprawy mężczyzn z problemami to kwestia marginalna.
bo autorka zle postrzegala feminizm, on walczy wlasnie z dyskryminacja mezczyzn w sadach. nie chodzi nam o wyzszosc kobiet, a o RÓWNOŚĆ płci
Dkaczego nie mozesz? Nie kazdy nadaje sie, do takiej pracy i tych ton obciazenia. To zaden wstyd. Trzeba byc silnym, zeby umiec sie do tego przyznac.
Najpewniej świat stracił możliwość posiadania wybitnego prawnika, który szczerze wierzy w ideały i naprawdę chce je realizować, aby naprawdę coś naprawić / poprawić nawet w minimalnym stopniu. Szkoda. Naprawdę szkoda.
Jednak Cię rozumiem. Ludzie, którzy żyją ideałami mają przekichane łagodnie rzecz ujmując. Najbardziej ich boli zderzenie z rzeczywistością.
Chociaż ja nadal jestem głupia, bo wierzę w to wszystko, co wpoił mi Dziadek, gdy byłam dzieckiem. Jego ideały są nadal moimi ideałami. I dostaję po mordzie, po dupie tęgie lanie od zawsze, ale wiesz co... Nie chcę tego porzucać. Nie umiem nawet. Obijaj mi pysk do upadłego, ja Ci co chwilę nastawię drugi policzek. Bo wierzę.
A ty tak serio myślałaś że świat jest sprawiedliwy? Są ludzie źli i dobrzy, lecz na końcu i tak większość pomyśli o sobie. Świata całego nie zbawisz, ale możesz pomagać pojedynczym jednostką, które być może zmienią się dzięki temu na lepsze. Będąc prawniczką powinnaś mieć tego świadomość. Do takich zawodów trzeba wykształcić sobie twardą psyche, żeby ci to nie prześladowalo w prywatnym życiu.
Wyznanie brzmi, jakbyś urodziła się wczoraj.
A ja coś prawdziwego, choć niepoprawnego ostatnio. Większość samotnych matek - po rozwodzie/rozstaniu - wychowuje swoje dziecko/dzieci samodzielnie, czasem przy pomocy rodziny w sytuacjach awaryjnych. Większość ojców, którzy starają się o opiekę nad dzieckiem po rozwodzie/rozstaniu ma pewność, że babcia i dziadek przejmą codzienną opiekę, gdy tatuś będzie w pracy. O chętnych do pomocy samotnemu ojcu koleżankach z pracy i sąsiadkach nie wspomnę, za to nie widzę takich chętnych facetów, gotowych do zajęcia się dzieckiem samotnej matki. Tak tylko piszę, bo i tak ogólnie wszyscy krzyczą o przegranej faceta w sądzie. A wredni ludzie nie mają płci.
Najgorszą konsekwencją zachowania kobiet wykorzystujących dzieci żeby się mścić jest to jak sędziowie patrzą na matki prawdziwie walczące o dziecko z ojcem, który w ramach zemsty znęca się nad dzieckiem w weekendy. Przemoc psychiczna, kłamstwa, wmawianie ,że mama nie kocha, że zrobi krzywdę a potem płacz tatusia "to ona jest zła, mści się, to typowe dla kobiet". Aktualnie stereotyp "ojciec jest zawsze zły" ustępuje "matki zawsze kłamią bo się mszczą". Czemu o tym nikt nie mówi?