#ae1sT
Pomijając jeżdżenie wkoło po rondzie i konieczność dopytania na stacji paliw co mam tankować do diesla, raczej nic wielkiego ani zabawnego. Jednak ostatnio przebiłam samą siebie. Auto za każdym razem myłam w myjni szczotkowej... ale gdyby tak zostało, nie byłoby tego wpisu....
Korzystając z ładnej pogody, postanowiłam pierwszy raz sama umyć auto na myjni bezdotykowej. Wrzuciłam wszystkie drobne, wybrałam pierwszy program i wzięłam się za mycie... Kurczę, patrzę na inne stanowiska, no myją normalnie... A u mnie ciśnienie jak z konewki... No, ale nic, wrzuciłam, to myję... Niezrażona okrążam auto raz. Potem drugi... Inni kierowcy zerkają na mnie z uśmiechem, myślę sobie – współczują może. Trzeci raz, przy czwartym zaczynają mnie boleć ręce... Przy końcu piątego z sześciu cykli podszedł do mnie rozbawiony chłopak i patrząc na mnie z politowaniem, zapytał, najpewniej retorycznie: „A pani wie, że to trzeba na lancy spust nacisnąć?”. No to nacisnęłam... Wtedy już stało się jasne, skąd to ciśnienie, uśmiechy innych kierowców... Szkoda tylko, że akurat wtedy skierowałam lancę w dół.
Tak oto wróciłam zawstydzona do domu, z mokrymi butami, ale przynajmniej z umytym autem i nową wiedzą...
A mycie i tak cholera trafiła, bo całą noc padało...
Czy to taki dyshonor zapytać o wskazówkę? Byli tam inni myjący Na ogół młode kobiety bardzo łatwo uzyskują pomoc.
Każdy przeżywa "pierwsze razy" i zapytanie o poradę nie boli.
Bo mycie samochodu to najlepszy sposób wywołania deszczu.