#zgrE1
Mieszkałyśmy wtedy na "farmie" oddalonej nieco od reszty domów we wsi, gdzie oprócz kilku pomieszczeń gospodarczych dla zwierząt był tylko jeden domek, taki jednopokojowy. Kibel miałyśmy na wierzchu.
Ogółem to pamiętam, że ciążę moja matka znosiła bardzo źle, a po śmierci ojca kompletnie odcięła kontakt z ludźmi ze wsi, a kiedy ktoś chciał przyjść spuszczała psy z łańcucha, aby przegonić nieproszonych gości. Jeśli coś było potrzebne ze sklepu (do najbliższego było półtora godziny drogi na piechotę) - wysyłała mnie.
Noc w którą zaczęła rodzić, pamiętam dokładniej niż jakąkolwiek inną rzecz w swoim życiu. Musiałam siedzieć w innym koncie domu, ale pamiętam jej wrzaski, krew na prześcieradle, a potem płacz dziecka. Pamiętam ten charakterystyczny zapach krwi oraz fekaliów i innych substancji. Pamiętam tą małą istotkę zawiniętą w zakrwawiony materiał, młócącą miniaturowymi piąstkami powietrze i odgłosy jakie z siebie wydawała. Jej buzię...
Kiedy tylko matka doszła do siebie, kazała mi nie ruszać się z domu, a sama wraz z wciąż kwilącym dzieckiem wyszła na zewnątrz. I to był ostatni raz gdy je widziałam.
Wróciła jakieś dwadzieścia minut później, na pewno nie więcej i kazała mi zapomnieć o całej sytuacji. Powiedziała, że dziecko zmarło przy porodzie i tak mam wszystkim mówić.
Nie mam pojęcia co z nim zrobiła. Szczerze mówiąc, boję się, że wrzuciła je do świń aby je zjadły, albo zakopała na terenie. Nie mam żadnych bardziej racjonalnych pomysłów co mogła z nim zrobić w tak krótkim czasie, a ja miałam zakaz zbliżania się do chlewu, bo świnie były bardzo agresywne (za życia jedynie mój ojciec się nimi zajmował, matka po jego śmierci nawet nie otwierała ich, a jedynie wrzucała czasami resztki przez takie małe okienko na środku ściany).
Dwa miesiące później udało jej się sprzedać farmę i wyprowadziłyśmy się do miasta. Tam poznała mężczyznę, z którym wzięła ślub, a potem urodziła jeszcze dwójkę dzieci.
Kilka razy próbowałam zacząć z nią ten temat, oczywiście delikatnie, ale ona twierdzi, że nie była w żadnej ciąży i coś sobie wymyśliłam.
Nie pamiętam żeby jakieś wyznanie tak zmroziło mi krew w żyłach. Jestem ciekawa co było później, wasza relacja i czy nie przeszłaś jakiejś traumy?
Całkiem możliwe, że rzuciła je świniom na pożarcie. Świnie są wszystkożerne - zjedzą wszystko, pewnie trzymała je kilka dni na głodzie, a potem nakarmiła niemowlakiem. U nas na wsi po jednym chłopie, który poszedł je oporządzić i zemdlał w chlewie zostało kilka kostek, a co dopiero po dziecku. Generalnie więc dobry sposób na to, by zatrzeć ślady.
stary dobry motyw z Hannibala, idealnie jest rzucic zwloki swinkom, prawie nic sie nie uchowuje
lepsze to niz meczyc sie z kopaniem, topic, martwiac sie, ze wyplynie i ktos skojarzy...
jednak niestety duze prawdopodobienstwo swin
Świnki idealnie pozbędą się zwłok. Trzeba tylko pozbyć się włosów i zębów, albo przed albo po karmieniu, bo tego świnia nie strawi i wydali.
no z niemowlakiem raczej tych problemow nie bedzie...
@bazienka z niemowlęciem nie. Uniwersalny przepis :)
Zaraz zemdleje..... Jak .... Swoje dziecko.... Boże 😭
Juz wiem gdzie mieszkasz ;) mieszkam jakies 30 km dalej
Dzieci często tworzą fałszywe wspomnienia szczególnie po takich przeżyciach jak śmierć ojca. Mogłaś mieć taki sen, obejrzeć film itp. Możliwe, też że tak się stało. Teraz to bez znaczenia- nie udowodnisz tego, nawet gdyby to ściągniesz wstyd na siebie i rodzeństwo bo niestety tak jest, że później jest się znanym jako "była żona pedofila" "syn morderczyni" itp
aha i przez kilka miesiecy wymyslac rosnacy ciazowy brzuch?
Nie przez kilka miesięcy. To dziecko niekoniecznie zna się na ciąży itp. Poza tym co się czepiasz? Napisałam, że to jedna z opcji. Nikt nie wie jak było prócz matki autorki.
Inaczej. Matka mogła urodzić przy niej dziecko, ale noworodek mógł przestać oddychać i umrzeć. Powodów śmierci po porodzie mogło być wiele, w końcu rodziła sama w domu. Mogła później wynieść te maleństwo i zakopać na szybko. A autorka z powodu bycia małym dzieckiem nie zapamietała tego zbyt dobrze tzn mogło jej wydawać się, że było inaczej; że coś trwało długo choć tak naprawdę trwało jedynie 5 minut itp.
Dodatkowo mama teraz mówi, że nic takiego się nie wydarzyło. Możliwe że kłamie, albo uraz psychiczny wymazał jej to wspomnienie. Podobno coś takiego jest możliwe przy ogromnym stresie.
Wątpię abyśmy dowiedzieli się prawdy, autorka musiałaby wrócić na wieś, ludzi popytać, takie "śledztwo" przeprowadzić. Ale to już od niej zależne czy ma chęci na to, siłę i odwagę.
Czemu zaraz, że autorka sobie uroiła ciążę matki? Przecież w różnych miejscach w kraju znajdowano porzucone zwłoki noworodków.
TO malenstwo, na listosc boska
autorka miala 9 lat, nie byla malym dzieckiem
Nie uroila, tylko stworzyła zafałszowane wspomnienie. To jedna z możliwości. Były przypadki gdy dziecko pod wpływem stresu, sugestii, oglądanych filmów tworzyło wymyślone wspomnienie np molestowania do którego nigdy nie doszlo. Dzieci zwłaszcza w stresie, w trudnych warunkach mogą też źle ocenić czas np miesiąc to dla nich pół roku a cały wieczór to godzina.
Śmieszy mnie to już jak wszyscy udają tu specjalistów od wszystkiego. Wszystkim wmawiacie traumy i urojenia :D
@bazienka czytaj dobrze - "(...) wynieść te maleństwo i zakopać na szybko." No chyba nie pisalam o autorce w tym wypadku.
@materialistka nikt nikomu nic nie wmawia, jedynie dyskutujemy jak to mogło być. Ani ja, ani Softkitty1 nie pisze, że tak było tylko, że tak mogło być. Od tego są komentarze, aby możnaby sobie pogdybać.
czytam ze zrozumieniem
i TO malenstwo. ono. jedno.
w jezyku polskim w liczbie pojedynczej jest fora ten/ta/TO, nie wystepuje forma TE, wiec pisanie TE dziecko, TE malenstwo jest bledem i krzywdzi mnie w mozg
prawidlowo byloby jesli bylyby to TE MALENSTWA, w liczbie mnogiej
jak piszesz TE w liczbie pojedynczej, to walisz byla ze az oczy bola
poza tym potworkiem jazykowym
" A autorka z powodu bycia MALYM dzieckiem nie zapamietała tego zbyt dobrze"
autorka miala 9 lat- pierwsze zdanie historii- "Miałam dziewięć lat, pół roku wcześniej zmarł mój ojciec"
9 lat to NIE JEST juz male dziecko, to calkiem ogarniajacy mlody czlowiek
jestem jedna z ostatnich osoba na tym protalu, ktorej mozna zarzucic nieczytanie ze zrozumieniem
Okrutne :(
Jedno z mocniejszych wyznań. Straszne. Musieliście być w naprawdę ciężkiej sytuacji, że zdecydowała się na taki krok.
Nic jej nie usprawiedliwia. To nie matka, to potwór.
Co za matka... Może ojcu też coś zrobiła? 😳
Nie strasz!
"koncie domu"
Jak dawno to było?
Mam nadzieje że to zmyślone wyznanie.
Straszne. Odkąd jestem na Anonimowych, żadne wyznanie mnie tak nie poruszyło.