#sXvtA

Mój mąż jest impotentem. Jesteśmy rok po ślubie, już przed zdarzały się akcje typu: coś mnie boli, nie ten dzień, kochanie... ale dopiero w momencie, kiedy dochodziło do gry wstępnej. Wiele razy starałam się, jestem otwarta i nie boję się próbować nowych rzeczy. Tłumaczyłam i prosiłam, żeby mówił wcześniej, że nie ma ochoty, a nie dopiero w akcji. Myślałam, że to moja wina. Bielizna, pieszczoty – walczyłam, jak się dało. Niestety z różnym skutkiem.

Stwierdziłam, że skoro ślubowałam, to nadal będę się starać. Na walentynki zaaranżowałam miłą niespodziankę. Cały dom w świecach, romantyczna kolacja, wino. Ja w pięknej bieliźnie, jakiej nie widział nigdy, czerwone szpilki, kokietowałam. Udawał, że mu się podoba. Flirtował, a ja nawet nie fochałam się o brak kwiatów czy czegokolwiek. Chciałam pokazać, że mimo wszystko mi zależy. Droczył się ze mną, nakręcił... po czym jak zwykle stwierdził, że to nie ten dzień.

Poczułam się upokorzona jak nigdy. Mam wyrzuty sumienia, ale myślę, żeby odejść. Chyba nigdy nie będę szczęśliwa. Anonimowe w tym jest to, że nawet nie mam komu o tym powiedzieć, bo wszystkie koleżanki wokół twierdzą, że ich życie łóżkowe kwitnie. Też bym tak chciała.
Duszka1 Odpowiedz

Skoro już przed ślubem było źle, to sądziłaś, że po ślubie nastąpi cudowna poprawa? Nigdy tak nie jest. Zwykle po ślubie to, co wcześniej było tylko niepokojącym sygnałem staje się realnym problemem, więc niestety, ale Twój czas reakcji jest sporo spóźniony.

Na szczęście istnieją seksuolodzy. Przedstaw mężowi swoje uczucia i przemyślenia najszczerzej jak tylko się da, włącznie z tym, że rozważasz rozstanie i zaproponuj pomoc seksuologa. Dobrze gdybyś na tym etapie okazała mu trochę wyrozumiałości tak aby potraktował to jako etap Waszego związku, a nie porażkę, w której zawiódł jako mężczyzna. Daj mu czas do przetrawienia tego tematu, a jak zgodzi się na terapię to też nie licz na natychmiastowe efekty, ale po prostu bądź cierpliwa. Dojrzały facet świadomie angażujący się w związek na to pójdzie, a jeśli jednak nie zdecyduje się na taki krok, to cóż... sama oceń czy warto kontynuować takie małżeństwo.

HansVanDanz Odpowiedz

Jeżeli jest impotentem, to bielizna i łóżkowe sztuczki nie pomogą.
Jeśli jest stosunkowo młodym mężczyzną, bez chorób, to pomóc może tylko specjalista.

KurzaStopa Odpowiedz

Zatajenie informacji o zdrowiu i impotencja to podstawy do unieważnienia małżeństwa, jeśli mieliście ślub kościelny.

anonimowe6692

To jest właśnie ta wielka miłość do bliźniego w KK - facet Cię bije, zdradza, znęca się psychicznie, szantażuje? No trudno, przysięgałaś do śmierci. Okazało się, że nie może mieć dzieci? Proszę, tu jest rozwód (ale nie nazwiemy go rozwodem, żeby się nie kojarzyło z rozwodem cywilnym).

Zanim ktokolwiek zacznie się zastanawiać nad rozwodem, wypadałoby porozmawiać z partnerem o problemie, może spróbować terapii, może jakiejś diagnostyki. Może facet ma jakąś traumę, może problemy hormonalne. Może go ksiądz gwałcił na parafii, jak już przy KK jesteśmy (tu już bardziej żartuję, choć wiadomo, nic nie jest niemożliwe).

Najbardziej prawdopodobne jest to, że jest to fake wyznanie z serii pewnego niespełnionego pisarza, bo jest utrzymane w takim samym stylu jak inne jego teksty.

ArabellaStrange

Wg prawa kościelnego nie można unieważnić zawartego małżeństwa. Można zbadać i stwierdzić, że jakieś małżeństwo od samego początku było nieważne, czyli nie zaistniało.

I Kościół jak najbardziej doradza rozstanie się z przemocowym małżonkiem. Nie można zawrzeć innego związku, jeśli małżeństwo było ważnie zawarte, ale jak najbardziej można być w separacji.

A to, że niektóre ofiary przemocy zostają w takim związku ma mnóstwo powodów i JEDNYM z nich może być niezrozumienie istoty małżeństwa.

anonimowe6692

Stwierdzenie, że małżeństwo od początku było nieważne, a rozwód dla osoby zainteresowanej nie stanowi żadnej różnicy. Nazywają to tak, żeby nie było, że dopuszczają rozwód. Co z tego, że dopuszczalna jest separacja, skoro nie jest dopuszczalne zawarcie nowego związku? Dalej mamy tu nierówność: partner był bezpłodny = można porzucić i wejść w nowy związek, partner był przemocowcem = nie można wejść w nowy związek.

ArabellaStrange

Jeśli ktoś jest wierzący, a tylko takie osoby będą zainteresowane stwierdzeniem nieważności małżeństwa, to różnica jest diametralna. Małżeństwo katolickie jest z założenia nierozerwalne. Separacja ma bronić przed przemocą tzn. że właśnie nikt nie jest zmuszony mieszkać z oprawcą.

ArabellaStrange

A impotencja będzie powodem stwierdzenia nieważności tylko w konkretnych okolicznościach.

anonimowe6692

Ta "diametralna różnica" istnieje tylko w nazewnictwie. Skutkiem rozwodu jest to, że zainteresowani nie są małżeństwem i mają prawo wejść w inny związek. Skutek unieważnienia małżeństwa jest dokładnie taki sam. Mówienie, że tego małżeństwa nie było jest w zasadzie okłamywaniem samego siebie. Mówiąc krotko: to jest nie nazywanie rzeczy po imieniu dla większego komfortu sumienia. Nie mam problemu z tym, żeby ludzie sobie tak nazywali, jak się z tym czują lepiej, ale to nie zmienia faktu, że to jednak hipokryzja. Niemniej nie chodzi mi tutaj o samo nazewnictwo, bo jest nieistotne. Chodzi o to, że coś na co małżonek nie ma wpływu jak impotencja, może być powodem do rozwiązania, a taka np przemoc (na którą małżonek wpływ jak najbardziej ma) już nie. I to jest chore i nie ma nic wspólnego z miłością do bliźniego

Dodaj anonimowe wyznanie