#aajGC
Matka alkoholiczka, która zostawiła mnie z ojcem, jak miałem 14 lat, i powiedziała mi raz po pijaku: „Szkoda, że cię nie wyskrobałam, pier*olony bękarcie”. Matka, której przestałem ufać po tym, jak jej się zwierzyłem ze swoich problemów nastolatka i ona rozgadała to wszystkim koleżankom, a koleżanki swoim córkom (z którymi chodziłem do klasy) i byłem przez to wyśmiewany.
Ojciec, który nigdy mnie niczego nie nauczył, a tylko je*ał za jakiekolwiek próby robienia czegokolwiek. Prosiłem go, żeby mi powiesił półkę na ścianie. On nie będzie nic wieszał. Kiedy sam wziąłem wiertarkę, by wywiercić otwory pod kołki, stał i się gapił i tylko mnie wyzywał od pi*d, „na ch*j ty się bierzesz, jak nie umiesz, daj to, ku*wa, debilu je*any”. Pierwszy był do wyśmiewania mnie za próby robienia czegokolwiek albo gdy nie wiedziałem, jak się nazywa „to do ciągnika przyczepiane”. Moim kolegom załatwiał pracę na wakacje u siebie w robocie, uczył ich jeździć samochodem, każdego traktował lepiej niż mnie.
W wieku 17 lat zacząłem mieć krwawe biegunki. Nie poszedł ze mną do lekarza. Wmawiał mi, że nie chce mi się chodzić do szkoły i wymyślam. Poprosiłem pedagog w szkole o pomoc. Schudłem 10 kg, byłem zagrożony z ośmiu przedmiotów, bo przez trzy miesiące nie chodziłem do szkoły, tylko siedziałem w domu, gdy ojciec był w pracy. Po tym, jak w końcu zabrał mnie do lekarza prywatnie i okazało się, że mam nadżerki w jelitach, powiedział mi tylko: „Masz szczęście”.
Kiedy kupiłem mieszkanie, powiedział mi, że tylko debile biorą kredyty i pewnie zaraz będę spał pod mostem, bo mnie wyrzucą, bo przestanę płacić.
Każdą moją dziewczynę wyzywał od ku*ew, bo ta nosiła spódniczki, ta miała usta pomalowane, tej oczko poszło, to pewnie wróciła z je*ania z kimś w podartych ubraniach.
I wiecie, co jest w tym najgorsze? Że kilka lat temu, kiedy jeszcze chodził i spotykaliśmy się na rodzinnych imprezach, był taki dumny, jakich on synów wychował. On ma dwóch synów, jeden lekarz, drugi inżynier. I wszyscy mu wtórowali, wzór cnót rodzicielskich. A prawda była taka, że i ja, i mój brat przyrodni, 20 lat starszy, żyliśmy w nienawiści do niego i robiliśmy wszystko, byle się od niego uwolnić. Z boku to my jesteśmy wyrodni, bo urwaliśmy kontakt i wyparliśmy się ojca, który całe życie poświęcił na wychowanie.
Pamiętam ostatnie spotkanie ojca z bratem, więcej się nie widzieli nigdy. Brat powiedział do ojca: „Ty się bardziej przydasz po śmierci, bo teraz to tylko wszystkich umiesz niszczyć”. Wtedy nie rozumiałem za bardzo tych słów, miałem jakieś 12 lat.
Dziś mam prawie 40 lat i jak patrzę w lustro, to widzę kogoś bezwartościowego, zakompleksionego, choć obiektywnie mam szeroką listę kompetencji. Drogą terapii szukam siebie, ale czuję, że jeszcze sporo pracy przede mną.
Nikt nie zniszczy lepiej niż rodzice. Dobrze zrobiłeś, że olałeś ten pogrzeb.
Dziękuję, że Pan żyje. Mam nadzieję, że teraz będzie Pan mógł być zdrowy i szczęśliwy. Jest Pan naprawdę wspaniały i na pewno będzie Pan o wiele lepszy od tych strasznych ludzi, którzy nazywali siebie Pana rodzicami, choć na to miano nie zasłużyli. Proszę pamiętać, że jest Pan bardzo ważny.
Po co ty mu dziękujesz...jezu.to jest takie durne
Sandysss
Meanness ma generalnie dobre zamiary, ale potwierdzam, że strasznie mnie irytuje zwrot "dziękuję, że pan/pani żyje" regularnie powtarzane.
To nielogiczne, absurdalne.
Od teraz, kiedy popatrzysz w lustro zobacz, proszę, swoje prawdziwe obicze- wrażliwego, mądrego, silnego i wartościowego człowieka, który najgorsze ma już za sobą. Bądź szczęśliwy bo naprawdę na to zasługujesz. Mam nadzieję, że jest przy Tobie (lub, że niedługo będzie) ktoś, kto zatroszczy się o Ciebie i zaopiekuje się Tobą, ktoś, kto pokaże Ci prawdziwy dom pełny miłości. Trzymaj się!
Takie rzeczy głęboko siedzą w człowieku, ale już teraz jesteś lepszą osobą niż Twoi płodziciele kiedykolwiek byli. Masz w sobie dużo siły.
Czemu czuję że jeśli nic się nie zmieni do śmierci mej albo mego ojca sama będę mogła o nim powiedzieć że: „każdego traktował lepiej niż mnie”?