#zN8Xu

Razem ze znajomymi jeżdżę od kilku lat na obozy żeglarskie, na których wypływamy w kilkudniowe rejsy na jeziorze i nocujemy w łódkach przy brzegu razem z instruktorem/opiekunem, ok. 70-letnim panem Sławkiem. Nasze główne pożywienie (oprócz suchego prowiantu i kiełbasek z grilla) stanowią wtedy zupki chińskie, więc zabieramy butlę gazową, aby przygotować ów pokarm bogów.
I tu zaczyna się akcja właściwa.
Przed ostatnim rejsem pan Sławek sprawdzał szczelność butli gazowej. W jaki sposób? Otóż przesuwał zapałkę obok butli... Pewnego ranka z kolei nie dokręcił do końca palnika nad butlą, więc po chwili buchał z niej niemal półmetrowy płomień. Ku naszej ogromnej konsternacji pan Sławek zaczął... dmuchać w ten płomień, jakby to była świeczka na torcie urodzinowym. Gdy ta interwencja się nie powiodła, Sławek chwycił butlę (wspominałam, że ma zamiłowanie do łatwopalnych dresików z lat 80.–90.?), po czym wrzucił ją do wody. Niestety butla zanurzyła się tylko do połowy i płomień buchał dalej, tuż obok zwisającej, syntetycznej liny. Na szczęście ktoś trzeźwo myślący podał gaśnicę i pożar ugaszono, ale niektórzy byli wtedy już pochowani w lesie ze strachu przed wybuchem.
wyzwolonaa Odpowiedz

Typowy facet

Dodaj anonimowe wyznanie