#zKyMw
I tak ja, 40-paroletni facet, dopiero teraz zorientowałem się, że rodzic wymuszający płaczem na dorosłym dziecku (mnie) ustępstwa to nie jest normalne zachowanie. Wychowałem się z mamą, ale dopiero teraz złapałem, że „nie możesz robić po swojemu, bo mama będzie smutna” i inne zagrywki to szantaż emocjonalny. Teraz, po wielu latach mieszkania na swoim i wielu konsultacjach ze znajomymi zrozumiałem, że od zawsze służyłem mojej mamie do zrzucania na mnie jej emocji, żyłem w ciągłym poczuciu winy, że to przeze mnie jest nieszczęśliwa, że to ja odpowiadam za jej krzywdy i muszę wiecznie przepraszać, że żyję.
Fajnie, prawda? Z takim przeświadczeniem idziesz sobie w życie i próbujesz nawiązywać znajomości. Dziwne, że nie wszyscy ludzie ode mnie uciekali, a jedynie 99% – dwie znajomości się ostały i tylko dzięki nim zrozumiałem, że to, co robię jest toksyczne.
Dziś nadal zmagam się z mamą, która cały czas próbuje szantażu emocjonalnego, naruszania granic, próbuje mnie zmuszać do tłumaczenia się ze swojego życia i krytykuje (albo doradza, ale niezamówiona rada to też krytyka) co mam robić. Ale dziś już mnie to mniej rusza, choć nadal nie jest łatwe. Mam świadomość, że nie żyję po to, aby spełniać czyjeś oczekiwania. Zauważenie tego zajęło mi ponad 20 lat dorosłego życia.
Zgadzam się, nikt nie potrafi tak bardzo wku*wić jak rodzic.
Hmm, partner /-ka moga stanowic silna konkurencje do tej palmy pierwszenstwa.
Jedno i drugie odpada jednak bezdyskusyjnie, gdy w gre wchodza wlasne dzieci.
Dla nastolatka może i tak. Z wiekiem znamy więcej ludzi, z którymi wikłamy się w różne relacje i one mogą mieć na poszczególnych etapach życia wcale nie mniejszy wpływ na nasze życie i nastrój.
i dzieci, nie zapominajcie o dzieciach
Pan @Pustka napisał o dzieciach.
Ej, ale jak to dzieci? Przecież z dziećmi się jest od ich najmłodszych lat. Jeśli nie olewasz dziecka, budujesz z nim relację od maleńkiego, to czemu miałoby potem Tobą manipulować?
Bo dzieci to wymuszacze i manipulanci, a empatii większość z nich nie ma wrodzonej a uczą się jej dopiero. Ale mniejsza z tym. Tu chodzi o wk..wianie, a w tym są jednak mistrzami. Jeśli jesteś z nimi od małego, to tym dłużej tego doświadczasz.
A, myślałam, że tak na serio ktoś porównuje toksyczność rodziców z wyznania do zachowań nastoletnich dzieci czy coś takiego
Ta. Dzieci to manipulanci. Ciebie też pewnie manipulują? Drażnią. Uwodzą. Co, pedomir?
Co za zyeb.
Jak twój guru? Trzeba go zastąpić przy cuckoldzie? Po mnie nie trzeba poprawiać :)
male dzieci nie maja tlumika, wyja, dra sie, nawet mowia podniesionym glosem, z moja mizofonia nie ma opcji, bym to wytrzymala na co dzien
plus sa mega atencyjne i to tez jest denerwujace
no i tak, dzieci dopiero ucza sie zachowan pozadanych spolecznie (albo i nie jak jedna z druga madka uwaza, ze dziecko moze wszystko, bo "to tylko dziecko!")
Większość ludzi ma coś z głową i stawiam, ze większość, jak nie każdy rodzic, jakoś skrzywdził dziecko. Dlatego jak tylko moje dziecko skończy 18-20 lat, stawiam mu kilka wizyt u terapeuty- a nuż coś znajdzie jak obniżona samoocena czy problemy z wyrażaniem emocji lub radzenie ze stresem i oczekiwaniami...
Żyłam sobie szczęśliwa i zadowolona, w zgodzie z samą sobą, gdy na moje 18 urodziny dostałam w prezencie od rodziców kilka wizyt u terapeuty.
Wtedy stało się jasne, tak naprawdę jest ze mną źle a dotychczasowe pozytywne spojrzenie na świat, przejawem naiwności i niedojrzałości.
Dziękuje wam, kochani rodzice.
Stawianie granic jest bardzo trudne, jeśli nie mielismy tego nawyku wyrobionego od małego, to walka toczy się codziennie. Ale warto! Powodzenia.
Jak czytam takie historie to aż się cieszę, że moi rodzice za bardzo mnie nie wychowywali. Dbali, wymagali, ale bez przesady. Kompas moralny, poglądy i spojrzenie na świat wyrobiłem sobie sam. Również wady. Mieli z pewnością na mnie wpływ, ale taki jak telewizja czy książki.
dobrze, ze to odkryles, niektorzy do smierci zyja w nieswiadomosci
polecam uswiadamiac mame asertywnie, ze to szantaz emocjonalny i manipulacja, czyli po prostu przemoc i ucinac wszelkie takie zagrania