#zJzS7

Od początku studiów mieszkałam z moim chłopakiem ,a później narzeczonym w pokoiku, w mieszkaniu z trzema z innymi studentami. Żyło nam się dobrze, ludzie byli w porządku więc nie narzekaliśmy.

Na ostatnim roku mojego licencjatu, młodsza siostra mojego faceta rozpoczęła studia i za namową mojego chłopaka i teściowej, wynajęliśmy mieszkanie we 3. Ona miała swój pokój i my swój.

Zawsze lubiłam Basię, bo wydawała mi się rozsądna i sympatyczna ale to, co wyprawiała w mieszkaniu przechodziło ludzkie pojęcie.

Mieliśmy ustalony grafik sprzątania, do którego nie potrafiła się dostosować, bo zawsze było coś. Przez pół roku ani razu nie posprzątała, nie myła po sobie naczyń, wszędzie był syf. W jej pokoju stały talerze porośnięte pleśnią! Nie szanowała też mieszkania i w ogóle nie martwiła się o kaucję. Rozwaliła drzwi do swojego pokoju, połowę szafek w kuchni, a nawet zbiła lustro w łazience. Na każde zwrócenie uwagi, reagowała histerycznym płaczem i dzwonieniem do matki, że my się nad nią znęcamy. Najczęściej wtedy teściowa dzwoniła do mojego narzeczonego i on zgarniał opieprz, że nie pomaga siostrze.

Ja nie chciałam ingerować, ale miarka się przebrała gdy pewnego razu po powrocie do domu, zobaczyłam syf nie tylko w kuchni, ale i u nas w pokoju. Gówniara chciała bez pytania pożyczyć moje ciuchy i kosmetyki, więc wyrzuciła mi wszystko z szaf i nie raczyła tego ułożyć. Darłam się na nią przez 15 minut i po tym incydencie, teściowa zadzwoniła do mnie. Próbowała mi wmówić, że jestem niewdzięczna i niewychowana, i jak to mogę krzyczeć na jej córeczkę, przecież to anioł , a my jej ciągle robimy na złość. Zadzwoniłam do teściowej na messengerze, z relacją na żywo, weszłam bez zapowiedzi do pokoju jej córeczki żeby zobaczyła jak zapuściła mieszkanie. Gdy przedtem jej o tym mówiliśmy z narzeczonym, to nie chciała nam wierzyć.

Teściowa aż się zapowietrzyła gdy jej córka wyleciała do mnie z pyskiem, że jestem potworem, który próbuje ją zniszczyć. Potem zaczęła się tłumaczyć, ale po setnym "mamusiu, to nie tak", teściowa po prostu się rozłączyła. Musieliśmy potem mieszkać z tą kretynką jeszcze przez pół roku, aż nam się skończyła umowa, ale bez interwencji teściowej. Nigdy więcej wspólnego mieszkania.
Moonstone21 Odpowiedz

Teściowa jakoś ustawiła swoją córkę? Czy mimo dowodów nadal uważała że wszystko ok?

2579937

A co ona ma do gadania, Basia jest dorosła. Mamusia "ustawiać" jej już nie będzie.

Suszepranie Odpowiedz

Jeju, jest pewnie milion podobnych historii na tym świecie i to mnie przeraża. Niby zero waste, segregacja śmieci i organiczne słomki, ale najprostszy porządek wokół siebie to już za wysoka poprzeczka.
Mieszkałam z dziewczyną, która potrafiła zostawić na środku przedpokoju zużytą podpaskę, otwartą, na cały weekend w pustym i zamkniętym mieszkaniu, podczas upału. Po tym podjęłam decyzję, że pier*ole i wyprowadzam się. A co lepsze, to jestem pewna, że absolutnie nikt z jej otoczenia nie uwierzyłby co to za brudaska bo zawsze niby czysta, niby makijaż perfekt i kołnierzyk odprasowany. NIBY.

Eleczka Odpowiedz

Zawsze się zastanawiam skąd biorą się tacy ludzie, którzy potrafią nabalaganić w 5 minut i nie sprzątać przez pół roku i nie przeszkadza im wszechobecny syf, pleśń na talerzach itd... Przecież to jest obrzydliwe. Często zachowują się tak właśnie studenci, co się słyszy z opowiadań ich współlokatorów. Sama w czasach studenckich mieszkałam przez moment z taką dziewuchą - rzadko kiedy raczyła coś posprzątać, jeśli już to się zdarzyło, to naczynia były niedomyte, lustro przetarte starą szmatą, wyglądało jeszcze gorzej niż wcześniej... Pomijając to, że sama zbytnio się nie myła i rzadko prała ciuchy.
I pytanie, czy ci młodzi ludzie będą kiedyś robili tak samo we własnych domach? Czy zostawią obsrany nieumyty kibel, naczynia sprzed miesiąca będą gnić w zlewie, pies się zesika na podłogę to będą czekać aż samo wyparuje?

Nea

Tak, dokładnie tak będą robić. Raz zostawiłam z byłym kota, przez tydzień ani razu nie posprzątał mu kuwety. Niektóre kupy już zapleśniały.

Ankaaa

Może nie aż do tego stopnia, ale ja też jestem taką syfiarą i ani trochę mi to nie przeszkadza ;) Jeśli coś jest wspólne, czy to rzecz, czy przestrzeń, to będę o to dbać (w pracy wręcz pilnuję innych), a jak już sprzątam, to porządnie, ale zupełnie nie przeszkadza mi syf w mojej własnej przestrzeni. Nie lubię sprzątać i zwyczajnie szkoda mi na to czasu, a dopóki mi się nic nie klei i nie śmierdzi, to nawet nie zwracam na to uwagi.

Achnoniewiem

@eleszka. Ludzie są różni i mają różne nawyki wyniosone z domu. Dla nich to norma. O ile rozumiem, że może to denerwować współlokatora, bo jednak dom jest wspólny, o tyle to, jak będą żyć sami, we własnych mieszkaniach to już ich sprawa,a nie Twoja. Twój komentarz ma wydźwięk dowartościowywania się tym.

Eleczka

@Achnoniewiem - jasne, że nie moja sprawa, bo to będzie ich syf i brud w ich własnym domu. Niczym się nie dowartościowuję, tylko mi zwyczajnie szkoda, że są ludzie, którym jest dobrze w takim syfie. Nie jestem za tym, by w kółko pucować dom od podłogi do sufitu, bo dom jest dla ludzi, a nie ludzie dla domu. We wszystkim jednak powinna być jakaś równowaga. Przecież wielu z tych, którym tak nie po drodze ze zwykłym sprzątaniem, nauczy tego samego dzieci, które następnie tak samo mogą się stać w przyszłości takimi "współlokatorami-bałaganiarzami", nie dbać o higienę itd. A funkcjonowanie w społeczeństwie sięga też w tym kierunku - tacy bałaganiarze zaśmiecają potem chodniki, lasy, nie umieją po sobie posprzątać w pracy (ileż razy widziałam we wspólnych szafkach niedomyte, klejące kubki i talerze!).. Reasumując - podjęłam tylko pewną dyskusję, a to, co robisz u siebie w domu, to twoja broszka :)

Achnoniewiem

Nie wiem, czemu Ci ich szkoda, jeśli żyją jak chcą i są szczęśliwi. No i to, że ktoś ma bałagan w domu nie znaczy, że będzie zaśmiecał lasy i chodniki, nie wiem skąd taki pomysł na połączenie tego. Znam ludzi, którzy mają bałagan w domu, a nigdy w życiu nie rzuciliby papierka na ulicy i uważam, że wyciąganie takich wniosków wobec nich jest krzywdzące, szczególnie że wniosek jest na "tak mi się wydaje, to tak jest". Znam też małomiasteczkowa dulszczyzne, która u siebie w domu ma błysk, a wspólne mienie jest nieszanowane, bo "hehe nie nasze, niech sprzątaczka sprząta itp". No i nie wiem, dlaczego, odwolujesz się akurat do mojego domu, bo ja mam porządek i lubię sprzątać. Tak wybrałam, z tym mi dobrze i już. Ale to co robią inni w ich domu to ich sprawa, pozwól im żyć, jak chcą, zamiast wyciągać wnioski z kosmosu, że to domowi bałaganiarze odpowiadają za śmieci w lesie i papierochy na chodnikach. Zaraz będą odpowiadać za brak pokoju na świecie i wojnę atomowa. Żyj jak chcesz, bo masz do tego prawo, ale daj żyć innym, zamiast przeżywac 'jak tak można'. Jak już wcześniej pisałam, zgadzam się, że bałaganiarstwo jest problemem przy wynajmie, ale tylko i wyłącznie wtedy, a Twoje wnioski, są już na maksa rozbudowane i zahaczają o życie prywatne i przestrzeń publiczna.

Eleczka

@Achnoniewiem, zdaje się, że w żadnym miejscu nie odwołałam się do twojego akurat domu, bo i skąd mam wiedzieć jak masz u siebie :) Dalej wytykasz mi, że wyciągam wnioski z kosmosu, ale to ty przywołujesz jakieś absurdalne przykłady wojny atomowej (mi by do głowy nie przyszło obwiniać bałaganiarzy o takie sprawy), więc sama też hiperbolizujesz.
No i zarzucanie, że nie pozwalam komuś żyć jak chce we własnym domu - a czy ja chodzę na inspekcje do tych ludzi i wlepiam im mandaty za bałagan? No proszę cię, ja tylko wyrażam własne przekonanie, że takie bałaganiarstwo na co dzień może się przełożyć na nieszanowanie porządku w przestrzeni wspólnej, publicznej - może, ale nie musi. Też znam osoby, które u siebie mają błysk, a na chodnik rzucają papierek itd.
I jeszcze chcę zaznaczyć, że od początku moja opinia dotyczy tu takiej najgorszej formy bałaganiarstwa, jak trzymanie talerzy ze spleśniałymi resztkami, nie mycie tygodniami lepiącego się stołu itd, bo to uważam za obrzydliwe. Pewnie, że jak ktoś chce to niech tak ma w swoim domu, bo kto mu zabroni, ale nigdy czemuś takiemu nie przyklasnę. Nie krytykuję natomiast kogoś, kto nie miał czasu odkurzyć albo umyć naczyń od wczoraj, bo każdy tak ma, ja też.

Achnoniewiem

I nagle Twój ostatni komentarz ma zupełnie inny wydzwiek i generalnie co złego to nie Ty :) Twoje poprzednie wypowiedzi jakoś już tak nie brzmią i wcale z nich nie wynika, że pozwalasz ludziom żyć, jak chca, a wręcz przeciwnie- jest oburzenie "jak tak można" i generalizacja ("to studenci tak żyją", "tacy bałaganiarze zaśmiecają potem chodniki i lasy"). Jeśli nie wierzysz- przeczytaj raz jeszcze, to co napisałaś .no i nie czepiasz się, że ktoś nie zdarzył odkurzyc? To bardzo łaskawie z Twojej strony, ten ktoś bardzo to doceni. pozdrawiam i miłego dnia.

Eleczka

Achnoniewiem, bardzo się jakoś oburzasz na wszystko co napiszę, być może nadepnęłam ci na jakiś odcisk z tym bałaganem :) Nawet jeśli piszę, że jak tak można, to właściwie co z tego? To nadal tylko opinia, a nie integrowanie w czyjeś życie. Jak już pisałam wyżej - nie robię nikomu inspekcji.
Gdybym napisała, że wszyscy studenci tak się zachowują to byłaby generalizacja. A ja zaznaczyłam, że często to się zdarza, bo jednak chyba każdy słyszał takie historie o uciążliwych współlokatorach. Ostatnie zdania, które napisałaś, że łaskawie nie czepiam się braku odkurzenia świadczą o tym, że kompletnie nie zrozumiałaś od początku intencji moich wypowiedzi. Również pozdrawiam :)

Bajonett Odpowiedz

Znane mi to.

Achnoniewiem Odpowiedz

Ktoś nie umiał się dostosować do samodzielnego życia i mieszkania z innymi, no okej. A mało to osób, które sprawiają takie problemy podczas wynajmu? Zdarza się to często, nie wiem czy to materiał na wyznanie. Według mnie nuda, szczegolnie że problem już zażegnany.

Dodaj anonimowe wyznanie