Od dłuższego czasu chcę zostać nauczycielem angielskiego. Jedak kiedy zdałem sobie sprawę z pensji nauczyciela, odechciało mi się.
Fajnie żyć w państwie, gdzie godne życie i wymarzona praca nie idą w parze. ;-;
Dobre pytanie! Też kiedyś próbowałem uczyć kilku osób pewnego języka, ale maksymalnie po kilku lekcjach uciekali (ponoć za bardzo cisnę, nie mam cierpliwości, szybko się wkurzam itp.), także sam już nie wiem, pewnie coś w tym jest, ale gdyby mi ktoś w końcu nie wygarnął, to nadal byłybym przekonany, że przecież super wszystko umiem, więc na pewno będę najlepszy. Niestety tak to nie działa. 🤣
Schwarzmaler
Przykładowo strasznie wkurzało, gdy musiałem tłumaczyć tysiąc razy to samo, osoba potrzebowała bardzo dużo czasu, żeby czegokolwiek się nauczyć, ja chce iść naprzód, a tu wciąż braki. Ciężki kawałek chleba, jeśli trafisz na kogoś, komu ta nauka języków zupełnie nie idzie (albo idzie w ślimaczym tempie), zwłaszcza dla osób, które szybko łapią. Ja niestety strasznie się wku*wiałem, gdy nie widziałem efektów albo gdy uczeń totalnie olewał zajęcia (np. nie robił prac domowych, nie uczył się słówek). Może gdybym trafił na kogoś na wyższym poziomie, to byłoby lepiej, no ale przynajmniej wiem już, że pomoc komuś, kto nie ogarnia podstaw, jest totalnie nie dla mnie. Prędzej wydrę w końcu mordę, gdy będzie to za długo trwało, i na tym się skończy. Tłumaczenie czegokolwiek nieukom jest cholernie męczące. XD
ohlala
@Schwarzmaler
Ale wiesz, że "nieuk" to osoba, która nie chce się uczyć i wszystko olewa, a nie ktoś, kto może wolniej przyswajać informacje lub potrzebować innej metody?
Schwarzmaler
Dla mnie to jedno. Zarówno do jednych i drugich nie mam już cierpliwości (m.in. dlatego zrezygnowałem z dawania korków). Jeśli chcesz się nauczyć i naprawdę masz motywację, to nie będziesz się migał, że nie przygotowałeś się na zajęcia, bo coś tam. Każda wymówka jest dla takich ludzi dobra.
Ktoś mógłby powiedzieć, że lepiej dla nauczyciela, bo weźmie więcej godzin (=więcej kasy), gdy ktoś nie ogarnia i trzeba mu poświęcić więcej czasu, ale gdy traktujesz sprawę poważnie, a widzisz, z drugiej strony raczej niewielkie zaangażowanie (albo wręcz brak), to naprawdę szlag człowieka trafia.
A więc jeszcze raz potwierdzam, zajęcie nie dla każdego. Możesz mieć wiedzę, ale albo nie wyrabiać z durniami psychicznie, albo twoje metody przekazywania tej wiedzy się po prostu nie sprawdzą. Różnie bywa.
ohlala
@Schwarzmaler
Dobrze, że sam zauważyłeś, że nie nadajesz się na nauczyciela, bo zrównywanie leserów z osobami o szczególnych potrzebach jasno pokazuje twoje braki jako "nauczyciela".
Schwarzmaler
Każdy, kto ma "szczególne potrzeby", jest odchyłem od normy.
livanir
ówisz jakby "odchulenie od normy" było czymś złym. A to całkiem normalne(paradoksalnie), ze w jednej rzeczy osoba ma ponad przeciętne zdolności, a do drugiej poniżej przeciętnych i potrzebuje więcej czasu :D
Aż mam ochotę zapisać się na korki do Ciebie z angielskiego, tylko po to byś docenił tamtych uczniów XD Jestem idiotą językowym <3 Życie.
czarnaskorupa
Sorry, ale muszę się zgodzi się z rakiem, jakim jest Schwarzmaler odnośnie postawy osób uczestniczących na korepetycje.
Ludzie często biorą korki, żeby się pooszukiwać, że jest progres, bo chodzą i niby coś robią.
Jakaś część (na szczęście nie większość, bo dużej części wiedza sama wchodzi do głowy, gdy są sam na sam z korepetytorem) to definitywne lesery i nieuki. Możesz się starać, dawać im zadania, przykłady, a oni w dupsku to mają.
Opiszę kilka przypadków, zmienię imiona celem zachowania anonimowości:
- Eryk, który odezwał się w wieku, w którym kończy się studia. Matura poprawkowa wrzesień 2020. Od razu mu powiedziałam, ze ciężko nauczyć się materiału w miesiąc od samych podstaw. Potrzebowałby mieć opanowane pierwiastki i wzory skróconego. Oblał. Wziął się za siebie od października i do końca grudnia robił zadania. Niestety, naszła wigilia, poluzował sobie i nie wrocil na stary tryb. Potem było już tylko: masz zadania? Zrobiłeś? Powtórzyłeś? Pokaż. Oddaj. Przynieś. Znajdź. Sprawdź. Najlepiej, jakby ktoś nad nim z batem stał od godziny 16 do 18 i darł jape: Eryk, ucz się.
Historie, że przyjechał se za 5 w sierpniu 2021 i nie zdazyl znaleźć sali (dotychczas matura była w sali gimnastycznej, ale z racji jej remontu tym razem było inaczej, więc trzeba było chwili, żeby ją znaleźć)
W maju 2022 się wpisał w rubrykę anulujaca maturę...
Czekałam aż on z granatowym długopisem przyjdzie i się zorientuje pod koniec...
Zdał w sierpniu 2022, w maju zabrakło mu 1%, bo robił za szybko zadania i zbyt pewnie się czuł.
Oczywiście, jak poluzował sobie w grudniu 2020 to miałam siły do lutego go cisnąć, potem olalam temat i nie angażowałam się w to, co on tam w domu robi, tylko przerabiałam z nim materiał.
W maju 2021 płacz, ze 6 godzin nad jednym zadaniem z logarytmów siedzi...
czarnaskorupa
- Stasiek. Boże. 2020 rok. Pandemia. Drugi semestr zaczęli właśnie pierwszoklasiści liceum. Podwójny, a nawet potrójny rocznik, bo byli to zarówno absolwenci gimnazjum jak i liceum.
Szkoły zamknięte z dnia na dzień w znacznej większości miały problem przez 2-3 tygodnie z organizacją zdalnych lekcji. Zdalne wiadomo jak wyglądały. Tak, ze brałam kasę za pisanie sprawdzianów i kartkówek.
Stasiek chodził do słabej szkoły. Takiej, że każdy głupek może się tam dostać.
I odzywa się jeden ojciec... Syn klasa 1 ma poprawkę. W sierpniu. Zabrali się za to na ostatnią chwilę, czyli zostawili miesiąc na ogarniecie całego roku szkolnego.
Rodzice kompletnie nieogarnięci, zmanipulowani przez szkołę, która wciskała im kit, ze jak chcą syna przepisać do innej szkoły po sierpniu to szkoła go obleje z góry, a jak nie przepiszą to dadzą szansę na sierpień.
Egzamin oblany. I myślałby kto, ze luz, rok zawalił. Nie. Gościu był po gimnazjum. Ostatni rocznik po gimnazjum. Więc klasa pierwsza, którą powtarzał szła już systemem absolwentów podstawówki. I dla takich absolwentów podstawówki czas nauki trwał 4 lata, a nie 3. Więc gość nie dość, że nie zdał, to sobie jeszcze rok dołożył. W sumie 2 w 1 XD
Przy okazji był tak czysto głupi, to było słychać po głosie, nie kontaktował do końca z rzeczywistością, a raczej przyjmował informacje z opóźnieniem. Jakby go 3 lata w piwnicy za dzieciaka chowali.
Dziś mam propozycję współpracy z nim. Chłop 20 lat, poprawka w sierpniu nr 2, mamusia za niego załatwia mu korki.
czarnaskorupa
Dużo jest osób, które same nic w domu nie zrobią i widać, ze liczą, ze wiedza sama do głowy wleci.
Większość coś tam wyciąga, ale są takie osoby, które zapominają tak szybko, ze poprzednie lekcje są po prostu stratą czasu i pieniędzy.
A ja właśnie uciekam z tego zawodu. Jestem wykończona cyrkiem który dzieje się w szkołach i zachowaniem pewnych osób, nie mówiąc o żałosnej pensji.Wkurza mnie również nagonka na nauczycieli, czas znaleźć coś innego.
Zostań korepetytorem albo nauczycielem w szkole językowej - jak masz smykałkę o dobry warsztat, można całkiem sporo zarobić
Dokładnie, zwłaszcza, że można łączyć dwie prace, tylko trzeba mieć pomysł na siebie.
A sprawdziłeś czy umiesz uczyć inne osoby?
Dobre pytanie! Też kiedyś próbowałem uczyć kilku osób pewnego języka, ale maksymalnie po kilku lekcjach uciekali (ponoć za bardzo cisnę, nie mam cierpliwości, szybko się wkurzam itp.), także sam już nie wiem, pewnie coś w tym jest, ale gdyby mi ktoś w końcu nie wygarnął, to nadal byłybym przekonany, że przecież super wszystko umiem, więc na pewno będę najlepszy. Niestety tak to nie działa. 🤣
Przykładowo strasznie wkurzało, gdy musiałem tłumaczyć tysiąc razy to samo, osoba potrzebowała bardzo dużo czasu, żeby czegokolwiek się nauczyć, ja chce iść naprzód, a tu wciąż braki. Ciężki kawałek chleba, jeśli trafisz na kogoś, komu ta nauka języków zupełnie nie idzie (albo idzie w ślimaczym tempie), zwłaszcza dla osób, które szybko łapią. Ja niestety strasznie się wku*wiałem, gdy nie widziałem efektów albo gdy uczeń totalnie olewał zajęcia (np. nie robił prac domowych, nie uczył się słówek). Może gdybym trafił na kogoś na wyższym poziomie, to byłoby lepiej, no ale przynajmniej wiem już, że pomoc komuś, kto nie ogarnia podstaw, jest totalnie nie dla mnie. Prędzej wydrę w końcu mordę, gdy będzie to za długo trwało, i na tym się skończy. Tłumaczenie czegokolwiek nieukom jest cholernie męczące. XD
@Schwarzmaler
Ale wiesz, że "nieuk" to osoba, która nie chce się uczyć i wszystko olewa, a nie ktoś, kto może wolniej przyswajać informacje lub potrzebować innej metody?
Dla mnie to jedno. Zarówno do jednych i drugich nie mam już cierpliwości (m.in. dlatego zrezygnowałem z dawania korków). Jeśli chcesz się nauczyć i naprawdę masz motywację, to nie będziesz się migał, że nie przygotowałeś się na zajęcia, bo coś tam. Każda wymówka jest dla takich ludzi dobra.
Ktoś mógłby powiedzieć, że lepiej dla nauczyciela, bo weźmie więcej godzin (=więcej kasy), gdy ktoś nie ogarnia i trzeba mu poświęcić więcej czasu, ale gdy traktujesz sprawę poważnie, a widzisz, z drugiej strony raczej niewielkie zaangażowanie (albo wręcz brak), to naprawdę szlag człowieka trafia.
A więc jeszcze raz potwierdzam, zajęcie nie dla każdego. Możesz mieć wiedzę, ale albo nie wyrabiać z durniami psychicznie, albo twoje metody przekazywania tej wiedzy się po prostu nie sprawdzą. Różnie bywa.
@Schwarzmaler
Dobrze, że sam zauważyłeś, że nie nadajesz się na nauczyciela, bo zrównywanie leserów z osobami o szczególnych potrzebach jasno pokazuje twoje braki jako "nauczyciela".
Każdy, kto ma "szczególne potrzeby", jest odchyłem od normy.
ówisz jakby "odchulenie od normy" było czymś złym. A to całkiem normalne(paradoksalnie), ze w jednej rzeczy osoba ma ponad przeciętne zdolności, a do drugiej poniżej przeciętnych i potrzebuje więcej czasu :D
Aż mam ochotę zapisać się na korki do Ciebie z angielskiego, tylko po to byś docenił tamtych uczniów XD Jestem idiotą językowym <3 Życie.
Sorry, ale muszę się zgodzi się z rakiem, jakim jest Schwarzmaler odnośnie postawy osób uczestniczących na korepetycje.
Ludzie często biorą korki, żeby się pooszukiwać, że jest progres, bo chodzą i niby coś robią.
Jakaś część (na szczęście nie większość, bo dużej części wiedza sama wchodzi do głowy, gdy są sam na sam z korepetytorem) to definitywne lesery i nieuki. Możesz się starać, dawać im zadania, przykłady, a oni w dupsku to mają.
Opiszę kilka przypadków, zmienię imiona celem zachowania anonimowości:
- Eryk, który odezwał się w wieku, w którym kończy się studia. Matura poprawkowa wrzesień 2020. Od razu mu powiedziałam, ze ciężko nauczyć się materiału w miesiąc od samych podstaw. Potrzebowałby mieć opanowane pierwiastki i wzory skróconego. Oblał. Wziął się za siebie od października i do końca grudnia robił zadania. Niestety, naszła wigilia, poluzował sobie i nie wrocil na stary tryb. Potem było już tylko: masz zadania? Zrobiłeś? Powtórzyłeś? Pokaż. Oddaj. Przynieś. Znajdź. Sprawdź. Najlepiej, jakby ktoś nad nim z batem stał od godziny 16 do 18 i darł jape: Eryk, ucz się.
Historie, że przyjechał se za 5 w sierpniu 2021 i nie zdazyl znaleźć sali (dotychczas matura była w sali gimnastycznej, ale z racji jej remontu tym razem było inaczej, więc trzeba było chwili, żeby ją znaleźć)
W maju 2022 się wpisał w rubrykę anulujaca maturę...
Czekałam aż on z granatowym długopisem przyjdzie i się zorientuje pod koniec...
Zdał w sierpniu 2022, w maju zabrakło mu 1%, bo robił za szybko zadania i zbyt pewnie się czuł.
Oczywiście, jak poluzował sobie w grudniu 2020 to miałam siły do lutego go cisnąć, potem olalam temat i nie angażowałam się w to, co on tam w domu robi, tylko przerabiałam z nim materiał.
W maju 2021 płacz, ze 6 godzin nad jednym zadaniem z logarytmów siedzi...
- Stasiek. Boże. 2020 rok. Pandemia. Drugi semestr zaczęli właśnie pierwszoklasiści liceum. Podwójny, a nawet potrójny rocznik, bo byli to zarówno absolwenci gimnazjum jak i liceum.
Szkoły zamknięte z dnia na dzień w znacznej większości miały problem przez 2-3 tygodnie z organizacją zdalnych lekcji. Zdalne wiadomo jak wyglądały. Tak, ze brałam kasę za pisanie sprawdzianów i kartkówek.
Stasiek chodził do słabej szkoły. Takiej, że każdy głupek może się tam dostać.
I odzywa się jeden ojciec... Syn klasa 1 ma poprawkę. W sierpniu. Zabrali się za to na ostatnią chwilę, czyli zostawili miesiąc na ogarniecie całego roku szkolnego.
Rodzice kompletnie nieogarnięci, zmanipulowani przez szkołę, która wciskała im kit, ze jak chcą syna przepisać do innej szkoły po sierpniu to szkoła go obleje z góry, a jak nie przepiszą to dadzą szansę na sierpień.
Egzamin oblany. I myślałby kto, ze luz, rok zawalił. Nie. Gościu był po gimnazjum. Ostatni rocznik po gimnazjum. Więc klasa pierwsza, którą powtarzał szła już systemem absolwentów podstawówki. I dla takich absolwentów podstawówki czas nauki trwał 4 lata, a nie 3. Więc gość nie dość, że nie zdał, to sobie jeszcze rok dołożył. W sumie 2 w 1 XD
Przy okazji był tak czysto głupi, to było słychać po głosie, nie kontaktował do końca z rzeczywistością, a raczej przyjmował informacje z opóźnieniem. Jakby go 3 lata w piwnicy za dzieciaka chowali.
Dziś mam propozycję współpracy z nim. Chłop 20 lat, poprawka w sierpniu nr 2, mamusia za niego załatwia mu korki.
Dużo jest osób, które same nic w domu nie zrobią i widać, ze liczą, ze wiedza sama do głowy wleci.
Większość coś tam wyciąga, ale są takie osoby, które zapominają tak szybko, ze poprzednie lekcje są po prostu stratą czasu i pieniędzy.
Rozumiem autora. Też jako dziecko marzyłem o tym, by zostać nauczycielem i gnoić swoich uczniów. 😂👍
A ja właśnie uciekam z tego zawodu. Jestem wykończona cyrkiem który dzieje się w szkołach i zachowaniem pewnych osób, nie mówiąc o żałosnej pensji.Wkurza mnie również nagonka na nauczycieli, czas znaleźć coś innego.