Jestem dyrektorem szpitala. Dzisiaj przyszła do mojego gabinetu 27-letnia kobieta. Kobieta ta skończyła studia na kierunku lekarskim, a później 13-miesięczny staż, teraz ma rozpocząć rezydenturę (to kilkuletni etap przyuczania do specjalizacji). Dowiedziała się nieoficjalnie (oficjalne wyniki za kilka dni, ale niektóre Urzędy Wojewódzkie, które się tym zajmują, udzielają już informacji), że dostała się do mojego szpitala i chciała porozmawiać o warunkach pracy.
I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że przyszła z mamą. Nic nadzwyczajnego? No pewnie. Tylko że to mama mówiła, dziewczyna oprócz „dzień dobry” nie powiedziała ani słowa. Mama pertraktowała warunki pracy 27-letniej lekarki, poważnie.
Dodaj anonimowe wyznanie
W takiej sytuacji matkę się wyprasza. Lekarz musi być osoba komunikatywna, inaczej, mimo zdanych studiów, nie nadaje się do tego zawodu.
Uh, chyba nie chciałabym trafić pod skalpel tak niepewnego siebie lekarza. Ale może jest dobra w tym co robi, tylko ze względu na nadopiekuńczą matkę ma zryte kontakty z ludźmi. Pewnie ze względu na długie i trudne studia nie wynajmowała a mieszkała w domu rodzinnym - oby nauczyła się mówić za siebie jak już zdobędzie tę specjalizację i się wyprowadzi od mamy.
A może byłaby w stanie powiedzieć coś sama, tylko mama nie dopuszczała jej do głosu i wepchnęła się na spotkanie. Fakt, lekarka nie powinna z nią przychodzić (nawet jeśli mama się uparła), ale wyjaśnień mogło być wiele. To, że mama mówiła za nią, nie świadczy o tym, że dziewczyna nie potrafi się odezwać. Nie dowiemy się już, kto wykonał telefon do szpitala (mama czy córka), a to mogłoby nam trochę rozjaśnić sytuację.
Whitekinght jeśli ktoś nie umie w takiej sytuacji przerwać matce i powiedzieć, że ma wyjść, to tak ma problemy ze swoim zachowaniem i pewnością siebie. Nawet jeśli o matka umówiła spotkanie to córka powinna iść na nie sama, albo nie iść wcale.
Może nie odzywa się tylko przy matce, są takie osoby przy których inne się blokują. Ale gdyby coś z nią było nie tak w żaden sposób by nie zaliczyła 13 miesięcznego stażu więc raczej odezwać się potrafi.
a ty po prostu z matka przedyskutowales wszystko? przecież ona nie jest osoba decyzyjna, co miała ci za corke umowę podpisac?
wywalić babsko z gabinetu i gadac z corka. albo wcale.
Może mama jest księgową i zna się na umowach :D.
Czyli to mama załatwiła tę rezydenturę i mama pewnie nieoficjalną drogą dowiedziała się o stażu. Byłoby miło, gdyby w takiej sytuacji dyrektor szpitala powiedział: "Pani Anna ma staż, ale widzę, ża pani Basia jest w nierozerwalnym tandemie, niestety, dwóch miejsc nie mamy".
Nie dziwi mnie to kompletnie. Miałam w grupie koleżankę, której mama znała rozkład zajęć córki, wiedziała o wszystkich kolokwiach, egzaminach i innych sprawdzianach i która udzielała pozwolenia na wyjście na imprezę albo nawet zwykłe spotkanie przy kawie na zasadzie "nie, bo za dwa dni masz kolokwium i musisz się uczyć". Na szczęście do czasu stażu obie zmądrzały - córka w końcu weszła w okres buntu, a matka odpuściła.
To ja już wiem dlaczego służba zdrowia wygląda tak, jak wygląda.
Nie jesteś tą dyrektorką. Najwyżej kimś, kto tę historię usłyszał. Dyrektorka wyprosiłaby matkę i rozmmawiałaby z lekarkąm więc w tym opowiadaniu matka "chciałaby pertraktować", a nie "pertraktowała".
Popieram Rassdwa, minisowanie tego komentarza jest dziwne.
Nie oceniajmy ludzi zbyt pochopnie. Dziewczyna musiała większość swojego życia poświęcić na naukę, a druga jego część nie musiała być usłana różami. Przechodzę ciężkie studia i wiem, że można wręcz zwariować na ich punkcie, co niesie za sobą zawirowania na tle psychicznym. Jeśli przyszła z mamą, to jest znak, że musisz sprawić jej na początku komfortowe warunki do pracy, a to w przyszłości zaowocuje zdolną lekarką.
Też oceniłeś zbyt pochopnie. Nie wiadomo nawet, czy będzie chociaż dobrą lekarką. Póki co wypada słabo, bo lekarz musi mieć zdolności interpersonalne.