Gdy miałam kilkanaście lat, byłam grubasem. Nic z tym jednak nie chciałam robić, więc mama zaprowadziła mnie do dietetyka. Ten zabronił mi jeść m.in. bułek z wędliną, serem i majonezem, które były moim ulubionym drugim śniadaniem. Stanowczo zaprotestowałam i zrobiłam mojej rodzicielce awanturę, kategorycznie domagając się, aby ta nie rezygnowała ze zwyczaju szykowania mi szkolnej wałówki.
Następnego dnia podczas przerwy wyjęłam z plecaka moje pudełko na drugie śniadanie. Ku mojej radości – było pełne. Mina mi zrzedła, kiedy je otworzyłam. Wewnątrz był liść sałaty, trzy rzodkiewki. A pod spodem? Pod spodem było zdjęcie mojej mamy jedzącej moją bułkę z wędliną, serem i majonezem!
Dodaj anonimowe wyznanie
Chyba nie myślałaś że mama zmarnuje pieniądze wydane na dietetyka i ulegnie twoim histeriom?
Swoją drogą brawa dla matki autorki. Dużo osób na jej miejscu albo by zbagatelizowało problem, albo kazałoby córce schudnąć przez ciągłe przytyki w stylu "mniej żryj" - ale dietetyka by jej nie załatwiło.
Mogła to być przenośnia, ale... jeśli przez cały dzień miał dziewczynie wystarczyć liść sałaty i kilka rzodkiewek, to w sumie nie tak do końca brawo dla matki. Zbyt drastyczny przeskok zarówno dla żołądka jak i psychiki :/
Podziekowalas już mamie?
FamaleCenobite Niektórzy mają już taką nadwagę, że muszą od razu przejść na regorystyczna dietę. Skoro pudełko było pełne tej sałaty musiało być więcej.
Dobrze, że mama zainterweniowała i poszła z autorką do dietetyka. Najgorsze, co można zrobić, to zignorować problem. Ale...
... zamiast dawać na cały dzień w szkole tylko liść sałaty i 3 rzodkiewki (co jest zdecydowanie za mało) powinna raczej zrobić autorce z tym zdrową kanapkę. Jest tyle możliwości, które nie oznaczają głodu. No i to zdjęcie mogła sobie odpuścić, niepotrzebna i w niczym pomocna złośliwość.
Zauważyłeś, że dziewczyna u dietetyka wpadła w histerię ? To zdjęcie było odpowiedzią na jej histerię.
I jak to się skończyło?
Uśmiechnęłam się mocno po tym wyznaniu :D
Pójście do dietetyka to w tym wypadku najlepsze wyjście, ale ten dietetyk jeszcze musi ułożyć dietę tak, żeby była atrakcyjna i dopasowana do gustu tego kto ma ja jeść. Sama jestem na diecie u dietetyka i moja pani dietetyk uwzględniła sama z siebie kanapkę z majonezem i szynka. Zamienić bułkę na razowy chleb, chuda wędlina, warzywa i wilk syty i owca cała.
Takie restrykcyjne diety na sałacie nigdy nie będą dobre i zdrowe
Nie ma to jak z premedytacją wpędzać się w stan nadwagi/otyłości... Naprawdę ci to nie przeszkadzało? Słabsza kondycja, być może problemy ze stawami i kręgosłupem, trudność ze znalezieniem fajnych ciuchów, zadyszka przy wchodzeniu po schodach, większa potliwość latem? Że nie wspomnę o lekcjach wuefu czy reakcji otoczenia...
Generalnie komentarze takie jak Twój są właśnie szkodliwe dla osób z nadwagą i otyłością. Kiedy człowiek zmaga się z nadprogramowymi kilogramami ostatnią rzeczą której chce słuchać to przytyki ze strony innych ludzi.
A ja tam jestem w stanie to zrozumieć.
Wyglądam ok (obecnie 55/164), tylko dzięki metabolizmowi. Bo nie jem, dosłownie wpierdalam, kocham majonez i słodycze.
Jakbym zaczęła tyć, pewnie skończyło by się to porządnym załamaniem nerwowym.
Aczkolwiek powiedziałabym, że moja podstawowa dieta jest bardzo zdrowa, jedynie przekąski są kaloryczne w opór, ale chyba wtedy też jem troche mniej obiadu i jakoś się wyrównuje.
@Nvm racja, ale autorka wyznania nie chciała nic z tym robić, a to konkretna różnica.
Nie zapominajmy o tym, że uzależnienie od jedzenia, to chyba najgorsza opcja z możliwych. Bo nie odetniemy się od tego całkowicie.
Osobiście sądzę, że gdyby Autorka miała zbilansowane obiadki i inne posiłki, to te dwie bułki w takim wydaniu nie zrobiłyby jej wielkiej krzywdy. Czyli musiała objadać się innymi rzeczami. Teraz przechodzimy do następnego punktu, czyli pytania, kto ją tego nauczył? Dzieci nabierają nawyków żywieniowych w młodym wieku, jak jeszcze nie mają swoich pieniędzy itp. Więc ktoś Autorce kupował takie żarcie i nauczył ją tak jeść.
Kolejna sprawa, to bagatelizowanie problemów. I tu wiem z autopsji, że ja mogę narzekać na swoją wagę, że nie mieszczę się w fajny ciuch, ale postawcie przede mną dużą porcję makaronu, a on nagle wyłącza mi mózg i chcę tylko jednego: ŻREĆ!
Teraz jestem już starsza, ale to naprawdę boli, gdy czujesz się głodna. Psychicznie, bo brzuch pełny. I widzisz ten makaron czy inne żarcie, ale wiesz, że już wystarczy. To jest właśnie najgorsze. Wolałabym wcale nie jeść, niż się tak męczyć.