#yjUkI
Pod tamtym wpisem pojawiło się mnóstwo różnych komentarzy. Niektóre wspierające, inne niestety przykre i raniące. Ale wiecie, dlaczego piszę o tym dzisiaj?
Bo niedługo miną 2 lata, odkąd jestem z mężczyzną, który każdego dnia pokazuje mi, czym jest prawdziwa miłość. Który nosi mnie na rękach, daje mi poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że znów potrafię być szczęśliwa. Naprawił we mnie rzeczy, których sam nigdy nie zepsuł. ❤️ Pokazał mi, że miłość nie musi boleć, że nie trzeba bać się własnego partnera i że można być kochaną tak, jak zawsze się na to zasługiwało.
I jeśli dzięki temu wpisowi chociaż jedna dziewczyna znajdzie w sobie siłę, żeby odejść od faceta, który ją krzywdzi, to będzie to warte wszystkiego. Nawet tych komentarzy, które wtedy czytałam: „sama jest sobie winna”, „głupia, bo się dała” czy „pewnie sama się prosiła”.
Dziewczyny, jeśli jesteście w takim miejscu, w jakim ja byłam kiedyś, i czekacie na jakiś znak, żeby w końcu zawalczyć o siebie… niech ten wpis będzie właśnie tym znakiem. ❤️
Wiem, że odejście nie jest łatwe. Wiem, że czasem strach, przywiązanie i nadzieja, że ktoś się zmieni, potrafią trzymać nas w miejscu przez lata. Ale chcę Wam powiedzieć jedno: zasługujecie na miłość, która nie rani, na spokój, bezpieczeństwo i życie bez strachu.
Będzie ciężko. Być może najtrudniej właśnie na początku. Ale pewnego dnia obudzicie się obok kogoś, przy kim nie będziecie musiały bać się kolejnego dnia. I wtedy zrozumiecie, że było warto. Że Wy też możecie być szczęśliwe. 🥹❤️
Nie bójcie się wybrać siebie. Wasze życie może być jeszcze piękne. ❤️
Byłam kiedyś w takim przemocowym związku, z Karolkiem, to była moja nastoletnia miłość jeszcze z gimnazjum. On mnie bił, poniżał i gwałcił, ale ja lubiłam klimaty BDSM i mnie to tylko jarało, do tego stopnia że kiedy go nie było, bo był w pracy to uwiodłam mojego ojczyma, który też mnie bił i sama nie wiem z którym było mi lepiej. To był mój pierwszy otwarty związek. Skończyło się kiedy mama nakryła nas na trójkącie. Później po latach powiedziała że miała ochotę wtedy na czworokąt a nawet chciała sąsiadów zaprosić, ale Karolek już przestał przyjeżdżać bo się wystraszył mojej mamy. I tak skończyło się na trójkącie, z ojczymem i sąsiadem spod dwójki. Ten sąsiad tak mi rozciągnął cycki że do tej pory mi wiszą jak zwiędłe kawałki polędwicy
Kiedyś to było jak swatanie i aranżowanie minimalizowały szanse na tego typu przykre przygody ;)
Żartujesz? Może w jakichś bardziej cywilizowanych rodzinach. Ale ile chłopek ich rodzice wydali za mąż za morgi i hektary, nie patrząc na charakter przyszłego męża?
I nie tylko chłopek. Przypomnę historię z II połowy XVII w. Anny Stanisławskiej-Zbąskiej, nazywanej niekiedy "pierwszą polską poetką". Jej ojciec zaaranżował jej małżeństwo z bogatym Janem Warszyckim, kasztelanicem krakowskim. Zadecydowały względy majątkowe, i nieważne było, że przyszły mąż był szurnięty. Anna ledwo uszła z tego małżeństwa z życiem!
Dawniej to było, że "jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije". Przemoc domowa była zjawiskiem powszechnym, a odejście od przemoc owego partnera to był wielki szok i skandal na całą okolicę
@szarymysz
Dawniej zależność prezentowała się tak: Im więcej władzy i majątku tym w małżeństwie mniej liczyło się uczucie, a interes. A nam się wydaje, że w ogóle nikt się nie liczył z uczuciami wtedy, bo studiujemy życiorysy wyłącznie elit. Wszak wśród ówczesnej klasy średniej: wolnych chłopów, rzemieślników i drobnych kupców jakiś cień wzajemnej sympatii między mężem a żoną był KONIECZNY żeby gospodarstwo domowe nie implodowało, więc jak najbardziej liczyli się z uczuciami i szukali jak najlepszych partii dla swoich synów i córek i to nie pod względem majątku a żeby „był dobry i robotny”.
@LodyWaniliowe
Może i dziś przemocy fizycznej wobec kobiet nie ma, ale jej generator w czasach historycznych — fatalnie dobrane związki są plagą po dziś dzień. Jedynie z racji bezkarności kobiet to tym razem mężczyźni stają się w nich ofiarami przemocy psychicznej.
Mój dziadek mawiał, że "dawniej to morgi żenili", czyli liczył się majątek, który dostaną przyszli małżonkowie, a nie uczucia. Liczył się też posąg przyszłej żony. Małżeństwa były aranżowane przez rodziców, a mąż i żona mogli się nienawidzić. Kobiety, jak nie wytrzymywały życia z wrednym mężem, to popełniały czasem samobójstwo, pamiętam takie opowieści dziadków