Ostatnio wstałem na mega kacu, nie kontaktowałem co się dzieje wokół mnie. Wyszedłem z pokoju, bo potrzeba wzywała. W samych bokserkach, a włosy na głowie wyglądały, jakby w nie piorun trzasnął. W sumie sam nie wiem, czy jeszcze byłem pijany, czy alkohol wypłukał mi wszystkie szare komórki, ale na bani wydawało mi się świetnym pomysłem, żeby na noc wrócić nie do siebie, a do rodziców.
Wyobraźcie sobie minę mojego ojczulka, który popija ranną kawkę w szlafroku, a tu jego syn, wyglądający jak menel i odpowiadający na jego "Dzień dobry" - "Nie ma za co" i odlewający się do zlewu, na koniec salutując do niego.
Wstyd jak stąd na Antarktydę. Nie polecam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Współczuję ojcu.
A czy w zlewie były chociaż naczynia?
Na przyszłe lata będzie to wspominane ze śmiechem na rodzinnych przyjęciach
Kolega kiedyś schlał się jak świnia i zamiast do siebie do mieszkania wrócił do rodziców do domu. Mina ojca otwierającego o 4 rano drzwi idiocie, który mówi, że przyszedł w odwiedziny, bezcenna.
Mam nadzieję, że to jednorazowy wyskok i autor nie ma problemów z alkoholem, a historia dość niezła.