Mówi się, że ludzie wierzą w Boga, bo nie mogą wytrzymać myśli, że śmierć jest końcem i po zamknięciu oczu nie ma nic więcej. Ja mam kompletnie na odwrót. Wierzę w Boga, tak po prostu, bez żadnego powodu, ale panicznie przeraża mnie wizja życia wiecznego i tego, że jakkolwiek ono będzie wyglądać, będzie trwało bez końca. Nie mogę sobie w ogóle wyobrazić, co ja mógłbym tak robić przez całą nieskończoność, a kiedy o tym pomyślę, dostaję ataku paniki.
No cóż, mam nadzieję, że Bóg wymyślił coś ciekawego i jeśli po śmierci trafię do tego lepszego miejsca, to nie będziemy się razem nudzić.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ale przecież niebo w założeniu to stan duszy w którym odczuwasz ciągłą pełną obecność Boga. Tylko tyle i aż tyle. W religii katolickiej wierzymy, że dusza jest tak skonstruowana, że nic więcej do szczęścia jej nie potrzeba. Piekło z kołami jest stanem duszy bez obecności Boga. Tylko tyle i aż tyle. Nie żadne ognie piekielne, bo prostu skoro ktoś odrzucił Boga, to właśnie to sam wybrał: jego brak na wieki.
Racja. Z tym że człowiek może to zmienić, bo ma wolną wolę. Anioły nie mogą zmienić raz podjętej decyzji, stąd demony to upadłe anioły które cierpią, ale mając drugą szansę wybrałyby prawdopodobnie to samo. Ale nie mają drugiej szansy. Człowiek ją ma.
Do tego już w czasach Jezusa ludzie go pytali, czy jeśli kobieta miała wielu mężów to który z nich po śmierci będzie miał do niej prawo. I on to wyjaśnił, a tu ktoś pisze że nie poznają się, że nie wiadomo jak to będzie, że coś tam... Jak właśnie Jezus to wyjaśnił.
Ogólnie nieskończoność i nicość często wywołują niepokój. I w kontekście czasu (wieczność) i w kontekście miejsca (wszechświat). Jak zaczynam sobie wyobrażać, jak duży jest kosmos i jak my w tym mali jesteśmy, to też czuję niepokój ;P
Ja jestem zwolenniczką reinkarnacji, w każdym wcieleniu jestem coraz bliżej obalenia patriarchatu. Zaczęło się 200 tys lat temu, kiedy własnoręcznie udusiłam agresywnego homo erectusa
Tak i jeśli karma działa, to w następnym wcieleniu będziesz prezydentką świata i miliarderką, biorąc pod uwagę jak urocza jesteś w tym wcieleniu.
Mam nadzieję, wtedy ostatecznie wyzwolę wszystkie kobiety
O, a teraz "prawdziwa" wyzwolona pozbywa się maski.
To znaczy? Nie bardzo rozumiem o czym mówisz
Różne są powody wiary.
Ale mnie osobiście też wizja wieczności przeraża
Bo życie wieczne nie jest takie super jak mogłoby się wydawać. Na początku można by zwiedzić niebo, ale w końcu zwiedzi się wszystko tam i stanie się to nudne. Bóg musiałby co jakiś czas wymyślać coś ciekawego, bo poprzednie zaczęłoby nudzić. Co z życia w ,,lepszym miejscu", jeśli jedyne co by się zmieniało, to ilość dusz? Po czasie człowiek przestałby zauważać, że to ,,raj", bo przyzwyczaiłby się do wszystkiego tam i nic nie robiłoby już na nim wrażenia. Śmierć jako koniec to o wiele lepsza perspektywa. Po prostu umierasz i przestajesz istnieć, tak jak nie istniałeś, zanim się urodziłeś, zanim zostałeś poczęty.
Ja nigdy tak i tym nie myślałam, że się będziemy nudzić i że dusze będą stopniowo dołączać. Zawsze wyobrażałam to sobie tak, że tam nie ma czasu, i po prostu wszyscy są tam na raz.
Przecież dusza nie ma dopaminy. Jak mogłoby się to znudzić jeśli to jest inna rzeczywistość, gdzie nie ma czasu ani środowiska jakie znamy tu na ziemi? Te Twoje przemyślenia nie ujmują mnie jakoś.
Tylko w takim razie, czy to dalej jesteś "Ty"? Jeśli nie ma dopaminy, to inna rzeczywistość i z założenia jesteś cały czas szczęśliwy, to zostaje z ciebie tylko wydmuszka, pozbawione "wolnej woli" zombie. Możesz oczywiście odbić to i powiedzieć, że "bóg to jakoś wykombinuje, ty nie jesteś w stanie tego teraz pojąć", tylko moim zdaniem to copium.
MaryL4, to wtedy by wychodziło, że po śmierci możesz spotkać dusze swoich praprawnucząt (i dalszych pra), które jeszcze się nie nie poczęły (ani nawet ich rodzice, chociaż w przypadku praprawnucząt mogli, bo można dożyć prawnuków) za twojego życia. Albo dusze swoich własnych dzieci, wnuków, żony/męża, którzy cię żegnali, gdy umierałeś i zorganizowali pogrzeb. Trochę słaba perspektywa - umierasz w otoczeniu bliskich i po śmierci widzisz ich dusze w niebie. No chyba że byś ich nie rozpoznała ani nawet ich nie pamiętała. Z jednej rozwiązałoby to problem, kto w niebie będzie twoim mężem/żoną, jeśli za życia dwa razy wzięło się ślub (a po śmierci małżonka można wziąć ponownie ślub kościelny), bo żadnego/żadnej nie będzie się pamiętało ani oni ciebie. Tylko z drugiej strony są rodzice, którzy stracili dziecko, mogą mieć nadzieję że spotkają je po śmierci, a w takim razie to dziecko po śmierci zapomniało o nich, a i oni go nie będą pamiętać po śmierci, więc ponownego spotkania nie będzie, a nawet jeśli, to nie będą wiedzieli kim dla siebie byli za życia.
Dragomir, w sumie tak, dusza nie ma dopaminy, bo dopaminę produkuje mózg, ale nie ma też serotoniny, czyli hormonu szczęścia, a więc dusze w ,,raju" nie są w stanie odczuwać szczęścia. Nie odczuwają niczego, bo brak im hormonów odpowiedzialnych za odczuwania. Nawet dotykiem nie mogą nic poczuć, bo dusze są niematerialne (no chyba że jednak jakieś uczucie przy dotknięciu czegoś niematerialną dłonią jest, bo jednak dusza musiałaby być pozbawiona też wzroku, słuchu, zapachu i smaku (no dusza nie musi jeść, więc smak jej zbędny), bo nie ma narządów odpowiedzialnych za to, bo to nie same uszy/nos/język z kubkami smakowymi/oczy odpowiadają za dany zmysł, one go tylko odbierają, ale odpowiedzialny jest mózg i układ nerwowy). Wychodzi że życie wieczne od śmierci jako koniec różni się tylko tym, że w tym pierwszym po prostu egzystujesz i nic więcej, nic nie czujesz, jesteś tylko duszą snującą się po niebie, a w tym drugim
przypadku po prostu całkowicie przestajesz istnieć. No moim zdaniem lepiej przestać istnieć całkowicie niż być pustą duszą bez pamięci o swoim życiu, bliskich, bez uczuć.
Piękne pseudo logiczne wywody z wieloma błędnymi założeniami(ale nie Twój Dragomirze).
Nie upieram się, że jest życie po śmierci chociaż osobiście w to wierzę. Za to zadałem sobie trud, żeby zapoznać się z materiałami źródłowymi różnych wierzeń wraz z wieloma ich interpretacjami
Wiele wniosłeś do dyskusji, plus podlizałeś się Dragomirowi, który przypadkiem podziela twój punkt widzenia. Dziękujemy za ten wkład.
Jak widzę że ktoś mówi: "po śmierci nie ma dopaminy/serotoniny, to nie mozna czuć szczęścia, lepiej nie istnieć niż być pustą wydmuszką" i takie tam to widzę, że mam do czynienia z kimś kto jest na zwierzęcym poziomie rozumowania - ja wierzę w to że dusza to energia, to życie które pulsuje w nas, przepływa w każdej żywej komórce ciała. Wierzę w aurę, wierzę w to że mamy pod powłoką cielesną inne ciało (stąd np. czucie fantomowe) które jest nienamacalne dla naszych zmysłów. I wierzę że nasza dusza zanim sie urodziliśmy, już była tam dokąd wróci (jeślinnie w to samo miejsce, to do tego samego świata) i wierzę, że byty pozaziemskie również mają uczucia (a więc i radość, szczęście a nie mają tych hormonów szczęścia). A jak mi ktoś mówi takie rzeczy to aż mi się nie chce dyskutować bo to jak rozmowa ślepego o kolorach.
On po prostu ma być moze podobne poglądy do moich (a może i inne, ale też wierzy w życie po życiu) i wcale "przypadkiem" ani też nie przypadkiem nikomu się nie podlizywał. Mógłbym powiedzieć że Ty się Maniek podlizałeś @Didll, a że ona ma poglądy mocno wykręcone w lewo a Ty tez jesteś miłośnikiem gejów, to akurat mnie nie dziwi tutaj zbieżne stanowisko. Sam swojego nie zająłeś tu ale coś mi mówi że mam do czynienia z ateuszem co to na świat patrzy przez "szkiełko i oko".
Zająłem stanowisko, po prostu może nie zrozumiałeś, bo podrażniło to twój dzyndzelek i spadły ci gniewne klapki na oczy, jak zwykle gdy ktoś nieprzychylnie wyrazi się o twojej wierze. Swoją drogą, jak słaba musi być twoja wiara, jeśli przy kłopotliwym pytaniu od razu wchodzisz w defensywę? Akurat jestem ateistą, ale nie ukrywałem tego, choć nie wierząc i tak jestem lepszym katolikiem niż ty, bo m.in. nie nienawidzę innych ludzi, tylko dlatego, że kochają tą samą płeć od urodzenia.
Naprawdę lata mi to co sobie racjonalizujesz. Piszesz, z kompletnie nieuzasadnioną wyższością, o zwierzęcym rozumowaniu, a sam bełkoczesz o duszy, aurze czy energii. Udowodnij najpierw, że to istnieje, dopiero wtedy będziesz uprawniony do pouczania nas jacy to ślepi nie jesteśmy. I tak, patrzę na świat przez "szkiełko i oko", może dlatego, że nauka na przestrzeni lat, wyjaśniała bzdury które religia karmiła wiernych, natomiast nigdy nie znalazła choć cienia dowodu na twoje tezy.
Boska jest ta arogancja oparta na uczuciach.
I najlepsze jest to, że nie miałem nawet zamiaru atakować tego co piszesz, serio mnie zainteresowało to co napisałeś i chciałem się dowiedzieć co myślisz, ale jak widać nie wypiłeś melisy dziś.
Tak, zająłeś stanowisko w poprzedniej wypowiedzi, a ja odniosłem się tylko do ostatniej.
Strasznie łatwo cię wyprowadzić z równowagi, prawdziwy maniak z ciebie. Skoro taki komentarz cię obraża to serio sam musisz być jak wydmuszka, taki delikatny.