#yWAy3
Moja siostra, tak jak matka, uznała, że chce być panią domu, a nie pracować. Rozmawiałam z nią, tłumaczyłam jej, ale nigdy nie chciała pracować, powtarzała, że za marne pieniądze nie będzie się zrywać rano i wysłuchiwać kretynów szefów, poza tym ma męża, który ją utrzymuje i ją kocha.
A teraz po ponad piętnastu latach jej mąż ją zostawił i odszedł do innej. A ona, bez doświadczenia zawodowego, w wieku czterdziestu trzech lat nie ma nic i wróciła do rodziców. Ojciec nie daje jej spokoju, tylko powtarza, że dzieci wychował, a ona jest dorosła i nie będzie jej utrzymywać. Matka chce jej pomóc, wiem to, ale nie ma jak.
Siostra jest bez kasy na własne życzenie, a ja mogę powiedzieć (w myślach, bo nie na głos) „a nie mówiłam?”. Obecnie szuka jakiekolwiek pracy, by móc się wyprowadzić od rodziców. A ja w duchu się cieszę, że wyszło na moje.
Jak on ją zostawił dla innej, to rozwód należało przeprowadzić z orzeczeniem o jego winie i starać się o alimenty na nią ze strony byłego męża. Poza tym nie kumam tego - życie na rachunek męża, ale proszenie się o pieniądze? Moja mama nie pracowała kilka lat po urodzinach mojego brata i moich, więc był taki okres, gdy utrzymywał ją tata, ale ich finanse zawsze wyglądały tak, że było wspólne konto, do którego każde miało swoją kartę.
To miło, że w duchu się cieszysz, że wyszło na twoje. Jako feministka uważam, że każda kobieta ma prawo pracować zawodowo, ale ma też prawo nie pracować, jeśli życie jej na to pozwala. Siostra wybrała inny styl życia i teraz ponosi tego konsekwencje. Czy finalnie wyjdzie na tym gorzej? Życie pokaże, dużo jeszcze się może wydarzyć. Zapewne będzie musiała zrewidować swoje poglądy, całe szczęście że ma wsparcie w matce. Każdy ma prawo do własnych wyborów, nawet jeśli w oczach innych są one błędne.
O, to to właśnie. Wolność to wolność wyboru i ponoszenie tego konsekwencji.
Można żyć i tak i tak, ważne, żeby było sprawiedliwie. A przez sprawiedliwie rozumiem taki podział, że każdy wkłada mniej więcej tyle samo pracy, ma mniej więcej tyle samo czasu wolnego, i przy ewentualnym rozstaniu ma mniej więcej tak samo dobre perspektywy, takie samo prawo do dziecka. A więc jeśli żona nie pracuje, bo zajmuje się domem i dzieckiem, to powinna mieć zabezpieczenie finansowe. Jeśli mąż nie spędza tyle czasu z dziećmi, bo pracuje zawodowo, to nikt nie powinien mu z tego tytułu ograniczać praw do dziecka.
Ot i głos rozsądku. Aż miło przeczytać.
"Moja siostra, tak jak matka, uznała, że chce być panią domu, a nie pracować."
Wyraźne nieporozumienie językowe: "pani domu" to taka pani, za którą w domu pracują służący i gosposie, a ona tylko pokazuje palcem co trzeba zrobić. :))
Nie rozumiem takiego frywolnego podejścia, ale z drugiej strony byłam całkowicie inaczej wychowywana - u mnie kobiety zawsze pracowały, nawet moje prababcie, przed wojną - jedna prowadziła salon krawiecki, druga z mężem restauracje. Natomiast cieszenie się, z nieszczęścia siostry? Serio? Co ci to daje, nie wyszło na Twoje - może i miałaś rację, ale finalnie to rodzina będzie na minus, bo siostrę trzeba wesprzeć.
Ach ta braterska miłość 🥰💋
Jest różnica pomiędzy tym, że ktoś „nie pracuje”, a „nie pracuje zawodowo”. Myślałam, że w XXI wieku nie trzeba tego nikomu tłumaczyć.
Pierwsze trudno pochwalić. Drugie jak najbardziej może działać. Co więcej, bywa i tak, że osoba nie pracująca zawodowo, w rzeczywistości pracuje dużo ciężej niż ta, która utrzymuje rodzinę. Tyle że, rzeczywiście, traci w tym momencie na doświadczeniu zawodowym.
A na emeryturę ciekawe kto pracuje tym gosposiom.
To idiotka.
Ale nie większa niż ty. Jebana zdrajczynio zawistna.
A zresztą to bujda na resorach, że bez doświadczenia nie znajdzie pracy. Do maka ją przyjmą z miejsca i nie będzie nikogo prosić o kasę.
Rozmawiać samemu ze sobą to i owszem ale wyzywać samego siebie pisemnie na internetowej stronce...
@chybajednaknie
Ale za to... Mają rozmach.....nyny.
36 komentów w jedną dobę - nie każdemu się chce.
Bolec się nie przelogował i sam siebie wyzywa. Tego jeszcze nie grali 😁😁😁
chybajednaknie Jesteś debilem? To chyba oczywiste, że nie odpowiadam sobie, tylko kontynuuję wypowiedź. Boże, zdolności literackie w tych czasach kuleją...
Dragomir, ty nieogarze. Odpowiadam na wyznanie w wszystkich 3 komentarzach. Jak mały mózg trzeba mieć by tego nie załapać?
Frog, jestem jedną osobą, a ten wynik nie jest nawet duży. Mam weekend, wolne od pracy to i mogę pisać, ile chcę.
I tak należą się jej alimenty, skoro rozwód z jego winy.
Nie "należą się jej alimenty" tylko "może wystąpić o alimenty". A czy sąd je przyzna, to inna sprawa.:
KRiO Art. 60. § 1.
Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.
A co, jeśli sąd powie "przecież może pani iść do pracy"?
Alimenty na byłego współmałżonka to rzadka sprawa. No i są na określony czas a nie na całe życie.
Może znaleźć dla siebie nowego męża.