Rok temu zerwałem z dziewczyną. Byliśmy ze sobą dość krótko, bo pół roku. Zerwałem, bo po pewnym czasie zacząłem się źle czuć w tym związku, nie czułem się sobą np. po kilku dniach spędzonych razem czułem potrzebę odizolowania się od niej na kilka dni, takiego dystansu emocjonalnego. Próbowaliśmy z tym jakoś walczyć, ogarnąć ten mój chłód emocjonalny. Oboje myśleliśmy, że po prostu jestem niezdolny do odczuwania wyższych emocji i wokół tego się kręciliśmy. Dopiero niedawno, bo kilka miesięcy temu pod wpływem narastających i męczących myślach o niej spróbowałem na nowo zmierzyć się ze swoim problemem. Po tych kilku miesiącach analizy itd. odkryłem, że to wszystko było prawdopodobnie spowodowane pewnym wydarzeniem z dzieciństwa - zostałem odrzucony przez dziewczynę z powodu "nadmiaru" emocji, pewnie można by było to nazwać nawet love bombingiem. Miałem wtedy 12 lat dopiero, ale mega mnie to dotknęło. Do tej pory analizowałem tę sytuację tylko przez pryzmat nieśmiałości (po tym wydarzeniu stałem się mega niesmiały), ale teraz widzę, że zamknąłem się również emocjonalnie. Wyrobiłem sobie taką tarczę, mechanizm obronny, który miał mnie chronić przed ponownym takim odrzuceniem, a w konsekwencji zranieniem. Czyli w skrócie: nie mam dostępu do własnych emocji > nie mam jak ich okazać > nie zostanę zraniony. No i efekty tego było widać w niedawnej relacji. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, pojawiły się "dziury w tarczy" i mimo że minął rok to zacząłem czuć emocje, których nie czułem chyba przez dobre kilka jeśli nie kilkanaście lat m.in. ogromną tęsknotę, ból i no właśnie - miłość? Czy to możliwe? Strasznie trudno jest mi zaakceptować fakt, że całkiem możliwe, że odszedłem od osoby, która kochała mnie i którą kochałem też ja, ale sam nie byłem tego świadomy, bo nie miałem pełnego dostępu do swoich własnych emocji. Tym bardziej mi trudno, bo poza tym wszystko było świetnie i byliśmy naprawdę pod wieloma względami dobrze dopasowani.
Aktualnie nie jestem wstanie sobie z tym poradzić. Zamiast się z tego wygrzebać to co raz częściej płaczę wieczorami myśląc o niej. Nie mogę zaakceptować faktu, że gdybym wtedy znał źródło moich problemów to mogłoby to teraz wyglądać kompletnie inaczej. Chciałbym do niej wrócić, mimo że wiem, że to nie możliwe. Zbyt bardzo ją zraniłem tym odejściem i zniszczyłem jej zaufanie. Sama mówiła, że jak odejdę to nie ma już powrotu. Teraz układa sobie życie w innym mieście.
Chciałbym ją chociaż przeprosić, ale nie wiem czy nie namiesza to jej niepotrzebnie w głowie. Jest bardzo emocjonalną osobą i pamiętam jak mówiła o byłym i ile się wygrzebywała z tego (miała nawet depresję). Wiem, że to niby tylko przeprosiny, ale z szacunku do niej nie chcę już jej mieszać w życiu. Z drugiej strony wiem, że takie przeprosiny się jej należą
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeszcze nie słyszałem o sytuacji, w której szczere przeprosiny wypchane po brzegi prawdą pogorszyły sytuację. Przestań chować się za projekcjami i udawaną troską o jej stabilną codzienność, weź odpowiedzialność za to, co zrobiłeś i ją przeproś. Jeśli będzie chciała Ci odpisać, to odpisze, jeśli nie, to nie, ale przynajmniej zachowasz się jak należy. Nikt nie jest doskonały i każdy ma jakieś naleciałości z przeszłości, wszyscy musimy z nimi walczyć, więc to ostentacyjne samobiczowanie też możesz sobie darować. Dorośli ludzie to rozumieją i ona też zrozumie, ale, no właśnie, musisz się otworzyć i jej o tym powiedzieć.
Pytanie, czy to właśnie nie to tak naprawdę Cię blokuje?
Naus
Serio? Rozstali się rok temu, pewnie ona to już przetrawiła, układa sobie życie, być może z kimś innym, a jej były nagle po 12 miejscach ogłasza, że przeprasza?
W moim odczuciu, to przejaw egoizmu. "Przeproszę, żeby się poczuć lepiej". Czy jej to d czymś pomoże?
Wyłączył uczucia na lata i teraz znowu czuje emocje? Dziwaczna blokada.
Zrób to, przeproś ją choćby dla samego siebie i własnego spokoju. A jak namieszasz i coś z tego wyjdzie, to może odnajdziecie się ponownie 😍