#Uhwhv

O żebrzących ludziach i pomaganiu im trzy historie.

Pewna starsza kobieta przychodziła co tydzień do mojej babci, że jej brakuje na jedzenie, więc babcia jej dawała dwie dychy. Dowiedziała się o tym moja mama, bo akurat była w domu, a dziwnym trafem starsza pani przychodziła tylko w godzinach jej pracy. By udowodnić babci, że starsza pani kłamie, mama dała jej szynkę, chleb, jajka i kiełbasę i ani grosza. Pani nie odeszła od domu nawet 20 metrów, jak to pieprznęła w krzaki i poszła. Pieniędzy więcej nie ujrzała, to i przychodzić, i chyba głodować przestała.

Ciekawszy jest przypadek faceta, który siedząc na wózku przez kilkanaście lat, codziennie, zbierał pieniądze na głównym deptaku dużego miasta. Nie wiem, czy jeszcze żyje, ale jak ostatni raz o nim słyszałem solidne lata temu, to dobił ówcześnie 16 lat żebrania. I może i nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że zdarzyło mu się być pacjentem u mojej mamy. Otóż chłop był górnikiem, chodzi normalnie i ma całkiem sporą emeryturę, a to jego sposób na nudę i dorabianie sobie.

Ostatnia historia:  w galerii jakiś facet prosi o zakup posiłku na teraz, bo głodny, w restauracji, gdzie się samemu nakłada jedzenie. Ja odmawiam, zgadza się inny chłop, ja obserwuję. Biedny głodny szybko, by płacący się nie połapał, zasłania widok plecami i upycha do pojemnika jakieś 10+ schabowych i nic więcej. Facet się orientuje, ale i tak płaci za trzy schabowe, co wywołuje mój podziw, nawet za okruszek bym nie zapłacił w takiej sytuacji. A biedny głodny, gdyby mu uszło na sucho, miałby kotletów do obiadu w domu na ponad tydzień.

Było wiele innych przypadków, przez które nauczyłem się nie dawać ani jedzenia, ani pieniędzy. I żal mi tylko ludzi, którzy naprawdę będą w potrzebie, a nic nie dostaną.

Jedyny przypadek, gdy daję drobne, to ludzie, którzy chcą odwieźć wózek pod marketem i zgarnąć resztę. Złotówka czy dwie mnie nie zbawią, a tym przynajmniej chce się tyłek ruszyć, by zarobić.
szarymysz Odpowiedz

Wręczenie takiej osobie jedzenia zamiast pieniędzy to najlepszy sposób na sprawdzenie ich intencji. Mnie tylko raz się zdarzyło, że gość wyglądający biednie ale trzeźwo i schludnie poprosił mnie pod sklepem o coś "na jedzenie". Powiedziałem, że mogę mu coś kupić. OK. Kupiłem jakieś bułki, paczkę wędliny, jakiś serek, pomidora. Wręczyłem mu to pod sklepem zamiast pieniędzy. Bardzo się ucieszył, czyli naprawdę potrzebował jedzenia.

Pod tym samym sklepem kilka razy odpowiedziałem innym, że mogę kupić coś do jedzenia, ale pieniędzy nie dam. Odpowiedź była zazwyczaj podobna: "Sp...laj".

Dodaj anonimowe wyznanie