#yJ9Xl

Przygód z rynkiem pracy w moim mieście ciąg dalszy. To już naprawdę zaczyna zakrawać o życie w jakiejś dystopii.

Rozmowa o pracę na "wysepce" z etui do telefonów w galerii handlowej. Pracodawca przedstawia mi grafik, warunki pracy, wszystko zupełnie normalnie. Już prawie się żegnamy, kiedy nagle wyjeżdża z tekstem "Tak w ogóle szkolenie nie odbywa się w naszym mieście. Szkolenie polega na tym, że wyjeżdża pan na 2 tygodnie do Krakowa (4h drogi stąd) i pracuje pan po 10h dziennie za 7zł/h, ucząc się od naszego mistrza sprzedaży. Oferujemy noclegi w schronisku, ale za obiady i dojazd musi płacić pan sam. Jest pan zainteresowany?". Zbierałem szczękę z podłogi kolejne trzy dni.

- Jakie są pańskie oczekiwania finansowe?
- Ale dlaczego pani mnie o to pyta? Przecież pensja jest z góry ustalona, prawda?
- No tak, ale chcemy wiedzieć, czy jesteśmy w stanie sprostać pana oczekiwaniom.
- Okej, ale może pani mi podać kwotę, a ja powiem, czy mieści się ona w moich oczekiwaniach.
- Ech... Proszę pana, tutaj nie ma stawki godzinowej, zarabia pan ile pan chce na prowizji w zależności od wyniku...
- Ach, to tak to wygląda, mój kolega też kiedyś zarabiał wyłącznie "w zależności od wyniku". Po 200 godzinach dostał 700 zł. Dziękuję pani, do widzenia.

Rozmowa o pracę w escape roomie, gdzie jestem prawie pewien, że właściciel przyszedł lekko nietrzeźwy. Przy rozmowie o pensji z oburzeniem powiedział, że ja nie będę zarabiał na "siedzeniu na tyłku", tylko na obsługiwaniu klientów - jeśli mam danego dnia umówione dwie grupy, jedną na 12:00, a drugą na 20:00, darmowe 7h pomiędzy jest już moim problemem. Mogę być na miejscu nawet po kilkanaście godzin dziennie i zarabiać tylko za niecałą jedną piątą spędzonego tam czasu. Gdy spytałem, czemu nie wspomniał o tym przez telefon, odparł zirytowany, że to chyba oczywiste.

"Specjalista od HR-u" nie wpadł na to, że mógł mnie spytać o pewne rzeczy przez telefon. Jechałem przez pół miasta w upale tylko po to, żeby po 5 min dowiedzieć się, że nie jest to praca dla studentów dziennych.
- Ale przecież mam napisane na CV czarno na białym, że jestem studentem.
- Tak, ale nie ma pan napisane, że dziennym.
- Proszę mi powiedzieć, czemu pan o to mnie nie spytał wcześniej?
- Wie pan, nie życzę sobie takich dygresji. Sam mi pan mógł to przekazać. Do widzenia.

Praca w sklepie osiedlowym po 10h dziennie. Brak krzesła. Wszyscy uważają to za absolutnie normalne.

Praca jako roznosiciel ulotek do klubu nocnego. Boże... Straciłem w sumie 3 dni na idiotycznych rozmowach, bezsensownym jeżdżeniu po mieście w tę i we w tę, ustalaniu warunków. Menadżer (osoba decyzyjna) ciągle przekładał swoje przyjście, a jak w końcu się pojawił, powiedział, że przecież nie szukają nikogo nowego do ekipy i po co ja zawracam mu głowę. Potem stwierdził, żebym nie szukał teraz innej pracy, w razie gdybym był potrzebny.
Czerwonypin Odpowiedz

No z tym sklepem to niestety prawda i tak jest w większości sklepów

Anonimowane

@szinigami Brak krzesła to jedno, ale 1 dnia pracy jesteś informowany, że w ogóle nie wolno Ci siedzieć (ani na własnym krześle, ani na podłodze ani nigdzie), bo to źle wygląda i zniechęca klienta.

JoseLuisDiez

Ciekawe kto to wymyślił i w jaki sposób uzasadnił. Niestety w naszym kraju jest masa różnych debili na stanowiskach kierowniczych, którzy nie mają zielonego pojęcia jak naprawdę wygląda praca ich podwładnych i którzy wymyślają różne bzdurne przepisy, których jedynym celem jest chyba tylko utrudnić życie ich pracowników.

AmigosForever

Kiedys pracowałam w pewnym popularnym sklepie odzieżowo przemyslowym na P. po 11 godzin na stojąco z jedna 15 minutowa przerwa. Z tym szczęściem, że po przepracowanych tylu godzinach było trochę więcej dni wolnych w miesiącu. Czasami będąc w tym sklepie, ale w innej miejscowości zastanawiam się czy tam też robią po tyle godzin.

kingaa2407

Też pracowałam w bardzo popularnej odzieżowej sieciówce. Piątek 12h, sobota 12h, niedziela 10h. Nie moglismy usiąść, bo to niedobrze wygląda przy klientach. W ciągu tylu godzin była jedna przerwa - 20min. Gdy chwilowo nikogo nie było (co rzadko się zdarzało) to choć na minutę, dwie siadało się na pufach w przymierzalni, bo tak nogi do tyłka wchodziły.

Caldas Odpowiedz

Mamy rynek pracy pracownika, ofert pracy jest często więcej niż chętnych, jak ktoś chce pracować to bez większych problemów znajdzie sobie jakąś pracę.
Jakąś.
Niestety nadal jest dużo "Januszy biznesu", którzy traktują pracowników jak niewolników, myśląc że minimalna krajowa na śmieciówce to wspaniałe zarobki i pracownicy powinni go po nogach za to całować.
Inwestowanie w pracownika, zwłaszcza dobrego, to inwestycja w firmę, dobry pracownik, któremu zależy na pracy jest wydajniejszy i przynosi firmie więcej korzyści, niż taki, który przychodzi byle odbębnić 8h i mieć wszystko w d..., nawet jeżeli koszta utzymania dobrego pracownika są wyższe, to często się to zwraca w jego jakości pracy. Niestety zbyt mało pracodawców to rozumie.
Inna sprawa to że tacy "Janusze biznesu" istnieją dzięki idiotom, którzy nie znają swoich praw i dają się tak wykorzystywać.

JoseLuisDiez

W niektórych branżach na niektórych stanowiskach brakuje chętnych do pracy, wymagania są śmiesznie niskie, w porównaniu z tymi z przed paru lat i to dotyczy pracy na tym samym stanowisku w tej samej firmie, wręcz niekiedy zatrudniają każdego, kto się zgłosi. Konkurencja jest duża, lepsze firmy kuszą wyższymi zarobkami, dodatkami, premiami, lepszymi warunkami pracy, a te gorsze muszą brać byle kogo.
Jak ktoś jest ogarnięty i chętny do pracy to bez problemu znajdzie sobie pracę, nawet jeśli będzie ch..a, to zawsze można szukać dalej, aż znajdzie się coś lepszego.

Caldas

@PogromcaPsychopatow
Ja mam dobrą pracę i nie narzekam, a ty?

silbakusongo Odpowiedz

Nie daj się dymac za byle co. Nie warto.

Jawiem1210

Przecież się nie daje.

Bajonett

Jak już się dymać, to chociaż za coś konkretnego, żeby można było zawrzeć to w CV.

doesntcar12345 Odpowiedz

Kurcze. Śmiała bym się, ale w naszym pięknym kraju takie są realia. Kiedyś, gdy byłam świeżo po studiach, poszłam na rozmowę o pracę usłyszałam, że ma doświadczenie i wszystko cacy, tyle że jestem młodą kobietą, mogę zajść w ciążę bo pewnie będę chciała dzieci... Było to X lata temu... Nice, nawet nie miałam w tamtym czasie chłopaka. I tak stwierdziłam, że czas spojrzeć na zachód. Tu nigdy nie usłyszałam dyskryminacji, nawet kiedy zostałam mężatką z dzieckiem, która chec mieć więcej dzieci w przyszłości. Ważne że wiem co robię oraz dobrze pracuje, macierzyńskie i powrót do pracy.

Exet3r

Jest tyle kobiet, które tylko czekają by tak zrobić, że pracodawcy się tego bardzo obawiają. Nie ma się co dziwić, skoro liczą na wydajnego pracownika, a nie darmozjada.

Zihat

Ja powiem tyle, że Exet3r ma rację. A minusy ma tylko dla tego, że na tej stronie dziewczynki nie akceptują prawdy, oburzając się o nią.
Taka awersja nie bierze się z niczego. Kobiety często zatrudniają się po to, aby po pół roku, czasem po roku brać sobie macierzyński urlop na kolejne 9 miesięcy. Nie mówię że wszystkie tak robią, ale ilość która postępuje w ten sposób jest zatrważająca.
Wiem, bo w pracy między innymi (żeby nie wchodzić w szczegóły) za zadanie mam dzwonienie po urzędach gmin i aktualizowanie danych odnośnie pracowników.
Niemal w każdej gminie jest co najmniej po kilka takich przypadków, każdego roku, nawet w tych małych gminach. Kierownicy referatów często w rozmowie śmieją się już z tego, mówiąc że szkoda żebym aktualizował skoro zapewne ta też niebawem pójdzie. Jest to po prostu norma. Napotykałem też gminy gdzie połowa żeńskiego zespołu siedziała sobie na takich urlopikach.
Kobieta oczywiście będzie skandować że dyskryminacja, seksizm i nie wiadomo co jeszcze, a prawda jest taka, że nikt nie chce zatrudniać pracownika który pracować nie będzie, a pieniądze trzeba mu będzie płacić.

Selevan1

Nie no co ty, to dyskryminacja. Kobiety potrzebują więcej przywilejów, a pracodawcy powinni byc szczęśliwi ze mogą takie księżniczki 'zatrudnić'.

Fina

Od kilku ladnych lat tego typu pytania sa zakazane. Pracodawcy boja sie o to zapytac, bo mozesz wytoczyc im proces o dyskryminacje.
Jestem za obowiazkiem dzielenia urlopu rodzicielskiego i zwolnien lekarskich na dziecko, wtedy nie bedzie roznicy, czy zatrudnia sie kobiete, czy mezczyzne

RozpierdalaczTrocin

Nie no to niech nie zatrudniają kobiet bo przecież wszystkie to darmozjady. Każda tylko chce zajść w ciążę. Potem się dziwicie, że nie chcą pracować. Albo dostają mniej, albo są z góry dyskryminowane.

JoseLuisDiez

Niestety to jest efekt takich cwaniar, co w momencie zatrudnienia zataja informację, że jest w ciąży, a jak dostanie umowę, to następnego dnia oznajmia, że jest w ciąży i idzie na zwolnienie. Nasze prawo chroni tu pracownika, ale pracodawcy już nie.

Anonimowane Odpowiedz

Wszystko spoko, ale pytanie o oczekiwania finansowe jest najbardziej standardowym i logicznym pytaniem na rozmowie kwalifikacyjnej, więc Twoja odpowiedź jest nie na miejscu. Pozwól, że zapoznam Cię z tzw. prawem rynku. Jeśli na to stanowisko jest przewidziane 2500 netto załóżmy, a Ty zażyczysz sobie 2200 to dostaniesz 2200. Jeśli natomiast zażyczysz sobie 2700, to usłyszysz, że nie przewidują takiej kwoty. Jeśli będziesz brnął w zaparte to jest szansa, że akurat bardzo potrzebują kogoś z Twoimi kwalifikacjami i dadzą Ci 2700 (osobiście znam takie przypadki).
Fakt, jesteś studentem i zapewne szukasz roboty za najniższą krajową lub niewiele więcej, byle dało się pogodzić z uczelnią. Ale odpowiadanie "a po co Pani pyta" na pytanie o oczekiwania finansowe po prostu źle o Tobie świadczy.

JoseLuisDiez

Jeżeli różne osoby pracujące na tym samym stanowisku, na tych samych zasadach, których wartość pracy jest taka sama, a mimo to otrzymają różne wynagrodzenia to można to potraktować jako dyskryminacja i można taką sprawę skierować do sądu, czy inspekcji pracy.

Fina

Feet,
Mamy wolny rynek, w pracy rownież. Na KAŻDEJ rozmowie o pracę slyszalam pytanie o swoje oczekiwania finansowe. To NORMALNE pytanie. I nie negocjowałam kontraktów na kilka milionów, a umowy w granicach 2200-3000. Po takim pytani, albo pracodawca zgadzal sie bez problemu lub podawal swoją stawkę, w zależności od sytuacji, albo negocjowałam dalej lub sie zgazalam. Pracodawca ma prawo zatrudnic osobę, ktora ma najlepszy stosunek ceny do cv i umiejętności. A ty możesz po prostu się u niego nie zatrudnić. Osobiście wolalabym niższą pensję, a w zamian za to benefity i szkolenia. Kiedys ze wzgledow zdrowotnych zalezalo mi na pracy zdalnej.
Zastanawiam się, z ktorego roku pochodzą te historie. Ostatnio sama szukalam pracy, w konkretnej dziedzinie i kiepsko platnej. I znalazlam ja bardzo szybko. Albo przyciagasz beznadziejne oferty, albo cos koloryzujesz.

Anonimowane

@FeetDonald nie żeruje na ludziach nieznających swoich praw, tylko na ludziach nie znających swojej wartości. Ale nie ma w tym nic złego, bo świat funkcjonuje tak:
- pracodawca chce zapłacić jak najmniej
- pracownik chce zarobić jak najwięcej
siadacie i negocjujecie. Jeśli zgadzasz się pracować za 2200, a pracodawca zgadza się zapłacić Ci 2200 to jakie ma znaczenie, że pracodawca może Ci zapłacić 2500? Ma prawo tego nie robić, jeśli dla Ciebie 2200 jest satysfakcjonujące. To nie jest kradzież, to jest prawo rynku.
Analogicznie mam załóżmy sofę do sprzedania na olx. Nie zależy mi na kasie, więc wystawiam tę sofę za 200 zł, żeby ktoś ją szybko zabrał. Co z tego, że sofa jest warta 600? To kupujący powinien przyjść do mnie i powiedzieć "przecież ta sofa jest warta 600 i ja tyle zapłace", bo inaczej to kradzież? No nie, nie kradzież bo ja żądam 200.

Hehee Odpowiedz

Spróbuj swoich sił w udzielaniu korepetycji licealistom albo uczniom podstawówki. Szybki dość hajs, bo za godzinę się bierze 40-50 zł.

PinkFloyd

Tak, ale w niedużym mieście trudno ogarnąć sobie uczniów na więcej niż 5-6 godzin tygodniowo (wiem z autopsji), a wtedy wychodzi z tego co najwyżej dodatek do normalnej pensji.

Mindanao

Studiując dziennie zwykle szuka się właśnie takiego dodatku :)

Hehee

Ale za to będzie to dość spory dodatek, nawet 4 godziny tygodniowo

Bajonett Odpowiedz

Proste,
Większość pracodawców to idioci, którzy myślą, że jak już mają swój biznes to wolno im traktować ludzi jak odchody.
Wiem jak to jest, sam taki kiedyś byłem.

Ogólnie to witam ponownie. Wracam, bo beze mnie jest tutaj zbyt nudno.

JoseLuisDiez

To dobrze że byłeś i już nie jesteś. Każdy pracodawca powinien postawić się w roli pracownika i zastanowić się czy sam by chciał pracować na takich warunkach. Niestety mało który to potrafi.

Bezszelestnieeeee Odpowiedz

Parę lat temu mieszkałam we Wrocławiu. Po bezowocnych poszukiwaniach pracy, które zresztą wyglądały tak samo, nogi zaprowadziły mnie do agencji pracy. Tam zaproponowano mi szalenie zawrotną stawkę 4,75za godzinę....

JoseLuisDiez

Parę lat temu tak było, czasy się na szczęście zmieniły.

RozpierdalaczTrocin Odpowiedz

Przecież jak coś sprzedajesz to musisz mieć stawkę godzinową lub dniówkę, jeśli zależało to tylko od sprzedaży to umowa prawdopodobnie była niezgodna z prawem, że tak powiem.

Szkolenie 2 tygodnie? No coś za długo do sprzedaży etui do telefonów. Ja miałam szkolenie do pracy w banku do obsługi klienta przez tydzień.

Sorry ale dla mnie przynajmniej połowa tych historii to bajeczka i tyle.

lolalolaaaa Odpowiedz

1. Tak jest w większości sklepów (zwłaszcza w sieciówkach) - praca w jednym mieście a szkolenie w zupełnie innym. Obudź się, nie będą ściągać kogoś specjalnie dla ciebie z drugiego końca Polski! Poza tym, szkolenie na sprzedawcę etui do telefonów trwające dwa tygodnie? Chyba cię troszkę fantazja poniosła.
2. Serio? Jesteś studentem, co za tym idzie nie jesteś dyspozycyjny i masz praktycznie zerowe doświadczenie, a próbujesz gwiazdorzyć na rozmowach kwalifikacyjnych, serio? Ja się nie dziwię czemu te "przygody z rynkiem pracy" cały czas trwają.
3. Z tym escape roomem coś albo zmyślasz albo źle zrozumiałeś. Gdyby facet miał pracownika na stanowisku pracy przez 10 godzin, a płacił za dwie to już dawno miałby na głowie Państwową Inspekcję Pracy.
4. Chyba nie tylko "Specjaliście od HR" (samo kąśliwe ujęcie tego w cudzysłów było nie na miejscu) powinno zależeć na tym, żeby przyjąć kogoś do pracy, więc, jak słusznie zauważył, mogłeś poinformować, że studiujesz dziennie. Patrząc na twoje podejście nie zdziwiłabym się gdyby w ofercie była informacja chociażby o wymaganej dyspozycyjności, ale to olałeś albo nie doczytałeś.
5. Praca w sklepie to z reguły praca stojąca, dopiero zauważyłeś?
6. Jedyne co rzeczywiście brzmi niepoważnie.
Podsumowując: student bez doświadczenia, szukający pracy dorywczej, który uważa się za Bóg wie kogo, oczekuje Bóg wie czego i żali się, że wszyscy dookoła są źli. W ogóle chcesz znaleźć pracę czy tylko pościemniać, że szukasz?

kotemfilemonem

@FeetDonald

To zalezy od tego, co to za sieciowka. Jesli w danym miescie jest np. tylko jeden oddzial danej firmy albo tylko jeden, ktory sientym zajmuje, a najblizszy jest 100km dalej - to tak, jest sie oddelegowanym do innnego miasta i nie ma w tym nic dziwnego. Ba, dziwne jest, ze tego nie rozumiesz. I wiesz, ja swego czasu zostalam wyslana nawet na wstepne szkolenie gdzies na pn Danii, bo tak bylo najblizej, a specyfika pracy tego wymagala.

A pozostale argumenty, do ktorych nawet nie znizyles sie zeby sie odniesc sa podobnie merytrycznie istotne. I jesli tego nie zrozumiesz, to nie bedzie najlepiej. A poza tym, ocena Twojej poatawy przez @lolaolaaaa wydaje mi sie jak najbardziej prawdziwa.

lolalolaaaa

FeetDonald, obudź się, tak jest prawie wszędzie! Przede wszystkim ze względów praktycznych. Wyobraź sobie, że w kilku (lub nawet kilkunastu) sklepach w całej Polsce jest zatrudniany nowy pracownik. Oczekujesz, że specjalista będzie jeździł do każdego po kolei na kilkudniowe szkolenie? Ustala się termin szkolenia i wszyscy mają je w tym samym czasie jako jedna grupa. Tu nic nie trzeba wymyślać, bo tak po prostu jest!

Chłopczyku (sorry za taką a nie inną formę, ale zachowujesz się jak dzieciak, który tupie nóżką i zasłania uszy rękami krzycząc "la la la la nic nie słyszę nic nie słyszę") otrzymujesz informacje od osób bardziej doświadczonych od siebie, ale zamiast tego wolisz zamknąć się w bańce swoich wyobrażeń. Odpowiadasz chyba na każdy komentarz krytyki podając argumenty z czterech liter, którymi tylko pokazujesz jak mało wiesz o życiu. Możesz sobie siedzieć w tej swojej bańce z przekonaniem o tym, że jesteś cudowny a pracodawcy powinni się o ciebie zabijać za sam fakt, że zadałeś sobie trud wysłania im CV. Tylko że w ten sposób nic nie osiągniesz, nikt nie będzie chciał cię zatrudnić. Zdobądź doświadczenie i wykształcenie, żeby rzeczywiście któregoś dnia tak było, ale jak narazie posłuchaj ludzi, spójrz na to wszystko realnie, poczytaj, poobserwuj i schowaj swoje wyobrażenia do kieszeni.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie