#yHZ5h
Moja narzeczona ma siostrzeńca. Gówniarz jakich mało. Nazwijmy go P. Ma 12 lat, a zachowuje się jak rozpieszczony gówniarz, który wszystko dostaje, a sam nie daje od siebie nic. Nie wspominając o chamskich odzywkach do rodziny, a gdy trzeba coś, to maślanych oczu do wszystkich.
Na początku jedynie wspomnę, że tato P. zmarł z powodu zakażenia, gdy on miał 6 lat. A więc co takiego P. robi? Oto przykłady.
P. dostaje wszystko na co ma ochotę. Wielki telewizor w pokoju? Żaden problem. Nowy telefon? Otóż to też nie stanowi problemu! A może rowerek się znudził dla P? Taka sytuacja też miała miejsce.
Bez elektroniki to dziecko nie umie funkcjonować. Drze ryja, gdy tylko mu zabierzesz telefon.
Wspólne zakupy? Och, o niczym innym nie marzyłem... Musisz kupić mu wszystko czego sobie zapragnie, bo inaczej płacz.
Ale wiecie co w tym wszystkim jest najgorszego? Nie widzi tego NIKT! Nikt z rodziny. Jedynie ja. Każdy to tłumaczy tym, że nie ma ojca, więc mu się należy. I on ten fakt wykorzystuje. Gdy czegoś się mu odmawia, to robi szklane oczy i mówi, że tato by mu pozwolił, gdyby żył. I każdy mięknie, a on z satysfakcją odchodzi, bo ma to co chciał.
Ale to też nie byłoby najgorsze, gdyby nie podejście mojej narzeczonej do tego.
Ona nie widzi w tym problemu. Traktuje go jak syna. Co raz bierze go do nas na noc, bo P. bardzo chciał. On pół nocy gra na konsoli, drze ryja, że nie można spać, a gdy zwrócę mu uwagę, to moja narzeczona się obraża, bo nie mam prawa mu zwracać uwagi BO NIE MA TATY. To się robi chore.
Ostatnio pojechaliśmy na rodzinne wakacje nad jezioro. P. chciał co chwilę do jeziora, ale nie było komu go pilnować, więc moja narzeczona z nim siedziała nad wodą. W końcu nie wytrzymałem i powiedziałem, że może odprowadzimy go już do reszty rodziny, a my pójdziemy na kolację albo na spacer, bo chciałbym spędzić trochę czasu razem. P. się rozdarł, że on chce siedzieć nad jeziorem i nigdzie nie idzie. Oczywiście wygrało dziecko, bo co ja mam do powiedzenia. Nie wiem co mam robić, takich sytuacji jest multum, ale nie sposób je opisać.
Najgorsze jest to, że matka P. jest chora i moja narzeczona z racji, że to jej siostrzeniec, postanowiła przejąć w razie potrzeby opiekę nad P. Ja się z nim wykończę... Do mojej narzeczonej nic, ale to nic nie trafia. P. potrafi do własnej babci powiedzieć, ze jest starą babką, a dla dziadka zabierać pieniądze z portfela. Ale każdy to usprawiedliwia trudnym dzieciństwem bez ręki ojcowskiej. MAM DOŚĆ! Poza tym moja narzeczona non stop coś mu kupuje. A to lego, a to nową zabawkę i tak w kółko. Wydaje na niego majątek miesięcznie, a mieliśmy odkładać na przyszłość...
Nie wiem co mam robić. Ja naprawdę mam w sobie empatię, nie jestem materialistą ani egoistą... Po prostu dorośli ludzi nie widzą, jak dziecko nimi manipuluje... Co robić? To już trwa 4 lata...
W końcu trafi na ludzi, na których to nie działa. Ty możesz być pierwszym z nich... To ryzykowne zagranie, ale może otworzysz mu oczy, chociażby odpowiedzą w stylu "Twój ojciec nie pozwalałby ci na wszystko, bo chciałby cię wychować na samodzielnego człowieka a nie rozpuszczonego chłopca którego nikt nie lubi".
Ty 4 lata w takim bagnie wytrzymales??
Umowilabym narzeczona na rozmowe do jakiegos dobrego, ogarnietego pedagoga, psychologa dzieciecego i poszla z nia. Jesli ten jej nie przemowi do rozsadku to ja zostaw. Chcesz zeby wasze dzieci tez tak chowala? Ty bedziesz tyral w pracy, a dzieci beda przez 10-12h dziennie rozpuszczane i psute przez nia i dziadkow i nie beda sie ciebie sluchaly, bo za malo czasu bedziesz spedzal z nimi, albo ona bedzie podwazac twoje zdanie. Milosc miloscia, ale trzeba czasem rozsadnie spojrzec na zwiazek z boku.
Autorze, podpisuję się pod tym wyznaniem. To jej siostrze IRC a tak go rozpuszcza, a co dopiero wasze dzieci w przyszłości. Z czymś takim nie da się żyć, a sama mam dziecko, więc zdaję sobie sprawę jak łatwo rozpuścić dziecko i jak trudno potem wprowadzić dyscyplinę. Albo, tak jak w komentarzu wyżej, zaprowadzisz ją do psychologa i jej przemówi do rozsądku, albo ją zostaw, bo mimo, że ją kochasz to ten dzieciak zniszczy wasz związek...
Z drugiej strony możesz zastosować jeszcze radę @tewu.
Brak jednego rodzica to nie wymówka. Tyle jest osób co wychowywało się bez i są normalni. Jego bliska rodzina ma po prostu wywalone na jego wychowanie, bo łatwiej jest coś kupić niż poświęcić czas.
Zastanów się dobrze nad narzeczoną bo z wyznania wynika że zdanie siostrzeńca jest ważniejsze od twojego. Pomyśl kto rządziłby w twoim domu jakbyście mieli swoje dzieci.
Popieram. W dodatku jeśli ona obraża się o zwrócenie uwagi, to ja tu partnerstwa nie widzę. Serio, dobrze to sobie przemyśl, zanim się z nią ożenisz.
Powiem Ci, Autorze, z doświadczenia - przez to, że chłopak stracił wcześnie ojca, zapewne wszyscy chcą mu na siłę go zastąpić i rozpieścili go do granic możliwości na zasadzie - "Niczego mu w życiu nie zabraknie".
A tak swoją drogą to po pierwsze szacun, że 4 lata dałeś radę, po drugie trzymaj swoje pieniądze przy dupie, co by narzeczona nie wydała wszystkiego.
Musisz jej wyperswadować, że takim zachowaniem mu szkodzi. Najlepiej odnieść się do jakiejś literatury. Znaleźć na yt wypowiedzi już dorosłych ludzi, którzy zostali tak wychowani. Poprzeć swoją tezę faktami.
Kasia Sawicka na YT ma fajne filmiki odnosnie wychowania dzieci i podejscia do doroslych tez (np tesciowej, toksycznych ludzi), polecam.
Chyba troche semantycznie to zdanie Ci nie poszło. “Wyperswadować” oznacza odwieść kogoś od czegoś. Więc tak jak ty tego użyłeś/aś oznaczałoby, że powinien odwieść nażeczoną od myślenia, że to co robi jest złe – czyli dokładnie przeciwnie do tego, co zamierzałeś/aś powiedzieć.
Micbea - z treścią Twojej wypowiedzi się zgadzam, ale głupio komuś zwracać uwagę na błąd językowy i walnąć błąd ortograficzny :P
@Stine: W rzeczy samej. Niestety, nie mogę już poprawić, ale na przyszłość będę sprawdzał 2 razy zanim wyślę to, co napisałem.
Mój tata zmarł jak miałam 5 lat i też przez długi długi czas to wykorzystywałam. Gdyby nie "skok na głęboką wodę" mianowicie dojeżdżanie do gimnazjum godzinę w jedną stronę(dla takiego bachora jakim byłam to rzecz wręcz niemożliwa) nigdy bym w sobie życiu nie poradziła. Z tym dzieckiem będzie to samo jeśli się to nie skończy. Niech rodzina pomyśli, że on niedługo będzie dorosły i jeśli kogoś zabije to też będzie "bo on nie ma taty"?
Czas na ultimatum. On, albo Ty i kontakt z P. Na Twoich zasadach.
Jaka tam pogoda u was w Białymstoku? :-)
Pokaż to wyznanie Narzeczonej, czasem można zdziałać cuda, kiedy pokaże się drugiej stronie, na spokojnie swój punkt widzenia.
Kopiuj, wklej, wyślij link do wyznania z podpisem "Kochana przeczytaj na spokojnie i zobacz jak to wygląda z mojej perspektywy".
Powodzenia :)