#yGh9G

Poznałem super dziewczynę, z którą dość szybko zacząłem chodzić i spędzać z nią sporo czasu. Jednak wszystko zaczęło się dwa tygodnie przed Wielkanocą w tym roku. Mamuśka zaproponowała, bym zaprosił swoją dziewczynę na święta, bo chcą wreszcie ją poznać. Myślę – OK, w sumie to bardzo dobry pomysł.

Zajeżdżam na akademik i lecę do mej lubej, by zaprosić ją na świąteczny obiad. Wchodzę i widzę, że coś jest nie tak. Moja piękna mówi, że źle czuje się w naszym związku i ze mną zrywa. Ogólnie zachowuje się dość elegancko, ale nie zmienia to faktu, że łamie mi serce.

Do świąt sporo cierpię i topię to w litrach alkoholu. We wtorek przed świętami wracam do swojego miasteczka. Muszę kupić jakiś upominek siostrze na święta, więc zachodzę do sklepu, w którym spotykam koleżankę ze szkoły średniej (trochę ze sobą kręciliśmy, ale jakoś nic z tego nie wyszło). Nagle wpadłem na NAJGŁUPSZY POMYSŁ W ŻYCIU. By nie rozmawiać z rodzicami o rozstaniu z dziewczyną, moją dziewczynę zagra stara kumpela. O dziwo, mimo uśmiechu na twarzy, gdy ją o to poprosiłem, bardzo szybko się zgodziła.

Lany poniedziałek, rozmówki itd. i okazuje się, że nasi starzy byli razem w wojsku. Nagle koleżanka wypala, że jest ze mną w ciąży. Ja dostaję panicznego ataku śmiechu, ona w płacz i w długą. Rodzice wskakują na mnie, że może właśnie teraz mi to chciała powiedzieć, a ja zachowuję się jak debil. A ja... no właśnie, powiedzieć rodzicom, że z nią nie spałem? Mogą nie uwierzyć, w końcu myślą, że jesteśmy już ze sobą pół roku. Przyznać się do prawdy – wstyd. We wtorek uciekam do akademika, by wymyślić, jak wybrnąć z tej sytuacji.

Wracam po dwóch tygodniach z decyzją, że się przyznam rodzicom do tego, że ich okłamałem. I co? Nie wierzą w to, co mówię, mówią, że jestem bezczelnym gnojkiem bez serca, który nie chce zaopiekować się „swoim dzieckiem”.

Wyjeżdżam znów na dwa tygodnie na studia, wracam na majówkę, a rodzice mi oświadczają, że już widzieli się z rodzicami koleżanki, wszystko jest ustalone i niedługo bierzemy ślub. Miesiąc ich próbowałem przekonać, nie było na to szans. Trudno, poddałem się.

W lipcu był ślub, w listopadzie rozwiązanie, a w grudniu pozew rozwód. Wciąż w to nie dowierzam i czuję się, jakbym zaczął grać w „Modzie na M jak Miłość”. Taka sytuacja.
upadlygzyms Odpowiedz

Obśmiałem się jak norka.
Idealny opis bezwolnej kukiełki.

Cystof

Prawda? Taki typowy antyasertywny Bezjajcew.

Czaroit Odpowiedz

Najpierw nie uwierzyłam. Niemożliwe i już. Przecież nie da się kogoś zmusić do ślubu. Ale potem pomyślałam, że pewnie rodzice utrzymują synka, zatem mogli go szantażować kasą. Albo ślub, albo głodny dziób.

Właściwie nie wiadomo, kto w tej sytuacji jest głupszy. Dziewucha, która liczyła na to, że prawda nie wyjdzie na jaw? Rodzice, którym się wydaje, że odpowiedzialność za poczęte życie sprowadza się do przymusowego małżeństwa? Czy może autor, który zamiast twardo stanąć za sobą, uległ presji?

Z drugiej jednak strony, rodzice muszą być nie lada psycholami. Nie tylko nie wierzą własnemu dziecku ale też zmuszają je do małżeństwa. Do tego autor boi się ich do tego stopnia, że nawet nie ma odwagi przyznać się do banalnego zerwania z dziewczyną i woli odstawiać przed nimi szopkę.

W takiej sytuacji brak asertywności nie dziwi wcale. Dzieci psycholi niestety nie są w stanie być asertywne, nie mogą sięgnąć po własną sprawozdawczość, ponieważ ich podstawowy paradygmat przetrwania brzmi: muszę zadowolić rodziców swoim kosztem.

Czaroit

* sprawczość.
Sprawozdawczość to wymysł słownika.

NieChceLoginu Odpowiedz

No ja też w to nie dowierzam.

Dragomir Odpowiedz

M jak mameja.

tramwajowe Odpowiedz

Z punktu widzenia tej dziewczyny to wygląda ciekawie. Ma problem z ciążą, a Ty jej z nieba spadasz z udawaniem dziewczyny.

AvusAlgor Odpowiedz

Ale alimenty będzie płacił, nie? Dopiero wtedy ta historia nabierze sensu.

Dodaj anonimowe wyznanie