#yGdYX
Od jakiegoś czasu pracuję i mam już swoje pieniądze, mieszkam dalej z rodzicami, dokładam się do rachunków i jedzenia, ale sporo pieniędzy jeszcze mi zostaje. Mimo to nie umiem ich wydać. Za każdym razem jak chcę kupić sobie coś droższego, to mam wyrzuty sumienia i nie potrafię tego kupić, czy to ma być droższy ciuch z markowego sklepu, czy nawet droższe o złotówkę mleko w sklepie. Dla was to może mały problem, ale czasami przechodzę przez miasto, zobaczę coś, co mi się podoba i wiem, że stać mnie spokojnie, żeby to kupić, a mimo to nie umiem, bo czuję, że nie powinno się tyle wydawać na np. zwykłe spodnie, bo przecież w lumpeksie kupię za o wiele niższą cenę. A jak chcę kupić coś, co nie jest ani jedzeniem, ani ubraniem, to jest jeszcze gorzej, na przykład taka ramka na zdjęcie, w ogóle nie kupię, bo czuję, że to nie jest potrzebne do codziennego funkcjonowania, więc po co wydawać pieniądze na coś zbędnego. Oczywiście nieraz próbowałam się przełamać i kupić coś droższego, ale kończyło się to tym, że po nocach nawet czasami nie mogłam spać z powodu wyrzutów sumienia.
Wiecie co jest jeszcze ciekawsze?
Że moja siostra wychowana w takim samych warunkach jest zakupoholiczką, już kilka dni po wypłacie nie ma pieniędzy, bo wydaje na jakieś bzdety, których nie potrzebuje, mamy na przykład dzięki niej w domu jakieś 50 kubków, po co komu tyle nie wiadomo, ale siostra kupuje, bo mówi, że ładne.
Szczerze: nie wiem, kto ma gorzej, ja czy ona.
Jeśli nie możesz wydawać tych pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, to zbieraj na coś drogiego ale potrzebnego,np. auto
Albo żona...
Albo męża...
Lepiej, zebys teraz sobie z tym poradziła, bo np. gdy założysz rodzinę to może być ogromny problem, nie tylko dla ciebie.
Masz coś podobnego do mnie, tylko że ja mam to trochę w innym kontekście, aczkolwiek też związane z zakupami :P
Od niedawna (na dobra, od roku) mam nowy komputer, całkiem dobry, 4 razy lepszy od mojego starego kompa itp.
Kiedy chcę sobie kupić grę komputerową - nie umiem. Wiem, że odpali na moim komputerze bez problemu, ale nadal z tyłu głowy mam taką blokadę, po prostu nie i koniec, nie mogę. Czasem z powodu samej ceny, a czasem z powodu tego wewnętrznego "Nie".
Ale twoje dziwactwo jest zdecydowanie lepsze, niż zakupoholizm. Przynajmniej oszczędzasz, czy to na czarną godzinę, na jakąś wycieczkę, remont, czy samochód ;)
Nazywam to syndromem biedaka, na który również cierpię. :/ ma kilka innych objawów również bo niestey bieda rzutuje na wiele aspektów życia. :/ trzymaj się, przekonuj się do zbytecznych rzeczy od czasu do czasu. ;)
Lepiej mieć trzy bluzki dobrej jakości niż dziesięć szmatek :)
Niekiedy w lumpeksach są całkiem niezłe "szmaty". Z tego co zauważyłam, to nie ma wielkiej różnicy między nawet markowym t-shirtem, a czymś podobnym z lumpeksu. I to, i to może wytrzymać kilka lat/więcej. Więc ja tam wolę dziesięć szmatek i oszczędności na np. wakacje, niż trzy markowe bluzki.
W lumpeksach można kupić też ubrania markowe.
@IHateMyLife przez szmatki rozumiem ubrania słabej jakości, które po pierwszym praniu nadają się tylko do wyrzucenia :) a dobre jakościowo nie są tylko ubrania markowe :) jak weźmiesz materiał do ręki to już wiesz, jaki jesti o to mi chodzi, luzik :)
Akurat koszulki to rzecz którą warto kupować w lumpach. W "markisz szop" najtaniej 20 złotych a markowe bluzki w lumpach po złotówce.
Ja tam uwielbiam chodzic po lampach i mam pełno ubrań markowych(i nie chodzi mi tu o rzeczy z sieciówek typu hm), ale to trzeba trochę energii poświecić na to. Dla mnie takie polowanie to świetna zabawa.
Na jedzeniu nie warto oszczędzać. Choć drogie nie znaczy dobre. Trzeba czytać składy produktów, a nie patrzeć na ceny.
Ja bym to widziała troszkę inaczej. Kupując jakąś rzecz sprawiasz sobie radość. Nie powinnaś ze strachu pozbawiać się radości. Pomyśl, że to dobrze zrobi Twojej psychice, że te pieniądze to inwestycja w Twoje zdrowie psychiczne. A na czym jak na czym, ale na zdrowiu nie powinno się oszczędzać.
Nie jesteś przypadkiem moją siostrą? :D Obie pochodzimy z biednego domu, obie wkroczyłysmy w dorosłość. Zarabiamy, i niestety ja większość tych swoich zarobków wydaje, na wszystko i nic. Kupuję to, na co kiedyś nie było nas stać, a ona ma już niezłą sumę pieniędzy na koncie oszczędnościowym...
Dwie skrajności tak naprawdę. Podoba mi się, że analizujesz, że coś nie jest potrzebne i nie warto kupować, np z tymi kubkami. Warto jednak czasem kupić coś dla swojej przyjemności, np lubisz czytać to czemu nie kupić sobie książki? Raz na ruski rok jak kupisz droższe spodnie to też nic się nie stanie. Byleby nie było to non stop. To siedzi w Twojej głowie. Ktoś też dobrze tu poradził o zbieraniu na coś droższe go, ale potrzebnego:)
Tez tak troche mialam, zaczelam kupowac jak oszalala po pierwszych kilku wyplatach, wlasciwie przez pierwsze kilka lat. Zakupoholizm stosowany, odkuwanie lat niedoborow.
Ale tak jak inni pisza pomaga kupowanie czegos drogiego, co posluzy lata i jest potrzebne: laptop, samochod, mieszkanie (jako singiel z oszczednosciami spokojnie mozesz dostac ok 100tys kredytu, a to juz kawalerka w mniejszym miescie).
Teraz mam ok 100 par butow, pelna szafe, starego laptopa, ktory ledwo zipie, stary telefon. Wg znajomych oszczedzam az za bardzo i zyje ponizej mozliwosci. Tylko, ja juz doszlam do wniosku, ze kupowanie wiecej rzeczy mnie nie uszczesliwi: mam w czym chodzic, mam gdzie mieszkac, laptop i telefon jeszcze dzialaja. Oszczedzam na wakacje i emeryture, poza tym nigdy nie wiadomo czy nie trafi sie choroba, lub utrata pracy.
Rozumiem i Ciebie i Twoja siostre, obie przeginacie w przeciwnych kierunkach.
Moze przeznacz co miesiac z wyplaty mala kwote na cos co Ci sprawi przyjemnosc : np 50zl (malo,ale po 3 miesiacach masz juz 150zl). Kup tusz do rzes, potem moze jakies rekawiczki, dobry szampon, odzywka, fryzjer, wyjscie na pizze, cokolwiek chcesz i nie miej o te pieniadze wyrzutow sumienia.