#xsWTA
U mnie w szkole była pani pedagog, powiedzmy pani P, która na pierwszy rzut oka wydawała się sympatyczna i chętna, aby wyciągać uczniów z dna, w jakim się znaleźli.
Też tak o niej myślałam.
Do czasu, aż przez przypadek podsłuchałam jej rozmowę z dwoma nauczycielkami, podczas której nabijały się w najlepsze z problemów uczniów i z tego, jacy oni są. Wysłano mnie po kredę, bo się skończyła. Szybko przemierzyłam dystans góra-dół. Zatrzymałam się na spoczniku w połowie piętra, bo zaciekawiła mnie nowa gazetka na tablicy. I wtedy to usłyszałam... Pani P ze szczegółami opowiadała problemy chłopaka, który miał na pieńku ze starszym bratem i wspólnie z psiapsiółami z pokoju nauczycielskiego śmiała się z tego biednego pierwszoklasisty. Zresztą nie tylko z niego. Z innych uczniów i ich perypetii miłosnych, problemów z rodzicami, problemów z nauką, kablowała, którego nauczyciela ktoś nie lubi i dlaczego. Stałam w szoku na tych schodach i przez chwilę nie mogłam się ruszyć, żeby zanieść tę głupią kredę do klasy.
Z tego względu zraziłam się do tych ludzi i nigdy na głos nie powiedziałam, co mi się w tej szkole nie podobało ani jakie mam problemy (a było tego wiele), żeby szanowne grono pedagogiczne nie stroiło sobie żartów z mojego życia.
A potem ktoś przyjdzie z tekstem: "Szkoła to Twój drugi dom".
Owszem... patologiczny.
W każdym zawodzie znajdą się czarne owce. Myślicie, że na przykład wszyscy lekarze czy pielęgniarki dochowują tajemnicy? Sama byłam świadkiem, jak w szpitalu personel medyczny po kryjomu nabijał się z pacjentów. Naprawdę trzeba mieć instynkt, by zaufać odpowiedniej osobie i się na tym nie przejechać.
Mam w rodzinie wielu lekarzy i tak, dochowują tajemnicy. Bo konsekwencje plotkarstwa są dla nich zbyt bolesne. Co innego "personel medyczny" który często nie odpowiada za to prawnie
Nie tylko pielęgniarki... Ostatnio podczas pobytu w szpitalu obchód wyglądał tak, że lekarze zamykali drzwi we wszystkich salach i chodzili po korytarzu tak, że każdy słyszał co mówili... Oni chyba myśleli, że nic nie słychać przez te mało szczelne, szklane drzwi... Nie zbyt miłe kiedy jest się świadkiem obgadywania własnej osoby (bo nie rozmawiali o stanie mojego zdrowia) ;;
Znajoma jest asystentką przy operacjach, podaje narzędzia potrzebne chirurgowi. Kiedys na stole leżał rudy pacjent i lekarze sprawdzali z ciekawości i dla 'beki' czy na dole też włosy są jak na głowie.
Lobaris tak jak ja mam w rodzinie wielu nauczycieli i żaden nie obgaduje uczniów. Zalezy po prostu od człowieka. Prostak znajdzie sie w każdym zawodzie nieważne czy to lekarz czy personal med, czy nauczyciel czy strażak.
Ludzie ze sobą rozmawiają, i problemy pacjentów też są poruszane. Sama jako jedna z 'personelu medycznego" nie raz rozmawiałam z ludźmi z pracy. Jednak nigdy nie były to plotki, i nigdy też nie przedstawiałam z imienia i nazwiska, którego pacjenta to dotyczy..
Jak moja siostra chodzila do ginekologa u nas na wsi,to o jej problemach (o których nie wiedzial nikt poza nią,narzeczonym i lekarzem) jakims "cudem" dowiedziała się sasiadka. Swoją drogą najwieksza plotlara z osiedla.
A jak była niedawno z rocznym synkiem w szpitalu,to badanie wyglądało tak,ze lekarka przyłożyła sluchawke do pleckow na 3sekundy,i sobie poszla. Poza tym wypisali ich do domu z nie wyleczonym zapaleniem pluc,a następnego dnia jak dostał w domu goraczki i pojechali tam znowu,to uslyszeli że maja jechac gdzie indziej bo u nich nie ma miejsca. Takze ten..
@Kostucha
No i w końcu pacjent miał na dole takie same włosy jak na głowie czy nie?
Mój lekarz rodzinny komentował uzębienie poprzedniej pacjentki.Nie wiedział, że ją znam ;/
Ja miałam w liceum taka panią pedagog która wmówiła mi że jestem chora psychicznie, wszystkie problemy sobie wymyślam, a to że nie mogę odnaleźć się w nowej klasie (przynosiłam się w ciągu roku) to tylko i wyłącznie moja wina bo ludzie widzą że coś jest ze mną nie tak, żeby mieć znajomych muszę być normalna czyt. nie psychicznie chora. Także pozdrawiam wszystkich szkolnych pedagogów, nie spotkałam się jeszcze z jakimś przyjemnym, pomocnym pedagogiem
*przytula i pociesza*
*podaje kota, kocyk i chusteczki*
U nas w gimnazjum był pedagog, ale tylko z nazwy. Babka tylko szwendała się po szkole, nikt nigdy do niej nie poszedł z własnej woli. Tylko nauczyciele nią straszyli jak ktoś był upierdliwy na lekcji.
W liceum prawie to samo.
U mnie nie ma pedagoga i jest okej 😅
U nas tez tak jest... Kobieta mądrzy się, nawija o zdrowym odżywianiu a wygląda jak piłka, nie umie własnych dzieci wychować - jak innym dokuczają to się tylko śmieje
Moja mama pracuje w przedszkolu i tam taka sama sytuacja. Nie ma co się łudzic, ze wsród pedagogów czy psychologów nie zdarzają się tacy ludzie.
Po pierwszej klasie gimnazjum zdecydowałam, że chcę zmienić klasę (ludzie z mojej klasy byli okropni, nie dało się z nimi wytrzymać). Udałam się do mojej wychowawczyni, która z kolei skierowała mnie do pani psycholog żeby porozmawiać o tym dlaczego chcę zmienić klasę. Skończyło się na tym, że psycholog powiedziała, że nie wypuści mnie z gabinetu dopóki nie zmienię zdania, to wszystko. Siedziałam w jej gabinecie 6 godzin, więcej już nie mogłam wytrzymać. Klasy oczywiście nie zmieniłam. Dzięki za "pomoc"...
Ja mam nadzieję, że moja pani pedagog nie chodzi na ploteczki do nauczycielskiego... ;-;
Jakbym o mojej podstawówce czytała
z jednej strony fakt, ale z drugiej nie wsadzajmy wszystkich do jednego wora bo istnieją tacy ludzie jak "nauczyciele z powołania". Jest ich niewielu, ale jednak są
Wiem. Moja mama jest nauczycielką, i wszyscy w szkole ją lubią, mimo, że to jest wiejskie gimnazjum. Opowiadała mi o swojej koleżance, która na lekcjach się za przeproszeniem opierdziela