#xnu9D
Jestem 4 lata po ślubie, mamy dziecko, pochodzę z religijnej rodziny, mimo że ja nie jestem, powiedzmy, "praktykujący", to w Boga wierzę. Pracuję tylko ja, dobrze zarabiam i stać nas na to, aby żona nie pracowała. Moja praca to tak naprawdę moja pasja i lubię pracować. Niestety niedawno moja żona się na tyle zmieniła, że jej nie poznaję. Nie jest to ta kobieta, w której się zakochałem.
Wszystko zaczęło się od tego, że rozmawialiśmy o tym, że gdyby pracowała, to byśmy mogli więcej odkładać na wymarzony domek. Skończyło się to awanturą, że i tak tyle nie zarobi, żeby można było odłożyć, a poza tym kto się zajmie domem. Kocham ją nadal, ale ona traktuje mnie jakbym był tym złym i ciągle mnie obwinia o różne rzeczy i oczernia przed rodziną.
Pół roku temu umarła moja babcia, dziadek nie żyje już parę lat i babcia podzieliła swój majątek między swoje wnuczęta, jak to mówiła - aby mieli dobry start, ale moja ukochana powiedziała "no w końcu mamy pieniądze na dom". Tak mnie to ruszyło, że pieniądze ze spadku wpłaciłem na konto, o którym ona nie wie, ale będzie ono dla naszego dziecka, a jej powiedziałem, że pieniądze ze spadku przekazałem na jakiś inny cel. Musiałem tak zrobić, a jej powiedziałem, że musi znaleźć sobie pracę, bo dopiero niedawno zauważyłem, że byłem wykorzystywany.
A te 4 lata temu jak ustaliliście podział obowiązków? Czy teraz, podczas tej rozmowy, kiedy chciałeś, aby wróciła do pracy, powiedziałeś też, że będziecie zajmować się domem na spółkę? Czy uznałeś, że po prostu powinna pójść do pracy, ale dalej oczekujesz ciepłego obiadku jak wrócisz z pracy?
W jaki sposób oczernia cię przed rodziną?
Ze spadkiem, owszem, miałeś prawo zrobić, to co uznałeś za słuszne, ale skoro zbieracie na ten dom, to fakt, że pomyślałam, że nagły przypływ gotówki będzie przydatny, nie musi wcale oznaczać, że olała śmierć babci, czy myśli tylko o pieniądzach.
Uważasz, że jakbyś jej powiedział, że wpłaciłeś te pieniądze na wasze dziecko, to byłaby o to zła?
Wydaje mi się, że nie tylko to, że czujesz się wykorzystywany jest problemem w waszym związku. Powinieneś naprawdę usiąść z żoną i porozmawiać, zamiast wypisać w internecie, jak to cię wykorzystuje.
Ale czemu zaraz taki naskok na autora za kwestie niedopowiedziane? Autor pisał, że nie poznaje już tej osoby. Byłem w podobnej sytuacji. Skończyło się na papierach w sądzie.
Jest coś takiego, co ja nazywam przepoczwarzeniem poślubnym.
U mnie to nastąpiło po ślubie i po urodzeniu dziecka i tak zostało.
Podział obowiązków był równy Mimo, że ja pracowałem a ona siedziała 3/4 dnia ze smartfonem. W konsekwencji nadrabiałem jeszcze za nią roboty w domu bo wstyd było patrzeć na niektóre rzeczy. Dopiero jej zdrada w rozbestwieniu i poczuciu bezkarności zmotywowała mnie aby uwolnić się z tego chorego związku i zacząć żyć. Mimo wszystko wyłem w pustym mieszkaniu za dzieckiem które tu mieszkało. Ale psychicznie czuję się lżej. Mam partnerkę która naprawdę mnie wspiera a ja ją i czerpiemy z tego wspólnie radość. Nie udaje niczego byle mieć ślub i dziecko i osiąść na laurach.
@Bambarabam - Słyszałeś o czymś takim jak metafora? Bo właśnie tym jest "ciepły obiadek" w dyskusjach na temat prac domowych i pracy zarobkowej. A tekstu "Siedzenie kobity w domu w obecnych czasach to tylko i wyłącznie lenistwo" chyba nawet nie skomentuję, bo brzmi jak prowokacja xD
@Bambarabam zminusowały Cię madki polki wyklęte które myślą, że za urodzenie dziecka i zajmowanie się domem dostaje się medal od prezydenta. Zrobienie średnio skomplikowanego obiadu to jest pół godziny. Jak jest się systematycznym i się sprząta na bieżąco po sobie to jest się na bieżąco z czystością i porządkiem nawet jak się ma w domu małe dzieci. Ale jak się tylko myśli byle wejść na facebooka, instagrama pooglądać podkoloryzowane życie innych ludzi przez różowe okulary i to wciąga na większość dnia to się ma syf w domu i samemu się też nie jest szczęśliwym. I średnio raz w tygodniu narzekania, że jest tyle do roboty - a prawda jest taka, że to robota nazbierana z całego tygodnia obijania się. Jedna kobieta będzie z siebie robić ofiarę. Inna to wszystko ogarnie systematycznie i tak zagospodaruje czasem, że nie ma problemu. To, że ktoś głośno jęczy, że ma ciężko niekoniecznie oznacza, że ma rację. Często jest sam sobie winien. Minusujcie i mnie. Prawda w oczy kole.
@kwch2 mi zrobienie obiadu dwu-daniowego zajmuje minimum 2 godziny 👍🏻Ale spoko pracuję, daję radę
A mnie urzekł tylko jeden szczegół - co ma do wyznania religijne wychowanie autora i czy wierzy w Boga czy nie, mało istotny niepotrzebny szczegół.
Mam zasadnicze pytanie - czy jak żona pójdzie do pracy, to zarobi tyle, że stać was będzie na gosposię i opiekunkę do dziecka? Czy też chcesz, żeby Twoja żona pracowała na dwa etaty - jeden w pracy, drugi w domu? Bo Ty lubisz swoją pracę, ale nie znaczy, że w domu cokolwiek robisz. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego wspominasz, że jesteś wierzący? Byłeś wykorzystywany, bo żona pracowała w domu i zajmowała się dzieckiem? Jeśli myślisz, że praca w domu to leżenie na kanapie, a wszystko (sprzątanie, pranie, zakupy, gotowanie) robi się samo, to raczej Ty wykorzystujesz swoją żonę. Tak z ciekawości - niby stać Cię na to, żeby żona nie pracowała, ale jakby poszła do pracy to zarobiłaby na dom? Masz w domu niepracującą kierowniczkę/dyrektorkę z wykształceniem i praktyką, która zarobi 10K? Może liczysz, że jak zarobi 3K, to wszystko odłożycie? Gdzie Ty się uchowałeś, chłopie?
1. Pieniądze zainwestuj. Chociażby w działkę pod dom.
2. Jeżeli żona 24h zajmuje się domem i dzieckiem, a Ty nie pomagasz to nic dziwnego, że nie garnie się jeszcze do pracy.
3. Czy ma szansę na wyższą pensję niż minimalna? Koszty przedszkola/ żlobka, częstszych wizyt u lekarza (dzieci jednak częściej chorują jak nie siedzą w domu z mamą), dojazdów, ewentualnej sprzątaczki mogą zjeść jej wypłatę, a to, co zostanie na czysto niekoniecznie jest warte zachodu
Mimo wszystko od czegoś trzeba zacząć.
Hm... no tak bo kobieta siedząc w domu nic nie robi. A kto zajmuje się dzieckiem? Pierze, sprząta, gotuje? Opiekunka do dziecka, sprzątaczka czy gosposia za takie rzeczy dostają pieniądze. Przykre jest to że wszyscy doradzają zmianę partnera a nikt nie pomyśli nad szczerą rozmowa i zapytaniem dlaczego druga połówka tak się zmieniła. Zależy też co ustaliliscie na początku waszego związku jak ma wyglądać podział waszych obowiązków w rodzinie.
Taa jasne...ale są też kobiety pracowite i ambitne, albo takie, którym się nie przelewa i które łączą pracę z domem i opieka nad dziećmi, obowiązki domowe też można dzielić między partnerów. Poza tym z całym szacunkiem, ale jakby mi mąż po śmierci tak bliskiej osoby z taką łatwością wyciągał łapy po spadek to by po nich dostał łopatą. Kilkakrotnie.
A pan mąż to nie może wyprać, ugotować, czy zająć się dzieckiem? Kobiety same z siebie zrobiły męczennice i narzekają, że mają ciężko. I to najczęściej te, co faktycznie siedzą w domu i tak, nie pracują. Bo ile może trwać utrzymanie porządku tak na codzień z ugotowaniem posiłku itp? Obstawiam 2, 3 godziny maksymalnie. Czasu na pracę, ba nawet na hobby jakieś pozostaje dość. Trzeba tylko chcieć. Tym bardziej, jeśli ma się jakiś cel, jak wymarzony dom w historii.
A mało to mężów i żon pracuje, a po pracy zajmuje się domem i dziećmi? Skoro dwie osoby mogą coś ogarnąć w kilka godzin po pracy i znaleźć jeszcze czas na jakieś rozrywki, to nie uwierzę, że jakakolwiek jednostka potrzebuje na wykonanie tej samej pracy całego dnia. Jeśli by to obydwojgu odpowiadało, to proszę bardzo, ale tu druga strona jest niezadowolona i ma do tego prawo.
Również uważam, że każdy powinien zajmować się domem w równym stopniu lub na zmianę. Dziecko, jak już trochę podrośnie, też może zacząć pomagać przy obowiązkach domowych. Autor lepiej niech zagoni leniwą babę do roboty.
powiem jak to wygląda z mojej perspektywy. Od trzech lat siedzę w domu z dziećmi. I jak chodziłam do pracy to na wszystko i tak był czas, a teraz siedząc w domu czas przepływa przez palce. Owszem bywa, że przy dzieciach czasem jest dużo pracy (2,5 roku i 4miesiące) to jednak jeśli chodzi o obowiązki domowe jestem mniej zorganizowana. Zorganizowanie wyjścia z domu z kolei opanowane do perfekcji:)
Choć czasem przez to siedzenie w domu dostaję na łeb i chciałabym wyrwać się do pracy, to szczerze mówiąc jest to wygodne...
Moim zdaniem bez sensu ze odlozyles to na konto- glupio zrobiles.Lepiej juz kupic sobie dom a odkladac za reszte na mieszkanie dla dziecka bo kasa sie zdewaluuje i dzieciak dostanie ulamek wartosci a wam na dom nie starczy
Jako kobieta nie wyobrażam sobie nie pracować. Jesteśmy razem kilkanaście lat, spodziewamy się trzeciego dziecka, a ja byłam w tym czasie bezrobotna 2 dni. Nie licząc macierzyńskiego i L4 przy zagrożonej ciąży cały czas pracuję, mimo, że mąż dobrze zarabia. W domu też większość ogarniam ja chodź mąż stara się mi pomagać i zajmować dziećmi. Nie oceniam innych kobiet, ale ja nie mogłabym siedzieć w domu i nie mieć "swoich" pieniędzy, polegać tylko ma mężu. Dla mnie małżeństwo to wspólne utrzymywanie rodziny i wspólne wychowywanie dzieci, ale też niezależność finansowa każdego ze współmałżonków. Przecież w życiu różnie bywa i miłość może się skończyć. I wtedy co? Miałabym utrzymać siebie i dzieci z alimentów i zasiłków? Nie wyobrażam sobie takiego życia.
Nie podoba mi sie to jak owa Żona połasiła się na kasę ze spadku, bo to źle o niej świadczy. Jeśli autor zarabia tyle, aby na luzie utrzymać całą rodzinę i nie drżeć pod koniec miesiąca co do gara wsadzić, a obydwojgu marzy się dom, to dobra gospodyni tak będzie rozporządzać budżetem, że da rade odkładać coś na czarną godzinę. Jeśli jednak nie potrafi zrezygnować np z kupowania tony zabawek, robienia regularnie tipsów, kupowania sobie tylko markowych ciuchów, to znaczy, że trochę jest wygodniacka i roszczeniowa, ale szczegółów z życia nie znam i można tylko gdybać. A swoją drogą, jeśli tak się obawiasz żony , że musiałeś ją oszukać z tą kasą, to przekichane.
A jeśli ktoś twierdzi, że ogarnianie domu i małych dzieci i zakupow i spacerkow i pogodzenie tego z pracą bez pomocy jakiejkolwiek babci/ciotek/przyjaciółek jest takie łatwe, to "pozdrawiam" taką osobę "serdecznie" i życzę jej/jemu aby wszystko bylo takie latwe jak to sobie wyobraza :)
Nie, to nie jest łatwe. Ale jest do zrobienia. Trzeba chcieć i dobrze organizować czas. Tysiące kobiet daje rade, czasem dlatego ze muszą, ale też dlatego, że chcą. Dzieci i dom są bardzo ważne, ale kobieta powinna myśleć tez o sobie i swojej przyszłości. Trochę wedle zasady umiesz liczyć, licz na siebie. Zakładąc czarny scenariusz, kiedy mąż z jakiejś przyczyny staje się niezdolny do utrzymania rodziny, bądź, cóż zdarza się, że umiera i kobieta zostaje sama ze swoją niezaradnością i bez środków do życia, bez szans na dobra prace z ogromną luką w życiorysie i bez perspektyw choćby na emeryturę na stare lata... W nędzy i zgorzknieniu. No, ale cóż... to tylko moje zdanie.
@Marzenkies Dokładnie. Znam takie rodzinki, gdzie to mąż dobrze zarabiał, na wszystko było kasy, a potem nagle z powodu zdrowia albo śmierci już nagle nie było kasy na nic, mimo sprzedania bardziej wartościowych rzeczy. A potem oczywiście płacz, bo stać ich tylko na jakieś podstawowe rzeczy, chociaż gdy ja proponowałam pomoc w znalezieniu pracy to była wielka obraza majestatu XD
A ja ciebie całkiem rozumiem, autorze. Jakby to kobieta tak napisała o swoim mężu, to wszydcy na tej stronie by ją poparli, a tak, to lecą teksty, że ona przecież jest starsznie zmęczona tym robieniem prania i obiadu. Nie bądźcie śmieszni
Ala - mamy za mało danych, żeby oceniać autora czy jego żonę. On chce, żeby żona wróciła do pracy. Okej. Cały etat, pól? Teraz pytanie co z dzieckiem? Żłobek, babcia, opiekunka, opieka naprzenienna z ojcem? Co z domem? Obowiązki dzielone czy tylko ona ma je wykonywać?
Każdy naskakuje na autora, a nikt nie pomyśli że mógł być naprawdę załamany śmiercią. I że te pieniędze nie graly dla niego żadnej roli. A jego żona od tak stwierdzila na co to przeznaczą. Śmieszne