Idę do kościoła. Siadam w ławce i pomyślałem, że skoro zaczyna się Adwent to pójdę do spowiedzi. Nie wiem dlaczego, ale od pierwszej komunii, gdy stoję przed konfesjonałem, zawsze czuję pewne zdenerwowanie. Serce zaczyna mi bić jak szalone. Tak było i tym razem. Akurat nikogo nie było w kolejce, ale pewna pani się spowiadała, więc postanowiłem poczekać. Strasznie długo dość to trwało, a ja stałem tam coraz bardziej zdenerwowany. Wreszcie udało jej się opuścić konfesjonał, więc ja od razu ruszam do konfesjonału.
Zaczynam mówić klasyczną formułę na początku i już miałem wyznawać grzechy, a tu ktoś mnie szturcha. Po chwili się odwracam i widzę księdza, który siedział przed chwilą w konfesjonale. Okazało się, że już wychodził, a że ten konfesjonał jest niczym krypta, to nawet nie zauważyłem, że coś zamyka się od wewnątrz, tylko dalej mówiłem. Do nikogo. Ksiądz się uśmiechnął i powiedział, że zaraz przyjdzie inny. Moja mina i mój burak musiały być w tym momencie bezcenne. Dobrze, że nikt mnie tam raczej nie zna...
Dodaj anonimowe wyznanie
Kiedyś jak ksiądz pukał w konfesjonał na końcu spowiedzi, moja zdenerwowana kolezanka powiedziala "zajęte" ? Nie przejmuj sie, wydaje mi sie, ze duzo ludzi cos palnelo przy tym zdenerwowaniu :)
Bóg słuchał ;)
Nie wydaje mi się. XDDDDDD
A kto rozgrzeszy? :D
ja zawsze boje się że ktoś inny usłyszy moje grzechy
Ja kiedyś tak się zestresowałam, że gdy ksiądz tam... myślał, czy co tam robił po tym moim wyznaniu grzechów, to szybko odeszłam od konfesjonału
MistycznaGalaretka padłam ze śmiechu :P
ale ja też miałam kilka razy ochotę zwiać... oni się tak długo namyślają :D
Miałam tak samo! :D A później ksiądz udarł się za mną na cały kościół
- Nie chcesz rozgrzeszenia?!
U nas w największym kościele konfesjonały są dwustronne. Ksiądz siedzi na środku, a po dwóch stronach są miejsca dla spowiadających się. Chodzi w tym o to, że nie ma jednej długiej kolejki, tylko dwie krótsze i podchodzi się na zmianę, jak ksiądz zapuka. Nie brzmi na skomplikowane, a jednak kiedyś się zamyśliłam, usłyszałam jak ksiądz puka i już miałam zacząć coś mówić, kiedy usłyszałam jakieś trzecie szepty...
Ja też się stresuję spowiedziami i przez to za każdym razem palnę jakąś gafę. Raz odeszłam od konfesjonału zaraz po tym, jak ksiądz zaczął mnie rozgrzeszać (nie wiem, czemu, ale myślałam, że to już koniec), raz zacięłam się przy wymienianiu grzechów, to powiedziałam, że ukradłam ostatnio siostrze długopis przez co miałam całe 5-minutowe kazanie na temat kradzieży, a teraz jak byłam przed świętami Bożego Narodzenia, to dwa razy głośno się przeżegnałam.
Ale przecież nie ma problemu, jak się zatniesz. Sama tak mam, że nie raz ze stresu zapominam jakieś grzechy i wtedy robię chwilę przerwy i sobie przypominam i mówię. Ale to przecież księżom nie przeszkadza.
Ja sie kiedys zacielam bo zapomnialam, co bylo na mojej liscie i mysle szybko, zeby sobie przypomniec. I przypomnialo mi sie, ze chodzilo o obmawianie kolezanek (mloda bylam). Na co ksiadz chyba myslal, ze sie balam to powiedziec i ze to byl dla mnie najgorszy grzech, albo tylko to uslyszal i takie kazanie mi sprawil, ze balam sie, ze za to pojde do piekla.. A ten ksiadz to byl prawdziwy straszak i krzykacz :/ pozniej sie go balam
Też czuję takie zdenerwowanie
ja pamiętam, że miałam strasznie wrażliwe sumienie jako dziecko i spowiadałam się 15 minut :D
Ja też się bardzo stresuję przed spowiedzią. Czasem zapominam jakiejś kwestii albo zaczynam coś dziwnego mówić lub zbyt długo milczę i wychodzę z konfesjonału jeszcze bardziej zestresowana niż przed.
Znam lepszą historię. Raz na mszy byłam świadkiem jak pani chciała się wyspowiadać, uklękła, a tu nagle ksiądz jak poparzony wyskoczył z konfesjonału i wybiegł z kościoła nic nie mówiąc penitentce. Owa pani spokojnie "spowiadała się", aż do momentu kiedy widocznie spowiednik miał coś odpowiedzieć. Zdezorientowana wstała, zajrzała do konfesjonału a tam nikogo nie ma! Do dziś się nastanawiam jak ja powstrzymałam się od śmiechu.