#xiqhs
Wydawało się, że jest lepiej. Mama miała lepszy apetyt, lepiej wyglądała. Do czasu.
Któregoś dnia po „zabiegach” zrobiło jej się słabo. Pogotowie, szpital – płyn w płucach, jedna nerka padła, druga ledwo daje radę. Jakoś jeszcze ją odratowali. Męczyła się jeszcze przez miesiąc. Podłączona do tlenu, z założoną stomią, w pełni świadoma powolnego duszenia się i zatruwania organizmu, gdy druga nerka też się poddała.
Po tym wszystkim gnębiło mnie przeczucie i znalazłam w internecie informację, że duże dawki witaminy C mogą doprowadzić do niewydolności nerek (jedna z nich i tak była zaatakowana przez nowotwór). Gdybym wiedziała to wcześniej, to nigdy bym nie pozwoliła na takie „leczenie”. Przyczyniłam się do jej śmierci i to moja wina, że tyle się wycierpiała.
Nie przyczyniłaś się do jej śmierci ale dałaś jej nadzieje, a to u osób umierających bardzo dużo, motywuje ich i daje siły do walki
Po pierwsze, ona była w stanie paliatywnym. Po drugie i chyba najważniejsze, mam wrażenie że ktoś próbuje się wpasować w trend i dołącza do nagonki na ternatyene źródła leczenia chorób w sytuacjach, gdzie oficjalna medycyna skazała pacjenta na śmierć. W niektórych przypadkach sama sie do tego przyczyniła, nie sama medycyna tylko ludzie, którzy mają twarze, nazwiska. Pół biedy jeśli są niedouczeni, to można zawsze nadrobić i należy się rozwijać w takiej branży. Gorzej jeśli celowo nie stosują skutecznego leczenia, bo pacjent wyleczony to pacjent stracony. W ten sposób umiera na przykład ziołolecznictwo, niestety, zapomniany sposób na często skuteczne leczenie co najmniej wspomagające, często bez szkodliwych skutków ubocznych.
Nie zgadzam się z tym, że umiera. Ono ostatnimi czasy odżywa. Nawet jest sporo kursów online właśnie w takiej tematyce.
"Alternatywne źródła leczenia"?
Proszę mi wykazać jakiekolwiek sensowne dowody na wyleczenie terminalnych stadiów nowotworów złośliwych za pomocą ziół albo tego typu pseudometod. Tysiące ludzi zapłaciłyby Panu ogromne sumy, gdyby Pan posiadł taką wiedzę.
Tylko że takiej wiedzy i możliwości po prostu nie ma.
Nie da się wykazać dla tych substancji żadnych mechanizmów leczniczych na ludzkich komórkach (to, że coś zabija komórki rakowe w hodowli - każda rzecz je zabije na pożywce, nawet potraktowanie mydłem czy mocnym alkoholem, ba, ludzkie wirusy oddechowe niszczą całe hodowle). Na modelach zwierzęcych to też nie działa (poza niszowymi czasopismami bez wartości, w stylu jakiejś gazety z Pakistanu, która podczas pandemii "wykazywała", że noszenie maseczek przy zabiegach chirurgicznych zwiększa liczbę zakażeń). Zioła mają mnóstwo interakcji z cytochromami wątrobowymi (tak jak toksyny pochodzenia przemysłowego, herbicydy, itp.) i branie ich to genialny sposób na zatrucie się, rozwalenie sobie nerek (nefropatia arystocholowa/ziół chińskich się kłania) i wątroby, itp. Siedzę w tym temacie bardzo długo - pracuję w dziedzinie związanej z farmakologią - i naprawdę nie widzę sensu, dla którego ludzie w XXI wieku przyjmują zioła. Tu działa po prostu myślenie magiczne i emocjonalizm, przekonanie o "mocy natury", bo racjonalnych argumentów nie ma żadnych.
Owszem, znam wielu lekarzy, którzy są po prostu głupi czy niedouczeni (nota bene, wielu takich zacofańców kocha zioła i wciska je każdemu). Ale nie oznacza to, że cała medycyna to dno bez dowodów. Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że nie należy latać samolotami, bo jeden pilot we Francji kilka lat temu był chory psychicznie i pozabijał pasażerów, rozbijając się o górę...
Skoro pracujesz w branży farmaceutycznej, to Twoja ocena z dużą dozą pewności mija się z obiektywizmem, a to z uwagi na konflikt interesów. Zupełnie jak w czasach kowidowej plandemii, gdzie członkowie rady medycznej przy premierze (celowo z małych liter) naganiali na szprycę, straszyli że już jesienią/wiosną ludzie będą masowo umierać i to właśnie ci niezaszczepieni, a tak naprawdę przyjmowali pieniądze od firm, których produkt propagowali. Profesorowie, doktorzy, same osobistości świata medycznego. Pracują do dziś na wysokich stanowiskach, nikt za nic nie odpowiedział, a tam "konflikt interesów" aż walił po oczach.
No tak więc mamy spisek, big farmę i masonów, bo ktoś pracuje w branży farmaceutycznej.
A gdzie ma pracować osoba z wiedzą o lekach? Ale wiadomo big farma. CO innego gdy o lekach wypowiada się Jakiś oskar z wykształceniem gimnazjalnym co nigdy w zawodach medycznych nie pracował i staje się gwiazdą naturopatii.
Jeżeli miałbym szukać spisku to właśnie u tych co promują ziołolecznictwo bo mogą sprzedawać robione w garażu specyfiki z narzutem kilkuset procent. Biznes lepszy jak narkotyki.
A czym ma się zajmować osoba z dużą wiedzą na temat ziół? Dlaczego nie można połączyć tych dwóch światów w służbie medycynie holistycznej?
Bardzo zachęcam do zgłoszenia całej sprawy na policję (np. jako nieumyślne spowodowanie śmierci ze strony tego ośrodka). Takich "znachorów" i innych obrzydliwych złodziei, żerujących na tragedii ludzi, należy tępić. Jeśli to nie wyjdzie - wziąć dobrego prawnika i zniszczyć ich w procesie cywilnym. Z niejakim Jerzym Ziębą (od tych megadawek "lewoskrętnej" witaminy C i trawy za 200 zł) się udało...
Zaś Autorce bardzo współczuję - i proszę, aby Pani się nie winiła o to. Nie każdy musi mieć wiedzę medyczną i wiedzieć, że dana "terapia" jest warta tyle, co nic, a czasem wręcz szkodliwa. Ludzie w takiej sytuacji chwytają się wszystkiego, miała Pani też zgodę Matki na to, nie oszukiwała Jej Pani co do sytuacji i możliwości leczenia. Winny jest tylko oszust, który wprowadza ludzi w skrajnie trudnej sytuacji w błąd, oferując coś niemożliwego, ukrywając możliwe powikłania, itp.
A jak kogoś chemioterapia dojedzie to kogo można pozwać? Może daj ludziom wybór, co? I nie pierdol żeś taki szlachetny.
Gdyby się walczy o czyjeś życie, często zdrowy rozsądek schodzi na boczny plan. Trudno zakładać, że witaminami można zwalczyć nowotwór. Może nie zabrzmi to nader pozytywnie, ale pomimo tej "terapii", efekt za pewne byłby ten sam.