#xWUDT
To samo potrafię „zrobić” moim najbliższym przyjaciołom, za których na co dzień skoczyłabym w ogień, członkom rodziny, którym dużo zawdzięczam. Potrafię postawić ich przeciwko sobie i „organizować” Igrzyska Śmierci, tylko trochę brutalniejsze, czasem wzbogacone o twarze ludzi mijanych na ulicy. Takie starsze panie z autobusu lub matki z dziećmi, na przykład. Ich koszmar potrafi wizualizować się w mojej głowie parę godzin. Czasem wracam do poszczególnych historii albo, o ironio, spisuję je na komputerze i... wysyłam chłopakowi, który gustuje w takich klimatach (oczywiście ze zmienionymi bohaterami dramatu i uniwersum, najczęściej to coś jak „Metro”)... Nie wie, kto jest moją inspiracją.
Po co to robię? Niesamowicie mnie to wycisza. Gdy wracam do rzeczywistości i uświadamiam sobie, że żadne z tych okropieństw nie miało miejsca, czuję się lepiej, jakbym to ja powstrzymała te wydarzenia siłą umysłu. Później jednak dopadają mnie przeogromne wyrzuty sumienia, wręcz czuję się jak śmierć. Chciałabym pójść z tym do psychiatry, ale nie wiem, czy zrozumie... Dlatego mam pytanie, drodzy Anonimowi: czy ktoś też tak ma?
To jakiś rodzaj katharsis? Dołujesz się jeszcze bardziej, żeby sobie popłakać, a później jest lepiej?
Nie my jesteśmy od tego. Jeżeli ktoś ma zrozumieć i pomóc, to psychiatra.
Masz dziwny głód negatywnych emocji.
Moim zdaniem to nic zlego. Bo w glowie. Wg mojej ostatniej Pani psycholog: w glowie wszystko mozna. Mysli sa czesto automatyczne, a " marzenia na jawie" sa normalne. To akcje I czyny Maja znaczenie, nie mysli.
I z buddyzmu: mysli sa jak chmury a twoj umysl jak niebo. Nie jestes TYMi chmurami. One przychodza I odchodza. A ze sa takie a nie inne? Moze taki klimaat w TYM twoim " niebie,".
Dopoki odrozniasz marzenia na jawie ( Nawet te drastyczne" z rzeczyeistoscia I nie zamierzasx ich w zaden sposob uzyc w zyciu proza glowa to raczej z toba ok. Mozes zacznij pisac? Kto wie/ Mozes to sa Dobre pomysly do ksiazek.