#xLFl2
Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedna z najgorszych rzeczy, która mi się przytrafiła. Nie potrafię odnaleźć się w życiu codziennym, czas wręcz przelatuje mi przez palce (potrafię się wyłączyć i ocknąć kilka godzin później), izoluję się od ludzi z powodu wstydu, że tak bardzo zatracam się w swojej głowie. Wystarczy, że ktoś na mnie spojrzy, a ja od razu zaczynam sobie wyobrażać, jak może wyglądać życie z taką osobą, może ktoś zwrócił na mnie uwagę, bo mu się podobam. Nie da się tak żyć, a terapia mi nie pomaga, specjaliści są bezradni. Czuję, że długo tak nie pociągnę...
Może spróbuj iść do pracy i zacząć żyć samodzielnie? Gwarantuję że przejdzie.
Za dużo wolnego czasu, serio. W LO i na studiach miałem to samo. Ciężko było mi wysiedzieć w towarzystwie, ciężko było skupić się na czymś dłużej, próba obejrzenia filmu czy przeczytania książki kończyła się rozwijaniem scenariusza w mojej głowie. Nie mówię już o sytuacjach gdzie wychodziłem na przychlasta, bo się gapiłem na kogoś jak debil nieobecnym wzrokiem. Wszystko zaczęło wygaszać się jak zamieszkałem z obecną żoną, poszedłem do pracy, pojawiły się dzieci. Po prostu nie ma kiedy. Nie ma wykładów, czy lekcji, nie ma bezcelowego stania na przystankach i rozmyślań kilka godzin w łóżku (bo wytyrany zaraz zasypiam). Dlatego, poważnie, polecam znaleźć sobie zajęcie, któremu trzeba się w pełni oddać. Jakaś siatkówka, klub gier planszowych itp.
Może spróbuj to spisywać? Przelanie myśli na papier pomaga je usystematyzować, a możliwe, że przy okazji uda Ci się coś wydać i zmienisz swoją trudność w zawód.
Bywają gorsze rzeczy. Inwigilacja, narkotyki. Muzyka wtedy wchodzi lepiej.
Bywają też komentarze które coś wnoszą