#xEUQD
Zadurzyła się we mnie bardzo młoda dziewczyna. Poznaliśmy się w klubie zrzeszającym osoby o podobnych zainteresowaniach – nie powiem jakich, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś znajomy czytający Anonimowe wówczas by się nie domyślił...
Ona ma lat osiemnaście, ja – jestem już po czterdziestce. To nie jest (na szczęście) głupia smarkula, która otumaniona emocjami zaczęłaby emocjonalne huśtawki, szaleństwa, podchody itp., to wrażliwa, inteligentna osoba. Ja niestety też ją bardzo lubię i często łapię się na tym, że myślę o niej jak o kimś więcej niż tylko koleżance – ale jak o kobiecie. Tak. Oboje coś do siebie czujemy.
Mamy oczywiście świadomość, że to nie ma sensu, że to nie wyjdzie, że przepaść wiekowa między nami jest zbyt ogromna. To już nie jest dziesięć, dwanaście lat, które jeszcze by od biedy „przeszło” – to całe pokolenie, moje lata to lata jej rodziców. Dogadujemy się świetnie, mamy wspólne tematy, zainteresowania, ciągnie nas do siebie jak cholera – i wiemy, że to nie jest właściwe. Ograniczamy kontakty do minimum, często zrywamy je całkiem, zajmujemy się swoimi sprawami, własnymi problemami – ale ostatecznie nawiązujemy znowu znajomość, bombardujemy się wiadomościami na messengerze, dzwonimy do siebie, kiedy jest to „bezpieczne”, czasami spotykamy (nie, bez „cielesnych” uciech, nie pozwalamy sobie na to – ale i tak radość spokojnego bycia razem jest nieprawdopodobna). A potem znowu wraca do nas bezsens tego wszystkiego – i idąc za głosem logiki, rozluźniamy kontakty. I tak w kółko. Niestety logika przegrywa z uczuciami, z tym głupim sercem, które nie chce zrozumieć, że pewne rzeczy są po prostu niemożliwe.
E tam. Moja ciotka ma 23 lata starszego męża, ma z nim dwie córki i w zasadzie poznała go, jak miała jakieś 21 lat, może 22. Odczekajcie trochę, jeżeli nie masz żony, to możesz śmiało potem startować.
Moja znajoma na koniec związku miała lat 25, partner lat 49. Żyli, byli szczęśliwi, rodzice ich akceptowali. Nie dogadali się ostatecznie, ale miło wspominam ich związek. Zresztą za krótkie mamy życie żeby dawać się kierować wymogami społecznymi, zamiast własnymi potrzebami
Mam znajomą ,ona ma 26 lat, a jej partner ma córkę dwa lata młodszą od niej, więc też grubo po 40. Żyją razem już kupę lat. Skoro kobieta może być sporo starsza od mężczyzny, to czemu mężczyzna nie może być dużo starszy od kobiety? Spójrz na A. Lipnicką i Johna Portera, on był starszy nawet od swojego teścia! Ja nie wiem co to za głupie myślenie. Bo co, bo co ludzie powiedzą? A co was ludzie obchodzą? W końcu z ludźmi żyć nie będziecie. Jedyny problem może się tu pojawić przy chęci posiadania dzieci przez nią, ona jest jeszcze w wieku, Ty już możesz nie mieć sił. I to nie jest niemożliwe, wszystko jest możliwe trzeba tylko chcieć zawalczyć.
Wszyscy są dorośli, wszyscy chcą, w czym problem? na siłę się przyczepić można do wszystkiego, tylko po co?
Znam kilka małżeństw i związków z rozrzutem 10-15 lat, znam dwa z różnica wieku ponad 20. Może to i nie jest standard, ale czy przez całe życie musimy być standardowi, znormalizowani i przytłoczeni presją większości?
Ale... co w tym niewłaściwego? Ona jest pełnoletnia, więc macie pełne prawo być razem. A jeżeli boicie się reakcji społeczeństwa, to nie warto. Nie warto przez idiotów tracić szansy na miłość.
Życzę Wam, żebyście jeszcze mieli szansę być razem i żebyście byli szczęśliwi :)
Ale dlaczego niemożliwe? Co w tym w sumie złego?
Jak się chce, to się da.
Jest mnóstwo par z aż taką różnicą wieku. Zdaje się że Marek Kondrat z młodą Turnau oczekują obecnie dziecka. Wiadomo, ludzie dziwnie patrzą, wrednie komentują... ale jak nie spróbujecie, to zawsze będziecie zastanawiać się, czy to nie był błąd i co Was ominęło. Czujecie się ze sobą dobrze? To jest najważniejsze.
Kondrat nawet mówił o Grzegorzu Turnau (od którego jest starszy 15 lat) że fajnie jest mówić do niego "tato". :D
Różnica nie większa, niż gdybyście pochodzili z dwóch różnych końców świata (też kulturowa przepaść w niektórych aspektach), a takie pary się zdarzają is obie radzą. Spróbujcie. Może nie wypali, może za dużo będzie różnic, a może się uda. No i przygotujcie psychicznie na oburzenie otoczenia, ale to jest bonus do wielu decyzji życiowych. Nie ma w tym nic złego, nic niemożliwego.
Moja znajoma ma faceta starszego od siebie o 20 lat, wszyscy to zaakceptowali, każdy polubił jej wybranka, są ze sobą już całkiem długo, nawet jej rodzice przyjęli to na klatę i wszystko jest ok ;)
Mój partner jest ode mnie 19 lat starszy, Moja mama mówi do niego "rówieśnik", a babcia traktuje jak wnuka mimo, że jego mama jest w jej wieku. Wiek nie gra roli, na uczucia nie ma rady. Ja mam 23 lata on 42 i nie wyobrażam sobie być z rówieśnikiem, to są jeszcze chłopcy, mają inne potrzeby i wartości. Choć mówią że mężczyzna dojrzewa do 5-tego roku życia, a potem tylko rośnie to jednak jest wielka różnica. Ja nigdy nie widziałam w takich związkach nic nielogicznego. Może warto spróbować, bo później możesz żałować, że ominęło Cię w życiu coś cennego i wartościowego. Pozdrawiam.
p.s. A ludzie zawsze będą gadać, zawsze znajdzie się ktoś komu coś nie będzie pasowało, ale oni za Ciebie życia nie przeżyją.(specjalnie założyłam konto by to napisać) :D
Poznałabym chętnie jakaś dziewczynę, która jest w podobny związku do mojego.