#xBivO
Podchodzę więc do dziewoi i z miłym uśmiechem mówię:
- Cześć! Jestem Kasia. - po czym wyciągam paczkę cuksów i prezentuję im. - Macie może ochotę na coś słodkiego?
Siedmiolatki miały grobowe miny. Spojrzały po sobie jakby w telepatycznym porozumieniu. Jedna z nich zwróciła na mnie wzrok.
- Mama i tata mówią, że nie można. Nie weźmiemy ich.
Już miałam je pochwalić za profesjonalną odmowę, gdy druga rzekła grobowym tonem:
- Pewnie są zatrute. Stracimy przytomność, a ona zabierze nas gdzieś w złe miejsce.
Pierwsza na to:
- I będą nam robić złe rzeczy. Na przekład gwałcić. To okropne.
- Już nigdy nie wrócimy do domu. Mama i tata nigdy się nie dowiedzą. Pomyślą, że uciekłyśmy, bo ich nie kochamy. Będą się obwiniać.
- Nie, raczej pomyślą, że ktoś nas porwał. Będą myśleć o wielkim, brzydkich facecie, który nas obmacuje.
- Tak. Ale my jesteśmy za mądre... - tu spojrzała na mnie. - Idź już. I nie żartuj sobie z nas.
Byłam w takim szoku, że jedyne co zdołałam zrobić, to odejść szybciej niż się pojawiłam. Uciekając, odwróciłam się, by spojrzeć na nie. Bawiły się, śmiały. Jakby nigdy nic.
Czasem spotykam je idąc ulicą czy będąc w sklepie. Przechodząc obok, uśmiechały się lub mówiły "dzień dobry". Miałam wrażenie, że cały incydent z cukierkami jakby wyleciał im z głowy. Raz, z ciekawości, czy to się powtórzy, zaproponowałam im cukierka. Znów miały te grobowe miny, beznamiętny ton. Spojrzały na siebie, przekazując myśli wzrokiem i naraz odpowiedziały "Nie". I stały tak długo, aż ja sama nie odeszłam.
Pewnego razu napotkałam ich matkę. Złapałyśmy ze sobą kontakt. Zaprosiła mnie do swojego domu na herbatkę. Tydzień po tygodniu nawiązała się między nami relacja, którą określiłam na tyle bliską, by zwierzyć się z tych sytuacji. Ona kiwnęła tylko głową. Podeszła do swoich córek i zapytała, czy chcą cukierka. Grobowa cisza, kamienne twarze. "Nie" - odparły tym pustym głosem. Ich mama wyprowadziła mnie z pokoju. Powiedziała:
- Nigdy nie biorą cukierków, od nikogo. Nawet ode mnie. Muszą same pójść do sklepu, same je wybrać i samemu zapłacić. Inaczej robią się TAKIE. I TAKIE pozostają, aż nie zniknie się im z oczu. Byłam z nimi u psychologa, ale nic nie stwierdzono. Nigdy nie spotkały się z podobną sytuacją, nie wiem skąd ta reakcja. Rozmawialiśmy z nimi. Ale nic to nie wniosło.
Po kilku latach minęło im to. Ale nadal pamiętam każde wypowiedziane przez nie słowo, gdy były TAKIE.
Myślę, że dziewczynki zobaczyły jakąś podobną sytuacje w bajce czy filmie. Jak ja z moim bliźniakiem biliśmy mali to też lubilśmy naśladować bohaterów jakiś filmów, albo na ich podstawie wymyślaliśmy co ciekawego możemy zrobić w jakiejś sytuacji.
JakiCHś filmów. Podstawówka, 3 czy 4 klasa.
Dziwne to wyznanie.
Może kiedyś ktoś zaproponował im właśnie cukierki i coś im zrobił, a nie chcą się do tego przyznać? Nawet jeśli historia jest prawdziwa, to patrząc na to z lekko psychologicznego punktu widzenia, może być właśnie tak.
Jeśli to prawda - o mój Boże 0.0... Jeśli nie - świetnie piszesz. Historia jak z dobrego horroru :-)
I widzisz oczyma wyobraźni bliźniaczki z "Lśnienia"
Też je miałam przed oczami
Kiedyś jechałam pociągiem z koleżanką i jej rodzicami, miałyśmy po ok. 9 lat. Rodzice rozmawiali ze sobą, koleżanka która była moim kompletnym przeciwieństwem tzn. była niezwykle śmiałą, bezczelną wręcz tupeciarą, zaczęła "podrywać" dwóch siedzących z nami w przedziale studentów. Studenci podjęli żart, koleżanka zaczęła się zapędzać rojąc na głos jak to oni zapraszają ją do kina, ale ona doskonale wie co z tego wyniknie, że "buzi-buzi" a potem nie wiadomo co i kończąc swoją przemowę: "Ale ja nie jestem taka głupia!". Studenci spojrzeli po sobie zdegustowani: "My też nie."
Boże, szkoda, że nie da się dodać niezweryfikowanego do ulubionych. Mam nadzieję, że trafi chociaż do poczekalni. Świetnie się czyta, jak fragment książki.
Takie teściki to można robić po uprzednim ustaleniu tego z opiekunami dziecka. Chyba że się nie ma problemu z perspektywą idiotycznego narobienia sobie problemów.
Creepy
Trochę creepy.