Zawsze interesowałem się koleją i wszystkim co z nią związane. To moja wielka pasja, więc starałem się jak mogłem i dostałem się nawet do technikum o takim kierunku. Po paru latach wreszcie dostałem moją wymarzoną pracę i pierwszego dnia jako samodzielny "kierowca pociągu" ruszyłem sobie w piękną, malowniczą trasę. To był też ten dzień, w którym pod mój pociąg postanowił rzucić się samobójca. Nie miałem szans na reakcję - zabiłem go.
Nigdy więcej nie wróciłem już do tej pracy.
Dodaj anonimowe wyznanie
cóż, to nie Twoja wina.
Taki pech.
Mam sąsiada, co w końcu po wielu latach znalazł pracę. 1 dnia jego pracy spłonęły hale fabryki, w której zaczął pracować. Ewakuowali się, ale spłonęły i tak doszczętnie, więc nie ma do czego wracać. To była jego pierwsza praca od dawna (ciągle jest na bezrobociu), pierwszy dzień i nawet nie dopracował do przerwy obiadowej. Także widzisz, nieraz pech idzie za ludźmi, ale to nie Twoja wina, że samobójca rzucił się pod pociąg, jak też i nie wina mojego sąsiada, że fabryka spłonęła (mam nadzieję). Nie warto przez takie sytuacje rezygnować z pracy, o której się marzyło
Nie zabiłeś go. On popełnił egoistyczne z wielu powodów samobójstwo.
Trzeba być kompletnym idiotą, żeby tak się zabić. Można to zrobić w swoim domu, zamiast narażać kierowcę i pasażerów na traumę.
@julkaxd Niestety, nikt kto chce popełnić samobójstwo nie myśli logicznie.
A jaki jest najlepszy sposób na samobójstwo według was? Taki, który u nikogo nie powoduje traumy? Może jakiś przyszły samobojca przeczyta wasze wypowiedzi i weźmie je pod uwagę... Tylko poproszę o takie z małą szansą odratowania.
Tori, niech się powiesi w mało uczęszczanym lesie albo utopi w morzu. Wiadomo, że ktoś go kiedyś znajdzie i nie będzie to przyjemne, ale przynajmniej takie coś odbywa się bez udziału osób trzecich, które chyba zawsze widzą się jako współwinnych.
Miałam na ten temat rozkminę - najpierw z tatą, potem z koleżanką.
Warunki były takie: ma się wyglądać ładnie (powieszenie się odpada, bo jeśli się udusi, a nie przerwie rdzeń, to język puchnie itd., tak samo odpadają wszelkie skoki i rzucenia się pod pojazdy), ma się nie zakłócić życia większej ilości osób ani nie uczynić nikogo "współwinnym" (czyli znowu, wejście pod tramwaj to średni pomysł), wreszcie ma się nie zmuszać nikogo do sprzątania po sobie (czyli uniknąć śmierci, która spowoduje konieczność zdrapywania mózgu z chodnika albo wycierania wody zmieszanej z krwią z podłogi po tym, jak podetnie się sobie żyły w wannie). A, i oczywiście ma wyjść (przedawkowanie leków nie zawsze działa, zawsze istnieje ryzyko, że się je zwróci albo jeszcze gorzej - udławi się, gdy organizm będzie starał się ich pozbyć. Wtedy dopiero wygląda się obrzydliwie.)
Wyszło nam, że danie sobie w żyłę po raz pierwszy i ostatni w życiu (tzw. złoty strzał) to dobry sposób.
Ktoś ma jakieś inne sugestie?
Trza powiesić się samotnie w domu i tego samego dnia wcześniej wysłać list na posterunek policji ze sie wisi pod takim a takim adresem. Nie należy też zapomnieć, żeby wysrac sie porządnie przed śmiercią po przecież nie chcemy żeby ktoś znalazł nas w kałuży fekaliow.
Jako osoba bardzo żądna życia nie spodziewałam się, że znajdę się w środku dyskusji na temat samobójstwa 😂
HaryPortier super pomysl.
Ja zawsze myslalam o tym, ze przedawkowanie, ale takie skuteczne. Lekow po ktorych wiadomo, ze sie zejdzie i nie ma odratowywania.
Druga wg mnie opcja dla samobojcow to podciac sobie zyly w wannie ale pod bierzaca woda z prysznica z gory, ktory splucze wszystko i nie bedzie sprzatania i widoku wanny pelnej krwi. Ciecie latwo w trumnie ukryc i wtedy w trumnie ladnie sie wyglada, tylko dobry makijaz potrzebny.
Im wiecej samobojcow tym mniej samobojcow.
Można też użyć strzykawki z powietrzem. Wstrzykujemy, powietrze dochodzi do serca i pstryk
Jako, ze wlasnie robie prasowke i jest chyba info idealne: zastrzyk z insuliny.
Kiedyś miałem nieprzyjemność bycia w pociągu, pod który ktoś skoczył. Nie było żadnego huku, tylko pisk, który mógłbym porównać tak naprawdę z krzykiem, hamulców. Pomniejsze torby dosłownie zleciały na ziemię, a starsze babcie w panice zaczęły się modlić.
Potem była taka chwila ciszy, potem ktoś zaczął się drzeć, że krew jest na szybie, że chyba w zwierzę uderzyliśmy. Konduktor tylko biegał po całym pociągu, nie odpowiadał na pytania, ale w końcu się złamał i powiedział, że samobójca się trafił.
Starsze panie, przez 10 minut lamentowały nad jego losem, ale po kolejnym komunikacie, że trzeba zaczekać na komunikację zewnętrzną zaczęły tak bluźnić, tak ubliżać zmarłemu, wyklinając przy tym całą jego rodzinę... Mnie osobiście to najbardziej zaskoczyło. Nie to, że człowiek rzucił się pod pociąg, ale ta znieczulica.
Ja osobiście uważam, że tak samo egoistyczny jest samobójca, który z tylu sposobów na pozbawienie siebie życia wybiera taki, który utrudni życie również innym. Wiem, że polecą minusy, ale nie dziwię się ludziom, którzy są wkurzeni na takiego kogoś.
A ja sie babciom nie dziwie. Bo ok chcesz sie zabic to sie zabij, ale dlaczego do cholery swoja smiercia obarczasz nieczego winnemu motorniczego/kierowce/maszyniste i utrudniasz, moze wrecz zawalasz dzien (wplywasz na zycie) setek innych ludzi. Ile spoznionych ludzi do pracy, do lekarza, na egzaminy, rozmowe o prace, czy nawet randke. Chesz sie zabic, wez sie powies albo podetnij sobie zyly w wannie z lecacym na ciebie prysznicem, zeby ktos nie musial po tobie sprzatac do cholery. Egoisci.
Albo ta dziewczyna, na ktora spadl samobojca i teraz biedna jest warzywem. No qwa! Zniszczyc komus tak zycie!
Rzucanie się pod pojazdy i skakanie z wierzowcow to chyba 2 najgorsze sposoby. Pierwszy tamuje ruch (jak na Włochach w Warszawie ktoś rzucił się pod pociąg to w tym roku cała Warszawa stała - i pociągi i korki bo czymś co ludzie muszą pojechać) i rozwala życie kierowcom/motorniczym itd
Drugi może zabić jeszcze kogoś oprócz samobójcy
Nie możesz mówić że zabiłeś kogoś kto z premedytacą rzucił ci się pod pociąg
Nie rozumiem samobójców rzucających się pod samochody czy pociągi. Powoduje to duze opóźnienia. Co jeśli ktoś bardzo się spieszy, nie ma innej możliwości dotarcia na miejsce? Znam osobę która w ten sposób nie dotarła na ogłoszenie wyników w bardzo ważnym branżowym konkursie, w którym zresztą wygrała
tak bardzo interesowałeś się tym zawodem i nie wiedziałeś że każdy kto go wykonuje przynajmniej raz w swojej karierze był świadkiem samobójstwa? Niestety ale takie coś jest wpisane w ten zawód. Doświadczeni maszyniści w całeh swojej karierze doświadczyli kilka albo i kilkanaście podobnych zdarzen. Musisz zrozumieć że to nie Twoja wina. Trzeba mieć mocną dupę.
To nie Twoja wina. Mój wujek, który pracuje w tym zawodzie wieeele lat jakiś czas temu też miał taką nieprzyjemną sytuację. Koledzy mówili, że i tak późno go to spotkało i prędzej czy późnej ktoś by rzucił się pod pociąg.
Niestety to jest stały element tej pracy.
Jak to czyjś egoizm potrafi zniszczyć marzenia 😕
Mój szwagier jest jakimś tam początkującym maszynistą czy coś w tym stylu.To nie jest tak że musisz przez określony czas siedzieć obok i patrzeć a dopiero po tym możesz "prowadzić" ?
to ile i jak musisz sie szkolic zależy czy uczysz się na maszyniste czy kierującego pojazdami trakcyjnymi w obrebie bocznicy...z tym drugim jest dużo latwiej bo idziesz na kurs zdajesz egzamin pojeździsz z boku z miesiąc i jeździsz sam...natomiast na maszyniste musisz zrobić licencje maszynisty później masz 1000 godzin jazdy jako szkoleniec a na koniec masz taka jakby autoryzacje zwana świadectwem maszynisty ale to jeszcze nie koniec...musisz mieć kwity na kazda jedna lokomotywe na jaka wsiądziesz i do tego znajomość szlaku ;) w skrócie wyszkolić się na maszyniste to kwestia 2 lat
@anonimowydan co nie zmienia faktu, że w obu przypadkach autor kłamie mówiąc że pierwszego dnia był samodzielnym kierującym :)
"pierwszego dnia jako samodzielny "kierowca pociągu" "
Czytanie ze zrozumieniem nie boli.
„Pierwszego dnia jako samodzielny kierowca” sugeruje, że był to jego pierwszy dzień w pojedynkę i nie wyklucza tego, że wcześniej szkolił się i jeździł z kimś.